...


Zachęcam do napisania: 25639621.

środa, 21 listopada 2012

Witam, witam i o zdrowie pytam!

Witajcie, misiaki. Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda, czy statystyki pokazują jedynie moje samolubne wejścia na bloga, ale piszę zapobiegawczo. Chciałabym Was poinformować, że chyba lepiej z moją weną i wracam do pisania. Niestety stąd już sobie odchodzę, ale kontynuacje, a w zasadzie już końcówkę Always & Forever znajdziecie na moim tumblru http://cassiemint-story.tumblr.com/, na którym też zaczynam z nowymi opowiadaniami, do których czytania zachęcam cieplutko! Zapraszam też na mego twittera https://twitter.com/CassieMint, na którym jestem (niestety) bardzo często, więc tam w każdej chwili możecie mnie złapać. Jestem też na gadu: 25639621. I jeszcze ostatnia prośba - dla mego ułatwienia - jeżeli chcecie być informowani o nowinkach to po prostu napiszcie lub zostawcie na siebie jakieś namiary. Tyle ode mnie, duszyczki, teraz kolej na Was :)

PS. Nowy rozdział na A&F pojawi się do piątku. Obiecuje. A tymczasem zostawiam Was z Harry'm.



~Cassie

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 14


*Lou*
-Siadaj Harry i przestań, bo zachowujesz się jakbyś był tu gościem. -stał sztywno w przedpokoju czekając prawdopodobnie na pozwolenie na jakikolwiek ruch. Po chwili jednak ruszył się i usiadł na swoim stałym miejscu, w swój jakże charakterystyczny sposób. Próbowałem zachowywać się normalnie, aby nic nie widział, aby nic nie zauważył. By nie zauważył jaki jest dla mnie ważny, bo sprawienie mu przykrości to naprawdę ostatnie co pragnąłbym zrobić. -To co Curly, o czym chcesz porozmawiać? -spytałem odruchowo zaciskając mocno szczękę, bo nie byłem jednak gotowy na rozmowę, nie na tę rozmowę. Poprawił się na fotelu i zaczął raczyć mnie swoim niskim i jakże subtelnym tonem głosu.
-Muszę Ci powiedzieć.. Chcę Ci powiedzieć, że kocham.. -nie musiał kończyć. Wyłączyłem się zupełnie. Mówił w moją stronę, a ja wszystko momentalnie odbijałem, nic do mnie nie dochodziło. -..Ronnie. Nie wiem co mam powiedzieć Lou. Wiesz, że Ciebie również kocham, ale uwierz mi na słowo honoru, że nie potrafiłbym.. po prostu uwierz mi, że nie jestem z Nią dlatego, że boję się tego co jest pomiędzy Nami, tylko ja odbieram to w inny sposób.
-Co jest pomiędzy Nami? Co odbierasz w inny sposób? -zapytałem się go chaotycznie wyrywając się z zamyślenia. -Odpowiedz.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem. Kocham Cię, ale nie w taki sposób, rozumiesz mnie? Jesteś moim bratem, przyjacielem, wszystkim.
-A więc skoro jestem wszystkim to dlaczego.. -dlaczego mnie ranisz? Dlaczego nie chcesz być ciągle przy moim boku? Dlaczego pozwalasz mi być samemu, pozwalasz bym miał niekontrolowane myśli, wszystkie destrukcyjne? W głowie tłumiłem złe słowa -..teraz mnie przepraszasz? Mi wystarczy to, że jestem dla Ciebie wszystkim. -jestem egoistą i to wielkim, ale nie potrafiłbym przyznać się do tego co czuję, bo nie dość, że zabiłoby to mnie, zabiłoby również Jego, a znając życie nawet gdybym się przyznał teraz, w tej chwili, to nie byłby ze mną, nie mógłby, zresztą i ja miałbym trudności spojrzeć w Jego zielone tęczówki, a przede wszystkim nie potrafiłbym sobie spojrzeć w oczy. Widać, że Jego.. dziewczyna jest dla Niego ważna. Widać. To boli. Boli cholernie. Przez chwilę myślałem, że nie dam rady, że zacznę krzyczeć, ale szczypałem potajemnie własne uda by ukrócić emocje płynące w skażonej krwi. Ubolewałem nad tym w jaki sposób się do siebie odnosiliśmy - jakbyśmy się nigdy nie znali, nigdy nie.. kochali. Wszystko jest moją winą, bo przecież wystarczyłoby się nie zakochiwać. Banał.
Harry był chyba zaszokowany moimi słowami. Cisza trwała jakiś czas, aczkolwiek dla mnie czas już dawno nie miał znaczenia. -Powiesz coś Hazz? Czy będziemy tak siedzieć jak debile? -próbowałem był dawnym Louisem.
-Dziękuje. -wydusił z siebie. Patrząc na Jego mimikę i w Jego błyszczące oczy nie potrafiłem rozróżnić uczucia, które Nim władało w tej chwili. Był tak szczęśliwy, szczęśliwy, bo trwa w szczęściu, które nosi damskie imię, ale z drugiej strony siedział tu skromnie, jakby coś go nurtowało, wręcz niepokoiło. Zwykle nie było dla mnie niczym szczególnie trudnym rozgryźć Harry'ego, choć od zawsze, jeżeli chodzi o głębsze uczucia był w tym dość trudny, ale nie było to dla mnie przeszkodą. W tej chwili jakby był mi obcy, Jego dusza jakby była mi obca, nieznana. Uśmiechnął się uroczo i znów usiadł spokojniej w charakterystycznej pozie dla siebie. Ja, nadal spięty opierałem się mocno łokciami o kolana, spoglądając lekko spod byka w Jego stronę, nadal trudno było mi być normalnym. -Dziękuje za to, że mnie szanujesz, za wszystko Ci dziękuje.
-Nie dziękuj mi, bo.. -nie skończyłem, bo przerwał mi szybko zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć.
-Lou, chcę żeby było jak wcześniej, tylko.. sam rozumiesz. -rozumiem - bez większych czułości.
-Wiem Harry, rozumiem, nie jestem idiotą.
-Kocham Cię Boo Bear i dziękuje. -te słowa zamiast mnie radować, raniły bardzo mocno, ale nie mogłem się im oprzeć. Nie mogłem się oprzeć Jemu, który wstał ze swojego miejsca i przypałętał się do mnie, siadając blisko, bardzo blisko, aż poczułem Jego zapach.. mój ukochany zapach. -Będzie jak dawniej, prawda?
-Nie zależy to tylko ode mnie Harry. Widzisz co się dzieje.. nie tylko z Naszą dwójką jest nie w porządku, ale z całą Naszą piątką. -niestety taka była prawda. Trochę się zgubiliśmy, zgubiliśmy Naszą wspólną drogę.
-Wiem, wiem, rozmawiałem z mamą i przede wszystkim dzięki Niej wiele zrozumiałem i muszę coś zorganizować. Musi wszystko wrócić do normy. Za bardzo się rozdrobniliśmy, a przecież jesteśmy dla siebie najważniejsi. Trzeba będzie podzwonić do chłopaków. -mówił z wielkim przejęciem w głosie patrząc mi się prosto w oczy. Trudno było wytrzymać, ale musiałem stwarzać pozory.
-Ja się tym zajmę, spokojnie, a Ty teraz marsz do.. do Ronnie.. -uśmiechnąłem się pośpiesznie by nie zabrzmieć idiotycznie. -Bo jest jeszcze w szpitalu, prawda? -zapytałem, bo pewna część mnie kazała mi to zrobić, choć nie całym sobą pragnąłem wiedzieć co u Niej. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, ale ja nadal spokojnie czekałem na jego ruch. Po chwili zastanowienia wstał.
-No dobrze, widzę, że już mam sobie iść.. i to z własnego domu. -uśmiechnął się pociesznie, choć nie na długo. -Lou..? Czy Ty tu sam mieszkasz? -on się przeraził, a mnie to kompletnie nie wzruszyło. Przyzwyczajenie działa, choć nocami.. nocami nie jest tak łatwo.
-No czasem Ty tu przyjdziesz na noc, ale masz swoją kawalerkę, a reszta tak samo.. czasem przyjdą tu, ale ostatnimi czasy w ogóle ich nie widać. Sam wiesz.. Daddy z Danielle; następne gołąbki, mianowicie Zayn z Perrie cieszą się sobą co widać w choćby internecie; Nasz Nialler to u rodziny chyba, bo dawno się nie odzywał, a dobrze wiesz, że jak jest u siebie to Nas o tym nie informuje, bo tak jest bezpieczny; no i Ty.. masz zajęcie, także wszyscy jesteśmy zajęci.
-A Ty Louis? Co z Tobą? -przysiadł znów zaniepokojony czekając na moja odpowiedź.
-A co ma być Hazz? Żyję sobie. Els czasem do mnie przychodzi. Jako przyjaciółka jest wspaniałą osobą, a tak to.. piszę trochę i czytam wiele, o właśnie, czytam. -uśmiechnąłem się znów by nie wyszło, że całkowicie się zatraciłem, choć właśnie tak było. Nie było przy mnie prawie nikogo. Eleanor również nie było. Byłem sam, ale On nie musiał o tym wiedzieć. Miał swoje problemy na głowie, choć wiedziałem, że mimo wszystko, mimo tej przepaści między nami On mnie znał i tego się bałem, bałem się, że mnie zdemaskuje.
-Eleanor? -zapytał. Zaśmiałem się żałośnie w sobie. Nie z Jego, ale z siebie na myśl, że może jest trochę zazdrosny. -To dobrze, że jest, cieszę się.
-Ja również, ale mówię Ci - idź do Ronnie, okej? Ja zajmę się Naszą zbiórką i niedługo się widzimy. -sam nie wiem dlaczego się go tak nędznie pozbywałem, ale może już przyzwyczaiłem się do samotności, bynajmniej.
-Dobrze, tym razem Cię posłucham, ale nie myśl sobie, że szybko tu nie wrócę, poza tym dziś wracam tu spać, albo i nie spać, pooglądamy filmy, co Ty na to? -widać, że starał się by było jak wcześniej, aczkolwiek oby dwoje dobrze wiemy, że tak nie będzie.
-A więc czekam Hazz. -uśmiechnąłem się. -Wiesz gdzie są drzwi. -machnął na mnie rękę i radośnie udał się ku wyjściu.
Wreszcie znów byłem sam. Osunąłem się na kanapie, ręce założyłem na piersi i oddałem się myślom.. milion myśli na sekundę.

*Harry* 
Wychodzą od Lou zacząłem drżeć. Jest. Już. Po. Wszystkim - zapewniałem sam siebie na głos. Przecież poszło dobrze, więc dlaczego nadal mam to dziwne uczucie.. jakbym mu nie wierzył. Jakbym nie wierzył sam sobie. Nie chcę o tym myśleć. Ruszyłem przed siebie kierując się do samochodu by jak najszybciej dostać się do szpitala. Jestem dużo spokojniejszy i czuję się o niebo lepiej po mojej rozmowie z Ronnie, że zrozumiała, bez najmniejszego 'ale', po prostu zrozumiała i mnie przytuliła, jakby nic się nie stało, jakby wszystko było w porządku. Czułem, że naprawdę rozumiała, i że mi ufa. Jest tak niezwykle wyrozumiała. Kocham ją bardzo, jest nieziemską istotą i nie wyobrażam sobie żyć bez Niej. Teraz jeszcze na głowie mam Nasz zespół, ale w tym też mam Jej wsparcie, dużo wsparcia z Jej strony i mojej mamy, a to dla mnie najważniejsze, do tego Louis powiedział, że wszystko załatwi, że podzwoni do chłopaków - to bardzo miłe z Jego strony. Martwię się o Niego, strasznie się zaniedbał. Nie, to ja go zaniedbałem, zdaje sobie sprawę, że jest w tym wielka moja wina i wiem, że muszę to naprawić, dla Niego i dla chwil, które kiedyś były na porządku dziennym. Tęsknie za tym. Jesteśmy jednak taką małą rodziną. Nie powinniśmy tego zaprzepaścić, nigdy. Ten dzień będzie długim dniem..

*Ronnie* 
Nie zostawił mnie, obiecał, że nigdy już nie zostawi. Nadal lekki strach targał moje nerwy, ale Harry zapewnił, a ja mu ufam. Jego uczucia.. Jego uczucia mną wstrząsnęły, bo nie wiedziałam co czuję, nie mówił mi, to wszystko działo się tak szybko. Fakt, że zdecydował się na kochanie mojej osoby było czymś niesamowitym, aczkolwiek myśli o tym co przeżywał wcześniej, że nie mógł mi o tym powiedzieć, tułał się z tym sam, nie mogły opuścić mojej głowy. Odważył mi się o tym powiedzieć, a ja to uszanowałam, nie widziałam nawet innej opcji, żadnej. Jeżeli jest tak jak zapewniał, to ja mu wierzę.
Czekałam na Niego, bo obiecał jeszcze dziś wpaść. O dziwo nie byłam zmęczona ani trochę, choć cały dzień byłam na nogach.
Po dwóch godzinach wrócił.
-Dobry.. -otworzył usta wypuszczając z siebie piękne dźwięki.
-A dobry -odpowiedziałam z chrypką w głosie.
-Wracasz dziś do domu? -zapytał i czekał zniecierpliwiony na odpowiedź.
-Widzę, że nie chcę Ci się tu już przychodzić. Rozumiem, to problem. -dawno nie widziałam, żeby się uśmiechał swoim nieskazitelnym uśmiechem, to było jak miód na moje serce.
-Otóż to, a więc kiedy wychodzisz?
-Sama nie wiem, może już jutro, może po jutrze, nie wiem, to nie zależy ściśle ode mnie, przynajmniej nie do końca. -uśmiechnęłam się łapiąc go za rękę. Nagle w Jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Skinęłam głową w odpowiedzi na Jego pytającą minę.
-Tak Liam? -wyszedł za drzwi. -P..proszę? -moje serce natychmiastowo stanęło. Po chwili, z opuszczoną głową wszedł z powrotem do sali.
-Harry? Co się stało? -podniosłam się z miejsca.
-Ja.. Boże.. -zaśmiał się gorzko. -To moja wina. Wiozą tu Louis'a.

***
przepraszam. wiem, że kolejny rozdział miał być szybciej, a ja znów zwlekałam.. tym razem prawie o miesiąc czasu, ale mam zastój, jakkolwiek to brzmi. proszę, szczerze, dowalcie mi, wiem, że spadam na psy.
(jeżeli ktoś chce być informowany o nowym rozdziale: 25639621)

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 13


*Harry*
Zdałem sobie sprawę, że ratując Ronnie życie, wyznałem Jej tym dozgonną miłość. Wiedziałem, że Louis jest dla mnie kimś ważnym, jednym z ważniejszych, ale wiedziałem, że bez dziewczyny mój świat nie będzie istniał, ja nie będę istniał i bez Niej nigdy nie będę mógł być szczęśliwy. Nie wiem czy to egoistyczne, ale mam wrażenie, że z Lou to nie będzie to samo, to rzut na głęboką wodę, nie wiadomo czy wyjdzie, jeżeli zechcielibyśmy pokochać się w owy sposób. Jedynie co teraz może mnie zabić to jego odwrócenie się ode mnie, przez wybór, którego już dokonałem. Nie chcę tego, obawiam się, nie wiem jak mu to wytłumaczę, nie wiem jak zareaguje, boję się, choć pewność, że postąpiłem dobrze uspokajała mnie. Mimo to, że czekały mnie dwie głębokie rozmowy, bo Ron również należy się wyjaśnienie, nie byłem mocno sparaliżowany. Pewność, że Ronnie mam już przy sobie sprawia, że mogę latać. 

'Stary, musimy pogadać. Serio Loueh, oddzwoń do mnie wreszcie, bo się pogniewamy. H.'


*Ronnie*
Sama nie wiem kiedy stał się dla mnie tak ważną osobą, nie wiem kiedy to wszystko tak szybko się rozwinęło, ale przecież kiedyś marzyłam o miłości, która zjawi się i zacznie być. Ujmie moje dłonie i poprowadzi dalej. I tak się stało. Poznałam Harrego i wszystko się zmieniło i rzeczywiście rozwinęło się w tak krótkim czasie, ale nie żałuje niczego, każdej chwili, nawet tej gdzie byłam na skraju wytrzymania, gdzie brak Jego doprowadzał mnie na krawędź, bo to tym bardziej utwierdziło mnie jak bardzo jest dla mnie ważny, jakim ogromnym uczuciem darzę tego chłopaka. Pamiętam chwile, kiedy przeklinałam przeprowadzkę do Londynu, kiedy przeklinałam, że ktoś taki jak On mieszka nie opodal. Dziś pluję sobie w brodę za te słowa, dziś nie wyobrażam sobie dnia bez Jego uśmiechu, dnia bez jego ciepła, bez Jego słów i bez bezpieczeństwa jaką mnie otula. I choć dziś nadal czuję się jak wrak to wydaje mi się, że kompletnie po mnie tego nie widać, bo fakt, że wiem, że On jest, że przyjdzie, że będzie, sprawia, że mogę latać.


*Lou*
-Słucham Cię, Harry.. -drżącym głosem powiedziałam po tym jak odebrał.
-No wreszcie.. zaczynałem się bać Lou. Spotkamy się dziś? -na te słowa dreszcze przeszły po moim ciele, nie miałem pojęcia co odpowiedzieć, nie wiem czy chciałem usłyszeć jakieś tłumaczenie się, przeprosiny czy cokolwiek innego, nie wiem. -Halo? Lou? -zdążyłem zapomnieć, że rozmawiam z przyjacielem.
-Jestem. Spotkajmy. -oznajmiłem krucho, nie potrafiąc cieszyć się ze spotkania z Nim jak wcześniej. Kiedyś było inaczej.
-O piętnastej Ci pasuje?
-Yep -przytaknąłem. Ostatnimi czasy nic nie robiłem, użalając się nad swoją egzystencją dniami i nocami. Wszyscy byli zajęci sobą i swoimi miłościami, dlatego ja poszedłem w odstawkę. Dwadzieścia cztery godziny na dobę tylko ze sobą i czterema ścianami nie wróżyło nic dobrego. Czułem się samotny, bezradny i odrzucony. Nikt mnie nie chciał, dla wszystkich byłem zbędny. Od zawsze było tak, że mimo wszystko byłem trochę na uboczu, ale wcześniej nie dało się tego tak odczuć, bo przynajmniej miałem Harrego. Teraz zabrakło i Jego. Wiele myśli przechodziło przez moją głowę. Nadal nie wiedziałem co robić, jak się zachowywać, którą stronę w mojej głowie poprzeć. Strach mnie obleciał.
-To do zobaczenia Lou, przyjadę do Ciebie, to znaczy do Nas.. -właśnie, do Nas. Chyba zapomniał już, że to również jego dom, bo jeżeli się w nim znajduje to tylko, aby się przespać. Rozłączyłem się i rzuciłem telefonem o sofę. Czułem się tragicznie, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie dawałem sobie rady z myślami, a przed dodatkowym koszmarem - rozmową, poważną rozmową jak mniemam, jeszcze cały dzień. Nikt nie widział złego postępowania Harrego, nikogo to już nie obchodziło. Kiedyś byliśmy wszyscy mocno razem zżyci i to nie tak, że dziewczyny chłopaków czy inne przyczyny rozwalają Naszą więź, a my, którzy nie potrafimy zająć się i miłością do ukochanych i miłością do siebie nawzajem i nie potrafimy znaleźć dla siebie czasu, choć i tak spędzamy go mnóstwo, ale.. tak, kiedyś było inaczej. Samotność sprowadza mnie w najczarniejsze zakamarki moich myśli. Zdaje sobie sprawę, że ze mną również jest źle i również dzięki mnie się wszystko wykrusza, ale to jest silniejsze ode mnie. Zamykam się, nie potrafię być takim wesołkiem za jakiego wszyscy mnie biorą. Tak, owszem, byłem, ale dużo się zmieniło, ja się zmieniłem, moje wnętrze się zmieniło, zasmuciło się, teraz już nie patrze przed siebie przez różowe okulary. Widzę koniec. Każdy koniec w tej chwili jest jakby na wyciągnięcie ręki.


*Harry*
Byłem poddenerwowany tym, że muszę wyjaśnić wszystko co we mnie siedzi Ronnie, nie byłem pewien jak zareaguje. Strach, że może ją to zranić był paraliżujący. Mimo wszystko miałem nadzieję, że zrozumie. Miałem nadzieję, że akurat za to na mnie nie nakrzyczy. Może za to, że mnie przy Niej nie było, że może zrobiłem wiele złego, moje zachowania na początku naszej znajomości, ale nie zniósł bym, gdyby nie zaakceptowała tego z czym się borykałem, a może nadal borykam, gdyby tego nie zrozumiała. W głowie karałem się za same takie myśli, bo przecież Ronnie to chodzący anioł. Nawet, gdyby ją to zraniło, zniesmaczyło czy cokolwiek innego, nigdy by mi tego nie powiedziała, bo uznałaby, że nie chcę mnie tym samym zranić. Czułem się bezsilnie, ale cel był już wyznaczony. Chciałem mieć już to za sobą. Chciałem znów móc się Nią opiekować i spędzać z Nią każdą chwile o czystym sumieniu. Swoją drogą dziś po napisaniu sms'a do Louisa, zaraz po tym zadzwonił do mnie Simon i powiedział, że na moim związku wszyscy tracą. Zbił mnie tym z pantałyku. Nie wierzyłem, że coś takiego mógł powiedzieć. To było jednoznaczne - miałem z tym skończyć, co wyśmiałem i rozłączyłem się. Choć byłem pewny, zmieszał mnie. Zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście, jeżeli chodzi o chłopaków ostatnio trochę się rozproszyliśmy, ale to było do naprawienia. Mieliśmy teraz czas wolny, ale każdy był czymś zajęty. Po telefonie Simona, komórka znów zaczęła wibrować.
-Mamo! Cieszę się, że Cię słyszę! -naprawdę byłem szczęśliwy, przez ostatnie zamieszanie, nawet ją mocno zaniedbywałem.
-Witaj, Synku, dzwonie dowiedzieć się co u Ciebie.. Wybacz, ale dawno nie dawałeś znaku życia, a ja martwię się nie tylko o Ciebie, ale i o Twoją sympatię. -jej słowa były takie delikatne. Czułem się źle, że to Ona musiała do mnie zadzwonić i traktować mnie takimi słowami.
-Mamo, ja, a raczej My już ostatnio mieliśmy być u Ciebie, ale Ronnie źle się poczuła, naprawdę źle. Teraz już jest po wszystkim. Dziękuje, że wspomogłaś mnie tą wcześniejszą krótką rozmową i choć była bardzo treściwa to pomogła mi, bardzo. Tęsknie za Tobą.
-Ja również za Tobą tęsknie i nie tylko ja Harreh. -tak, wiem dokładnie co miała na myśli. -Wiem, że Ronnie jest dla Ciebie najważniejsza, uwierz, że ja naprawdę to rozumiem, tylko pamiętaj, że prócz Niej masz też innych znajomych, którzy Ciebie kochają i jesteś dla Nich ważny. Pamiętasz jak na początku Waszej kariery siedzieliście u Nas i poznawaliście się wzajemnie? Wiem, że nadal jesteście jedną rodzina, ale właśnie o rodzinę trzeba dbać, nie pozwólcie, aby coś Was odsunęło ode siebie, tym bardziej nie pozwólcie, abyście to Wy byli tymi powodami. -rozumiałem każde jej słowo, każde słowo miało wartość, każde zdanie było prawdziwe. Zmartwiłem się tym, bo zdałem sobie z tego poważnie sprawę, ale za późno jeszcze nie jest. Po rozmowie z Lou obdzwonię wszystkich chłopaków i spotkamy się u Nas. dokładnie u Nas.
-Dziękuje mamo, nawet nie wiesz jak mi pomagasz. Już wiem co robić, także się nie martw i nie długo przyjdziemy w odwiedziny -powiedziałem mając nadzieję, że Ronnie niedługo będzie na siłach i wreszcie pozna moją mamę.
-Nie zapomnij o Lou. -wiem, wiem i to bardzo dobrze wiem.
-Wiem, mamo, naprawdę.
-Mam nadzieję. Nie przeszkadzam Cię zatem, trzymaj się słońce i pozdrów wszystkich! -odłożyła słuchawkę, więc nawet nie zdążyłem nic powiedzieć. Nie wiem czy była zdenerwowana czy przejęta, ale wiem, że muszę wszystko naprawić, bo jest jeszcze czas.

godzinę później.. 

Wchodząc do sali zobaczyłem ją śniącą. Jak zwykle wyglądała tak delikatnie, tak subtelnie, ale jej twarz wyglądała na dużo bardziej szczęśliwszą iż ostatnim razem. Przebudziła się, choć starałem się Jej nie obudzić - nie nowość, bo uwielbiam patrzeć jak śpi.
-Jesteś.. -powiedziała tonem, jakby wiedziała, że przyjdę i sprawiło jej to ogromną radość. Jakbym spełnił jej marzenie.
-Jestem, oczywiście, że jestem. -serce mi wariowało. Wiedziałam, że zaraz może wszystko ulec zmianie, ale wierzyłem, że Ona zrozumie. -Ronnie? Musimy porozmawiać. W sumie to będzie póki co mój monolog, muszę Ci coś powiedzieć. -podniosła się trochę ku górze, a ja poprawiłem jej szybko poduszkę, aby było jej wygodnie.
-Słucham Cię Harreh..

-..także.. to wszystko co chciałbym Ci powiedzieć. Ja.. ja naprawdę go lubię, bardzo, do czasu nie wiedziałem co to jest, ale teraz wiem. Wiem, że Ciebie kocham, rozumiesz? Nic i nikt tego nie podważy, ale słuchaj.. ja zrozumiem. Zraniłem Cię, zrobiłem dużo złego, okłamałem. -serce mi się kroiło kiedy patrzyła na mnie kryształowymi oczami, w których zbierały się słone krople. Wstałem odruchowo, pociągnąłem za sobą kurtkę i zacząłem cofać się ku wyjściu. Za bardzo ją zraniłem. Nie wybaczy mi, a nawet jeżeli tak powie, to w środku na pewno tak nie będzie. Nikt o zdrowych zmysłach by tego nie wybaczył.
-Czyli chcesz mnie znów zranić? Zostawić, tak? -łamiącym się głosem rzuciła szybko w moją stronę.

***
znów długo mnie nie było. przepraszam. mam nadzieję, że wszystko jest zrozumiałe, jedyne co chcę wyjaśnić to w części, gdzie Harry opowiada Ronnie co czuję - to było zawarte już we wcześniejszych rozdziałach, w myślach Harrego. 
i jeszcze jedno: wychodzimy tu.
(kolejny rozdział będzie szybciej, zapraszam)

czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 12


*Harry*
Udając się do szpitala na kontrole i oddanie szpiku Ronnie, w głowie ciągle myślałem jak pokażę się jej na oczy. Nie było mnie przy Niej tyle czasu, że aż wstyd było teraz przyjść, po prostu. Nie wiedziałem co jej powiem, jak jej się wytłumaczę, dlaczego mnie przy nie nie było. Nie zniosę patrzeć na jej cierpiącą twarz i usłyszeć zapewne jej słowa, które powie byleby tylko mnie ukoić i ulżyć moim wyrzutom sumienia. Była dla mnie od zawsze zdecydowanie za dobra. Nie wiem jak powiem jej o tym co czuję, a jestem winien jej jakiekolwiek wytłumaczenie i jeżeli ją szanuje, a szanuję ją najbardziej na świecie muszę z Nią porozmawiać. Tylko jak? Jak mam jej powiedzieć, że mieszam się w uczuciach, jak mam powiedzieć, że kocham ją równie mocno jak kolegę z zespołu? Zranię ją potwornie w jeden i drugi sposób, ale wiem, że Ona zasługuje na całkowitą prawdę. Sam do końca nie wiem czym jest moje uczucie do Louisa. Jest dla mnie ważny, jest ze mną do początku, ale nigdy Nasz kontakt nie był fizyczny, nigdy mnie do Niego nie ciągnęło pod takim względem. Tak, z mojej strony na pewno był to związek platoniczny. Więc dlaczego mam takie potężne uczucie, że zostawiając jedną osobę dla drugiej, ranie ją i nie potrafię się bez Niej obyć? W tej chwili życie bez Ronnie, choćby jeden dzień bez Niej to istne katusze, sam nie wiem jakim cudem jeszcze żyję, ale z drugiej strony to jak potraktowałem Lou rani mnie doszczętnie również. Jest dla mnie jak brat, jak kawałek serca, cześć mnie bez której również nie mogę prawidłowo funkcjonować. I to uczucie zdrady.. zdecydowanie to jest najgorsze. Nie mogę wybierać pomiędzy jedną osobą a druga, ale oczywiste jest też, że nie mogę żadnego zostawić. W mojej głowie panował koszmarny chaos. Nie miałem nikogo by o tym porozmawiać. Nikt z resztą nie byłby w stanie pomóc mi w tej sytuacji, nikt nie wie co czuje i nikt za mnie emocji do tych ludzi ulżyć nie zdoła. Im bliżej szpitala byłem tym trudniej było mi się skupić, a ręce zaczęły trząść się jak nigdy wcześniej. Jeszcze więcej myśli na sekundę. Miałem ochotę schować się przed tym, uciec, przeczekać, aż samo się wyjaśni, ale to niemożliwe. Muszę stanąć oko w oko z problemem, który de facto siedzi tylko i wyłącznie we mnie. Najgorsze było to, że nie wiedziałem jak to pogodzić, bo co trudnego jest w tym by uwielbiać dwie osoby na raz. Teraz zależało to tylko ode mnie jak to sprecyzuje, jak to sobie poukładam, kto jest moim priorytetem. Usłyszałem dźwięk nadchodzącego sms'a. Złapałem szybko za telefon, a z ekranu odczytałem imię: Loui. Panicznie bałem się odczytać tę wiadomość, a fakt, że aktualnie prowadziłem zmusił mnie do odrzucenia komórki na bok. Nie miałem pojęcia co mogę przeczytać, wolałem nie ryzykować. Loueh strasznie potępiał mój pomysł z oddaniem siebie Ronnie, ale ja wiedziałem, że chcę i nie ma w tym nic złego, ale On tego nie rozumiał. Z trudem wyjaśniałem mu to już dużo wcześniej, ale On jakby nie zważał na moje słowa i uparł się przy swoim. To raniło mnie jeszcze bardziej, bo jego zdanie było dla mnie bardzo ważne, dlatego też długo zwlekałem z decyzją, ale teraz jestem pewny, tym bardziej, że naprawdę nie ma dużo czasu i każda zwłoka jest dla Niej udręką. Wjechałem na parking już pewniejszy siebie. Teraz, w tej chwili liczyło się tylko Jej zdrowie, zdecydowałem, że to póki co jest najważniejsze, później zajmę się sprawami sercowymi. Nie ja i moje dzikie problemy były teraz istotne. Wchodząc do szpitala zdrętwiałem, ale nie zatrzymałem się. Udając się do pokoju lekarza myślałem nad tym czy dam radę wpaść dziś do Ronnie, nie wiedziałem czy jestem gotów, nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.

puk, puk
-Proszę!
-Witam Panie doktorze.

*Lou* 
'wiadomość została wysłana'
Nie wiedziałem czy te przeprosiny i wsparcie, krótko zawarte w kilku słowach oddadzą to co chciałabym przekazać. Wiem, że gdybym zadzwonił, jak głupi popłakałbym mu się w słuchawkę, albo wręcz przeciwnie - udał dupka, który ma go ewidentnie w czterech literach. Tak, najkorzystniejszym wyborem było właśnie krótkie wyjaśnienie. Jeżeli naprawdę go kocham mogę pozwolić mu na wiele, pozwolić oczywiście w mojej głowie, bo i tak moich słów nie brał pod uwagę w praktyce. Szczerze było mi bardzo głupio za moje myśli, za to, że tak dziko zazdrosny byłem o Jego ukochaną osobę. Zdałem sobie sprawę, że mógłbym być na tym samym miejscu. przecież kiedyś była w moim sercu dziewczyna. Zawładnęła Ona moim całym światem, sam zachowywałem się wtedy jak kretyn, ale to Harry wyciągnął mnie z tego zauroczenia. Eleanor wykorzystała mnie podle. Długo tego nie widziałem. Byłem ślepy, a miałem wrażenie, że skoro każda z dziewczyn może być moja to zauważę, jeżeli jakaś będzie się do mnie przystawiać tylko i wyłącznie z powodu mojej sławy. Okazało się to jednak trudniejsze niż przypuszczałem. Po tym całym wydarzeniu zbliżyłem się do Harrego. Wziął mnie pod swoje skrzydła i choć teoretycznie jestem najstarszy, wtedy byłem mały, kruchy i złamany. On nadał znów barwę mojemu życiu i to właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Miałem wrażenie, że On o tym wie i widziałem, że mnie także lubi w specyficzny sposób, ale plotki krążące w ogół niego - jakim to On jest kobieciarzem zaczęły na mnie działać i nie potrafiłem przyznać mu się do moich uczuć. Póki miałem go dla siebie wszystko było wporządku. Do czasu.


dwa dni później.. 


*Ronnie*
To już dziś. Dziś będzie zabieg. Od dziś ma być lepiej. Tak mówią. Czy będzie? Czy może być lepiej cokolwiek bez Niego? Zaczynam przyzwyczajać się do samotności, samotności w duszy, bo tam było najbardziej pusto. Mam wrażenie jakby On odszedł i nigdy więcej nie miała możliwości zobaczenia go. Każdego dnia było trudno, każdej nocy jeszcze trudniej. Wczoraj na chwile przyszedł wewnętrzny spokój, gdy przyszedł do mnie Sam. Odwiedził mnie po tym, jak dowiedział się od mojej mamy w jakim to opłakanym stanie znajduję się w szpitalu. Miałam wrażenie, że uspokoił się po przyjściu do mnie, gdyż zapewne mama zawaliła go górą nieznajomych znaczeń medycznych, które na samą dźwięczność wydają się być na równi ze śmiercią. Spędziłam z Nim miłe chwile, przyniósł mi książki, za które podziękowałam, choć nie wiedziałam czy będę miała choćby siłę by czytać. Opowiedział mi co u Niego, co u znajomych, że wszyscy się martwią i choć ta wiadomość powinna podnieść mnie na duchu, to zdecydowanie było mi jeszcze gorzej. Martwili się o mnie - całkowicie niepotrzebnie, nie powinni zaprzątać sobie mną głowy, nikt nie powinien.
-Ronnie? -pielęgniarka delikatnie włożyła głowę w szparę uchylonych drzwi. -Już czas.. -uśmiechnęła się.
O własnych siłach wstałam z łóżka zakładając szlafrok. Podjechał wózek. Bez zbędnych kłótni, bo wolałam przemieszczać się o własnych nogach, usiadłam i zamilkłam. Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy ma to dla mnie jakieś znaczenie? 

kilka godzin później..


Przebudzałam się powoli, czułam jak wszystko ze mnie schodzi, a ja wracam do życia. Długo jeszcze nie potrafiłam się ocknąć, ale fakt.. dawno nie byłam tak umęczona. Moja dłoń była opatulona ciepłymi rękami jakiejś osoby. Zapewne mama, zawsze była przy mnie.. gdy nie było Harrego. Kciukiem, nie otwierając oczu pogładziłam dłoń tej osoby - nie była to mama, jej dłonie znałam na pamięć, problem w tym, że te dłonie również były mi bezsprzecznie znane. Bałam się spojrzeć. Jeżeli to miałby być On, moje serce nie wytrzymało by z radości, że jest, że jest przy mnie teraz, teraz kiedy go potrzebuje, bo niczym byłoby zdrowie bez ukochanej miłości. Prawdopodobnie zaczęłam dygotać, skoro owe dłonie ścisnęły mnie mocniej, jak gdyby chciały mnie uspokoić. Tak, to był On. Uchyliłam oczy kierując wzrok od razu na osobę siedzącą przy łóżku.
-Ronnie.. -słodki Jezu.. ile czekałam by znów usłyszeć ten piękny i subtelny głos przenikający głęboko moją duszę.
-Nie mów nic, proszę.. -nie chciałam by zaczął się tłumaczyć, nie teraz. Z tej chwili chciałam czerpać jak najwięcej pozytywnej energii, nie smutku, który i tak już od dawna wisiał w powietrzu, poza tym byłam za słaba by rozmawiać, a to, że był przy mnie otumaniało mnie dodatkowo. Silnie próbowałam pozostać przy świadomości, jako że powieki same opadały. Próbując jeszcze cokolwiek uchwycić z tego co działo się dookoła, zobaczyłam Harrego nachylającego się nade mną ze łzami w oczach.
-Przepraszam.. -wyszeptał. -Kocham Cię tak, że to aż boli. -nie mogłam nie pozwolić sobie na lekki uśmiech, choć moje oczy automatycznie stały się nagle całkowicie mokre. Te słowa sprawiały, że w tej samej sekundzie czułam się jak w niebie. Dzięki Niemu czułam się o wiele lepiej, samo to, że był. Gnębiła mnie tylko myśl co z Nim. Tak strasznie chciałam z Nim porozmawiać, ale to nie miejsce i czas. Dopiero przyszedł, dopiero go znów zobaczyłam, nie chciałam męczyć ani Jego ani siebie. Ważne, że był. Czy mogło być coś lepszego?

*Harry* 
Permanentnie wpatrywałem się w Jej smutną twarz i choć uśmiechnęła się raz w moją stronę, słabość która ją otaczała wylewała się wszędy. Siedziałem tu obok Niej, nie wiem jakim prawem, bez wytłumaczenia i.. Ona kochająca mnie tak strasznie do utraty tchu i ja - nie zasługujący na Nią i na uczucie, którym w każdej sekundzie jej życia mnie obdarzała. Dlatego tak bardzo się bałem tu przy Nie być, tak bardzo mnie to bolało. Wydawało mi się, że oszukuję ją, ale musiałem, musiałem być tu zanim się nie przebudzi. Żałowałbym, gdyby mnie przy Niej nie było, choć równie mocno żałuję, że jestem tu teraz, ale świadomość, że Ona tu na mnie oczekuje robiła ze mnie szaleńca.
Chyba podjąłem decyzję. 


***
przepraszam za długą zwłokę, ale nie miałam siły, wybaczcie. pamiętajcie, że dopóki będziecie Wy - ja będę, także dziękuje, że każde słowo komentarza.
(jeżeli ktoś chce być informowany o nowym rozdziale: 25639621)

piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 11


*Harry*
Jestem tchórzem, zwykłym egoistą. Siedzę teraz tu, któryś już dzień, w swoim pokoju, jak menel, z opuszczoną głową, w śmierdzących rzeczach, niezadbany, nie wiedząc co robić, a przecież powinienem być przy osobie, którą kocham. Brzydzę się sobą. Brzydzę się również prawdą, którą powinienem powiedzieć Ronnie, ale.. nie potrafię, jeszcze nie teraz. Teraz muszę zadbać o Nią..

*Ronnie*
Minęło już kilka dni. Cierpię, ale cierpienie i tak nie zabija mnie bardziej niż tęsknota. To właśnie ona w tej chwili wyniszcza mnie, każdą moją komórkę ciała. Harrego jak nie było.. tak nie ma i nie zapowiada się na rychłe odwiedziny. Jestem ciągle sama, nawet jak ktoś jest, nie potrafię skupić się na czyichkolwiek słowach, wszystko bez Niego jest puste, pozbawione wszelkiego sensu. Co zrobiłam nie tak, że odszedł? Czy ja już na prawdę do końca zostałam sama? Niczym dla mnie jest życie bez Niego i choć miałam przy sobie rodzinę, to brakowało mi jeszcze jednego jej członka, tak, właśnie Jego. Przesypiałam tyle czasu ile tylko mogłam i w dalszym ciągu tylko w snach widziałam jego twarz, tylko podczas snów stawałam się silna i wszystko było takie prawdziwe, jak wcześniej. Budząc się, za każdym razem biła mnie rzeczywistość, którą tak strasznie chciałam zwalczyć. Moja mama chyba zaczęła się o mnie bać. Widzi jak się zachowuje i już nawet raz pytała o Harrego, ale zrezygnowała z mojej odpowiedzi, gdy ujrzała w moich oczach płacz i strach. Od tamtej pory nikt nie wymówił Jego imienia. Nikt nie zdawał sobie sprawy co przeżywam.
Harry? Jesteś tu? Dlaczego Cię nie widzę? Proszę Cię trwaj wiecznie, nie odchodź, nawet na chwile. Jesteś mi potrzebny do funkcjonowania, bez Ciebie już nie wytrzymuje. Przepraszam Cię, jeżeli Cię zraniłam, dotknęłam jakimś słowem, wiesz, że nie zrobiłam tego specjalnie. Uwierz, że jestem w stanie zrobić dla Ciebie wszystko, rozumiesz? Już nie daje..
-Ronnie, czas na pobranie krwi. -monotonnia powróciła, nie miałam siły się przebudzić. Dziś pierwszy raz Go nie było. Czułam, że do kogoś mówię, ale nie widziałam dosłownie nic. Było zimno i ciemno, nie wiedziałam co się dzieje. Błagałam by wrócił. Na prawdę potrzebuje Jego tutaj i teraz. Chce złagodzić swój i Jego ból. Nie wierzę, że nie było mu równie trudno jak mi.
-Podnieś się kochana -druga siostra próbowała mnie podsadzić bym oprzytomniała. Po co mnie budzą? Nie widzą, że potrzebuje snu? Nie chce istnieć, nie chce istnieć bez gruntu pod nogami. -Posłuchaj mnie, musisz sie przebudzić, mam dla Ciebie wspaniała wiadomość. -automatycznie drgnęłam zrywając się ku górze.
-Jest tu? Przyszedł? -błagałam o potwierdzającą odpowiedź.
-O kogo Ci chodzi Ronnie? -znów osłabłam, adrenalina w jednej chwili opadła do zera. -Posłuchaj mnie w każdym razie: Twoja mama kazała Ci przekazać, że jest dawca, anonimowy, ale wszystko się zgadza, rozumiesz?
-To miłe.. -nie potrafiłam się nawet cieszyć, bo powtarzam: Czym jest życie bez ukochanej osoby?
-Nie cieszysz się? Nie wyglądasz na zadowoloną? -jak mam być zadowolona, nic nie wiesz.. Boże.
-Oczywiście, że cieszę, ale jestem strasznie zmęczona. -próbowałam tymi słowami wygonić ją z sali, aby wzięła przykład ze swojej podopiecznej.
-A więc już nie przeszkadzam. Potem lekarz przyjdzie, to Ci powie co i jak.
-Dziękuje. -po usłyszeniu tego słowa wyszła zamknąwszy za sobą drzwi.


*Lou*
Myślałem, że jestem w stanie coś wskórać, myślałem, że to co chce zrobić, że chce Go uchronić będzie dobre. Teraz.. teraz już nie wiem nic. Chce jego szczęścia. To chyba jedynie do mnie przemawia.
-Dzień dobry Anne.. -wypowiedziałem, gdy rodzicielka Harrego otworzyła drzwi do mieszkania. 
-Loueh! Witaj, co Ty tu robisz? Jest z Tobą Harry? -jak zwykle z wielkim uśmiechem na twarzy przywitała mnie juz od pierwszej sekundy, zawalając mnie toną pytań.
-Może porozmawiamy w środku? -moj entuzjazm był znikomy, ale uśmiech, który posłałem w jej stronę wydawał się szczery. 
-Chcesz herbatę? Tą co zwykle? -byłem stałym gościem.. kiedyś. Teraz zjawiałem się tu bardzo rzadko. 
Kiedyś było inaczej. Harry był inny, dla mnie inny. Odkąd pojawiła się Ronnie, On całkowicie stracił głowę. Zmienił się, widocznie, ale nikomu chyba to nie przeszkadza. Oczywiście prócz mnie. Moje uczucia do Harrego? Sam nie mam zielnego pojęcia. Był dla mnie jak brat, jak miłość, jak przyjaciel. Dzięki Niemu czułem się lepiej. Dopełniał mnie. A wszystko to co było między Nami w jednej chwili się zapadło. Zakochał się.. w dziewczynie. Co zdziwiło mnie podwójnie, bo związek łączący Naszą dwójkę nie był tylko ściśle platoniczny. 
-Lou? -zapytała podejrzliwie patrząc się w moją stronę.
-Tak, tak, oczywiście, dziękuje. -odpowiedziałem chaotycznie. Zapatrzyłem się w zdjęcie małego Harrego. Jego zdjęcia były wszędzie. 
-Opowiadaj co tam u Was? U chłopaków? Harrego swoją drogą też dawno tu nie było. -ostatnie zdanie wypowiedziała z lekką goryczą w głosie. Musiałem zadbać o to by i mój głos się nie łamał. 
-U Nas.. u Nas po staremu. Kroczymy do przodu. Chłopcy spędzają teraz wole dni w Wielkiej Brytanii, tylko Zayn, sam gdzies uciekł, pisał, że mamy się nie martwić i tak też jest. Wiesz Anne.. On już taki jest. -uśmiechnąłem się do Niej, przyglądając się każdym ruchom, gdyż Harrego sposób funkcjonowania był bardzo podobny. -U reszty prawie wszystko dobrze.. -specjalnie nie dokończyłem swojej myśli z nadzieją, że Pani domu chwyci haczyk. 
-Prawie? -zapytała. Udało się. 
-Chodzi o Harrego.. -zacząłem mówić, błądząc wzrokiem po je twarzy. 
-No mów wreszcie Louis -była już lekko poddenerwowana. Rzadko kiedy mówiła do mnie Louis.
Miałem jej powiedzieć prosto w twarz, że zależy mi na jej dziecku? Uzna mnie za wariata, mającego 21 lat, który przyczepił się jej syna. Chociaż nie.. Ona zawsze wspierała Naszą przyjaźń. Byłem jak jej drugi syn, co było dla mnie radością, gdyż z własną matką kontaktów nie utrzymywałem. Ale do sedna. 
-Martwię się o Harrego. Chodzi o Ronnie. -jej imię w moim głosie zadrżało. Ona podeszła do stołu, przy którym siedziałem i położyła dwa kupki gorącego napoju. Spokojnie spoczęła na miejscu obok mnie. 
-Ronnie.. właśnie. Harry miał mi ją kiedyś przedstawić. Kompletnie nic o Niej nie wiem. -rozweseliła się. Poczułem się tak podle, jakby dała mi teraz prosto w twarz. Z trudem ciągnąłem swoją wypowiedź. 
-Wiem, że może nie powinienem -wstałem, nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. -Ale ja się na to nie godzę. Ronnie jest chora. Poważnie. -jej oczy nagle zrobiły się tak wielkie i tak szklane, jak Harrego na co dzień. -Ona potrzebuje przeszczepu, a On już się na to zgodził. Wszystko się zgadza, chce jej to dać. -moment, przynajmniej w mojej głowie, stał się dramatyczny. Nie wiedziałem jak Ona na to zareaguje. 
-Ja o niczym nie wiedziałam.. Mam tylko nadzieję, że Ona, że Ona nie żegna się z życiem? -mogłem się domyślać, że najpierw zwróci uwagę na to. -Lou? Ty chyba nie myślisz, że ja zabronię Harremu to zrobić? -ciszą odpowiedziałem na jej pytanie. -Louis.. kochany. Zależy Ci na Nim, wiem, mi również, ale.. ja wiem, że On ją kocha. Choć rozmawiał ze mną o Niej jeden jedyny raz, tylko przez telefon, czułam, że On na prawdę się w Niej zakochał i wiem, że nie mogę ingerować w jego postępowanie, jest już dorosły. Tym bardziej zważ, że tu chodzi o jego ukochaną osobę.. -ukochaną osobę? Więc kim ja byłem w tej chwili dla Niego? Śmieciem? Byłem tylko wtedy kiedy On chciał, a teraz? Teraz mnie nie chce, więc jestem pomiatany. -Louis! Opamiętaj się dzieciaku. Choć masz już swoje lata nadal jesteś niedojrzały. -jednym zdaniem sprowadziła mnie do parteru. -Jeżeli go kochasz.. -przełknąłem głośno ślinę, serce mi stanęło. -To powinieneś zrozumieć. Nic innego w stanie Ci powiedzieć nie mogę. Niestety w Twoim przekonaniu Cię nie wesprę. -poczułem się strasznie. Z tej zaślepionej miłości do Harrego po drodze straciłem swoje całe człowieczeństwo. Co nie znaczy, że nadal nie chciałbym, aby ten zrezygnował, ale.. może rzeczywiście On tego pragnie. On ją.. kocha. serce łamało mi się na kawałki. Wielki misz masz w głowie zaczął przeradzać się w pulsujący ból. Usiadłem na krześlnie wspierając się dłońmi. Nie wiedziałem co myśleć. 
Ból nadal ściska mi żołądek i promieniuje na całe ciało. Za bardzo kocham. Za bardzo dałem się ponieść emocji. Impulsywność w tym wypadku zrobiła ze mnie wielkiego egoistę. Zdałem sobie jednak sprawę, że nic nie mogę poradzić, a w gruncie rzeczy Harremu nic nie grozi. Czuję się parszywie. 

*Harry*
Moja seksualność? Trudno określić. To jedyny temat, o którym nigdy w życiu z nikim nie rozmawiałem. Z Ronnie tym bardziej. Ściśle dotyczył właśnie jej i.. Louisa. Właśnie jego. Przed spotkaniem Jej był On. To On dawał mi radość z każdej chwili, to On był zawsze przy mnie. Sami do końca nie wiedzieliśmy co z Nami jest, dlatego wszystko było zazwyczaj pięknie spontaniczne, a ja starałem się nie przyzwyczajać. Ale przyszedł czas kiedy moje szczęście przybrało imię - Ronnie. Wtedy Louis zszedł na drugi plan. Zraniłem go? Tak czuję, co robi ze mnie znów dupka. Dlatego też boję się z Nim spotykać. Mieć z Nim styczność to wspomnienia, to napięcie w klatce piersiowej, która ciągle przybiera na sile i choć kocham dziewczynę całym moim.. jak widać niezbyt dobrym sercem, ciągle coś czuje do Louisa. Wmawiam sobie, że to tylko przywiązanie, bo co innego? Zawsze przywiązywałem się do wszystkiego z ogromną mocą, a więc i tak stało się teraz, bo przecież jak można kochać, do jasnej cholery, dwie osoby na raz?




po raz tysięczny.. milionowy dziękuje, że chcecie czytać. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 10



*Harry*
W momencie kiedy poczułem, że Ronnie usnęła, lekko przesuwając ją w bok, szybko i jednocześnie cicho zszedłem z łóżka udając się do łazienki. Wziąłem bardzo krótki prysznic na oczyszczenie siebie z natłoku myśli w głowie. Ciągle miałem przed oczami przepełnione rozkoszą oczy dziewczyny i usta, które tak subtelnie dopieszczały każdą sekundę. To było coś niesamowitego. Ona jest niesamowita. Jej ciepło, jej delikatność i kobiecość dodawała kunsztu każdemu dotykowi, każdemu pocałunkowi. Słowa nie wyrażały uczuć pałających we mnie, gdy patrzyłem na Nią widząc ja taką czystą, taką bezbronną. Jej ciało było odzwierciedleniem duszy. Wszystko było idealne. Jej gracja z jaką się rusza, z jaką jej cudownie pełne usta wymawiały moje imię, jej wdzięk.. to wszystko działało na mnie zaślepiająco. Nie ma takich słów by opisać to co zdarzyło się kilka chwil temu. Nie wiem nawet kiedy stałem się takim facetem jakim teraz jestem, zmieniłem się, nigdy tak o nic nie dbałem , ale przy jej filigrancji trudno było być wielkim, nadętym dupkiem, jakim pewnie byłem do czasu. Stałem przed lustrem opierając się silnie o umywalkę i próbowałem uspokoić się wewnętrznie. Ciało szybciej doszło do równowagi. Nie zastanawiając się dłużej tak naprawdę nad niczym, bo w głowie panował tylko jeden wielki chaos wyszedłem z łazienki by szybko wrócić do łóżka i być obok Niej. W krótkim miedzy czasie wyjąłem z szafki pierwsze lepsze bokserki, bo choć nagość nie była dla mnie czymś krępującym to w tym przypadku wręcz nieodpowiednim zachowaniem by było paradować tak jak zboczeniec, choć Ona wiedziała jaki jestem i nie ulegało wątpliwości to, że kocha mnie nawet za tą wadę. Była w swoim postępowaniu idealna. Widziałem w Niej anioła. Delikatnie, by jej nie obudzić wsunąłem się na łóżko przesuwając się w dół by być na wysokości jej spiącej twarzy. Uwielbiałem patrzeć jak śpi. Zasnąłem z Nią w swojej głowie.
Obudziłem się wcześniej, nadal miałem przed sobą piękne rysy jej twarzy.
-Długo masz zamiar jeszcze tak na mnie patrzeć? -powoli otwierała ociężałe powieki i pokazała swoje niebieskie oczy.
-Przez całe życie.. -odparłem od razu, nadal się w Nią wpatrując.
-O czym tak myślisz, co?
-A wiesz co, myślałem nad tym, że nie poznałaś jeszcze mojej mamy -w jej oczach pojawiły się iskierki.

*Ronnie*
Czułam się skrępowana, ale fascynował mnie fakt, że sam zaproponował, abym poznała jego matkę. Bałam się, bo wiedziałam, że Jego mama jest dla Niego najważniejsza i co będzie jeżeli nie przypadnę Jej do gustu, jeżeli zrobię złe wrażenie. Trzęsły mi się nogi i silnie trzymałam się jego ramienia, aby nie upaść na ziemię. Martwił mnie również fakt, że idziemy bez uprzedzenia, nie lubię się nikomu zwalać na głowe.
-Jezu, nie denerwuj sie tak, nie idziemy na skazanie -Harry ciepłym głosem zapewniał mnie co i tak o dziwo mnie nie uspokajało.
-T-Tomo? -Harry wypowiedział to słowo, gdy weszliśmy w przecznice, na której znajodwał się dom matki.
-Harry? Jaki Tommo? Gdzie Ty widzisz tu Louisa? -zapytałam podejrzliwie. Poczułam jak zrobił się spięty i pustym spojrzeniem jakby o czymś mocno teraz myślał. -Harry?!
-Jego auto -powiedział to tak jakby był kompletnie zaczarowany. Byłam strasznie zdezorientowana. Wiem, że Harry przyjaźnił się z Lou, ale.. dlaczego zareagował tak silnie na to, że stoi tu jego auto. Swoją drogą zaczęła mnie trapić myśl: Co do jasnej cholery robi Loueh u mamy Harrego? Puściłam Harrego i stanęłam na środku chodnika.
-Harry, o co chodzi? Mógłbyś mi się wytłumaczyć? -jego zachowanie nie należało do normalnych, chciałam wiedzieć co w Nim siedziało.
-Ronnie, choć, przestań się wygłupiać, nic się nie dzieje.. -miałam uwierzyć w te słowa?
-Widzę przecież, mnie nie oszukasz, na pewno nie tym razem, więc..?
-Co więc.. nie spodziewałem się tu Louisa, po prostu, co w tym dziwnego? -jego zdenerwowanie było już widoczne na twarzy.
-Harry, uspokój się, ja chce się tylko dowiedzieć. W jednej chwili stałeś się spięty i jakbyś w ogóle nie kontaktował, zrozum, że jestem zmieszana, nie wiem o co chodzi. -patrzył się na mnie jakbym zabiła mu kogoś bliskiego. Nie rozumiałam jego zachowania. Serce pękało mi, gdy na Niego patrzyłam, do oczu o mały włos nie naszły łzy, które dusiłam w sobie gryząc się mocno w język. Co musiał czuć, jeżeli tak na to zareagował? Czy jest coś o czym nie wiem.. Zrobiło mi się słabo. W jednej chwili znalazłam się w jego ramionach. Boże.. nie czułam nic, prócz wielkiego wyrzutu sumienia, bo jego twarz przepełniona była cierpieniem. Nienawidziłam siebie za to. Nie potrafiłam złapać świadomości, nie potrafiłam sie odezwać. Był mocno przerażony. Wziął mnie do razu do szpitala po drodze dwoniąc do mojej matki. Czułam się coraz gorzej, straciłam siły, choć do granic możliwości próbowałam się nie poddawać i walczyłam ze sobą do końca..
Śniło mi się, że jechałam autem, a przede mną nie było nic. Nie da się tego opisać. Jechałam w nieznane, ale niczym się nie przejmowałam, bo był Harry, był obok mnie. Szepcząc mi do ucha słowa jednej piosenki Coldplay'a bawił się moimi włosami. Nagle coś trzasnęło o auto. Cisza aż krzyczała. Jak mogłam coś, kogoś, cokolwiek potrącić skoro nie było nic, prócz tylko Naszej dwójki? Wybiegłam z auta, kiedy Harry nadal przyglądał mi się i uśmiechał, jakby nic nie zauważył. Przed maską samochodu leżał poturbowany Louis. Krzyk chciał rozprzestrzenić się w całej próżni. Nic nie było słuchać, a ust Harrego nadal odczytywałam słowa piosenki.
Obudziłam się zlana potem. Sen zamiast wypoczynku był istną torturą. Po otwarciu zmęczonych powiek znów te samy ściany, te same okna, ta sama nerwowa cisza. Znów poczułam się najgorzej. Fizycznie już dawno upadłam, ale teraz załamywała się moje psychika. Niespokojnie zaczęłam krążyć wzrokiem po sali. Szukałam Harrego, którego moje oczy nie dostrzegały. W jednej sekundzie po skroni zaczęły sływać łzy, wiele łez. Gdzie on był? Nie wiem. Bałam się. Bez Niego nie byłam bezpieczna, ale.. co jest z Nim? Przypomniałam sobie, że przed zemdleniem otarliśmy sie o kłótnie. Och, przypomniała mi się twarz Harrego, ten ból w jego oczach. Przeszły mnie dreszcze. Jestem egoistką. Tak strasznie myślę o sobie, a On.. a On może teraz mieć duże problemy ze sobą. Nadal przecież nie wyjaśniliśmy zaistniałej sytuacji.
-Mamo! -krzyknęłam - piszcząc, gdy ta wchodziła powoli do sali.
-Jestem, kochana, ale spokojnie, leż, nie możesz sie przemęczać. -w jej oczach był strach. To cholernie boli, gdy wszyscy dookoła ciepią i na twarzy widać tylko smutek i to z Twojego powodu. Czuję jakbym obarczała ich sobą. To straszne.
-Gdzie.. -nie potrafiłam wypowiedzieć Jego imienia.
-Nikt go nie widział po tym jak Cię tu przywiózł, ja też nie miałam z Nim kontaktu, po tym jak zadzwonił z informacją co się stało i gdzie Cię wiezie, ale na pewno przyjedzie, nie denerwuj się, proszę. -nie potrafiłam na to odpowiedzieć. Serce moje łamało się na pół uszkadzając moje płuca, przez co mój oddech był coraz płytszy. Odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku niż siedziała moja mama, bo płacz przeszył mnie i nie potrafiłam się uspokoić. Pogłaskała moją rękę i znów zaczęła mówić -Ronnie, jest na prawdę źle. Zawsze rozmawiamy szczerze, więc i teraz nie będę Cię okłamywać. Potrzebny jest natychmiastowy przeszczep. Jesteś w kolejce, ale przeszczep jest szybko konieczny. Wiesz, że nie mogę oddać szpiku dla Ciebie, a mała..
-Nie, nie chce od Vani, nigdy w życiu. Poczekam, może się doczekam mamo.
-Wiesz, że i tak będę szukać, ktokolwiek, musi być tylko zgodność, nie zostawię Cię Ronnie, nie pozwolę Ci na to. -zaczęła płakać razem ze mną. Zanosząc sie coraz to bardziej rozpaczliwym płaczem szybkim krokiem wyszła z sali. Dzięki Bogu nie musiałam jej prosić o wyjście, ale tak, chciałam zostać w tej chwili sama. Jej płacz w harmonii z moim rozbijał mnie jeszcze bardziej.
Zasnęłam. Znów śnił mi się Harry, ale znów nic nie było. Tylko On i ja i trzymał mnie za rękę. Znów obudziłam się roztrzęsiona. Znów płakałam. Znów Jego nie było. Moje przyzwyczajenie się do Jego osoby bolało mnie, moja miłość, która rosła z dnia na dzień wydawała się taka bliska, a teraz? Wszystko prysło jak bańka mydlana, On prysł. Dlaczego go tu nie było? To pytanie zadawałam sobie w każdej sekundzie. Starałam się znów zasnąć, a potem jeszcze raz, bo za każdym razem śnił mi się Harreh, a ja chciałam po prostu być blisko Niego, czuć go, przytulić, widzieć jego uśmiech i poczuć się bezpiecznie.
-Ronnie..? Ronnie.. Ronnie? Słyszysz mnie? -Harry? Harry, powiedz, że to Ty. Nie otworze tych cholernych oczu, jeżeli to nie jesteś Ty.
-Harry? -majaczyłam.
-Ronnie, otwórz oczy! -poznałam głos małej.
-Vania! Co Ty tu robisz? Prosiłam mamę..
-Mama nawet nie wie, że tu jestem, nie chciała mnie samej zostawić w domu, więc wzięła mnie tu.. no i znalazłam Ciebie. -jej głos tak troszczył się o mnie. -Kiedy wrócisz?
-Och, słodka, niedługo. Już czuję się lepiej. -umieram. Tyle chemii za sobą, tyle to już się ciągnie.. nie mam szans, nie mam.
-Martwię się! -Boże.. czemu mi to robisz? Już i tak sporo wszyscy nade mną płaczą. Jeszcze Ona? Jeszcze Ona miała zacząć sobie zdawać sprawę, że jest ze mną źle?
-Ale nie ma sie o co martwić, jest już lepiej.. wiesz, że ja już tak mam.. -próbowałam się uśmiechnąć i chyba nawet mi wyszło, bo zobaczyłam na jej twarzy lekką radość. -Już? Już się nie przejmujesz?
-No dobrze.. -pocałowała mnie w policzek.
-Jezu.. Tutaj jesteś! Kazałam Ci się chyba nie ruszać z miejsca, prawda? -mama zmartwiona i zdenerwowana na jednym oddechu mówiła.. -Już choć, daj siostrze spokój, musi odpoczywać.
-Pa Ronnie, do zobaczenia. -nie odpowiedziałam. Do zobaczenia? Nie wiem, nie wiem czy do zobaczenia.
-Słonko.. ja już będę szła, muszę zawieźć małą do domu, jutro z rana będę.
-Dziękuje mamo, odpocznij, do jutra.
Drzwi się zamknęły. Za oknem nie było jeszcze ciemno. Godzina mogła był może dwudziesta pierwsza? Ale niczym dla mnie były minuty bez Niego. Zasnęłam.

***
dziękuje, co mogę więcej powiedzieć.. może jakieś komentarze? błagam o każdą opinię. 

czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 9


Posadził mnie na pięknej sofie. Nie mogłam się napatrzeć na jego piękne mieszkanie. Szczerze mówiąc nie pomyślałam, że może być tu tak ładnie, tak jak mi się podoba. Wzrokiem krążyłam po pokoju, nie dało się nie zauważyć jego zdjęć z dzieciństwa, z jego rodziną, były strasznie urocze. Już wcześniej wiedziałam, że jest bardzo zżyty z mamą przede wszystkim, a teraz widziałam to gdzie bym nie popatrzyła. Mój zachwyt przerwał Harry, kiedy po chwili usiadł obok mnie i zaczął:
-A więc proszę bardzo: do wyboru, do koloru, co chcesz robić? -zapytał się mnie jakby dysponował całym światem.
-Ja wiem co chce robić, ale nie wiem czy również tego chcesz.. -odparłam uśmiechając się w jego stronę.
-Jeżeli się nie zapytasz to się nie dowiesz.. -choć wiedziałam, że pytania brzmiały dziwnie nie potrafiłam powstrzymać chichotu.
-Zjadłabym coś.. tak, właśnie. -teraz to on nie mógł się powstrzymać od śmiechu. -No dobrze, koniec żartów.. -podsunęłam się na sofie podciągając kolana do góry -Zaproponuj jakiś film, co Ty na to?
-Proponujeee.. -pociągnął ostatnią literę swoim lekko zachrypniętym głosem. -PAMIĘTNIK! -powiedział szybko i skierował wzrok w moją stronę.
-Chcesz mnie tu na łopatki rozłożyć, co?
-No coś Ty? Będziesz płakać? -drwiące dźwięki wydobyły się z jego ust. Odpowiedziałam na to tylko ostrym spojrzeniem, choć miałam wrażenie, że wcale go to nie ruszyło. -Będę przy Tobie. -zapewnił. Tym oto sposobem zepchnął mnie z powierzchni Ziemi. Czułam się pierwszy raz w życiu taka ważna, dzięki Niemu byłam tą najlepszą, choć nie do końca w to wierzyłam. -Ronnie?
-Tak, słucham Cię.. -tak, patrzę na Ciebie, tak, kocham Cię, tak, mówi mi..
-Po raz piąty się już pytam: na pewno Pamiętnik? -spojrzał klęcząc przy DVD.
-Tak, tak.. -uśmiechnęłam się w jego stronę, przynajmniej tak mi się wydaje, bo miałam wrażenie, że moja radość wylewa się każdą możliwą stroną.
Włączył płytę, zgasił światło i przeskakując zgrabnie kanapę przysunął się do mnie blisko, tak, że spokojnie mogłam się o Niego całkowicie oprzeć. Wtulona w jego tors oddychałam spokojnie czując jego zniewalającą perfumę. Od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby chciał sie upewnić, że tu jestem, że oddycham i żyję. I ja ukradkiem patrzyłam w jego stronę. Jego twarz była skupiona. Na prawdę oglądał ten film. Czułam jak jego dłoń gładzi moje ramię. Strumień dreszczy przeszedł po całym ciele, miałam wrażenie, że to poczuł, ale on nadal wpatrzony był w ekran. Jego usta co chwila zmieniały swoje ustawienie, przygryzał je rozkosznie, a włosy raz na jakiś czas poprawiał charakterystycznym ruchem. Tylko jego oczy nie ulegały żadnej zmianie. Ciągle były głębokie i peszyły mnie nawet jak nie patrzył. Jak na Wodnika przystało czarował wszystkich wzrokiem. Był idealny. Dla mnie idealny. Zewnętrznie i wewnętrznie. Jego dobroć i opiekuńczość, którą traktował mnie na każdym kroku i wrażliwość, którą wręcz ociekał, choć nie każdy mógł to dostrzec.. to wszystko było tak wysublimowane, takie piękne. Jego dusza była urozmaicona we wszystkie znane mi pozytywne cechy. W tej chwili nie mogłam nawet powiedzieć czego mu brakuje, ale czy w ogóle miałam takie prawo? Jego nieskazitelność raziła po oczach, czasem biłam się w pierś i zastanawiałam czy na prawdę na Niego zasługuje.

Łzy ukradkiem poleciały mi ciurkiem, dlatego też tak obawiałam się owego filmu. Nie lubiłam płakać przy publiczności, nawet przy Nim ta słabość dawała się we znaki. Czułam się okrutnie, ale tylko przez chwile. Swoją ciepłą ręką dotknął najpierw mojego policzka, następnie płynnym ruchem kciuka rozmył wszelkie ślady słonej wody.
-No i po co płaczesz, co? -rzucił troskliwym głosem.
-Sytuacja tego wymaga.. -jeszcze lekko łkając próbowałam się uśmiechnąć. Jeszcze bliżej zatopiłam się w Nim, choć nie wiem czy dało się bardziej. Pogłaskał mnie po głowie i zadał całusa w czoło. Tak, przy Nim zdecydowanie czułam się najbezpieczniej.
-Jesteś dla mnie za dobry.. -wtulałam się w Niego.
-Co Ty tam mówisz? -wiedziałam, że dobrze usłyszał co powiedziałam, ale mimo to powtórzyłam:
-Mówię, że jesteś dla mnie za dobry.. słyszysz?
-Pleciesz bzdury, jeszcze za Ciebie życia nie oddałem, choć.. -nie pozwoliłam mu dokończyć:
-Nie mów tego.. -unosząc głowę popatrzyłam na Niego kryształowym wzrokiem. Szybko zamknął mi usta pocałunkiem. Kolejnym.. i kolejnym.
-Kocham Cię, wiesz? -te słowa były przeze mnie w pełni przemyślane i całkowicie dostosowane do osoby.
-Wiesz, że ja Ciebie jeszcze bardziej. -jego twarz wręcz promieniała. Byłam pewna, że w tej chwili jest szczęśliwy. Dzięki temu również ja.
Większa powierzchnia Naszych ciał nie była od siebie oddalona nawet na centymetr. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale z moich oczu nadal leciały łzy, które po chwili kończyły w jego ustach, którymi obcałowywał po kolei moje usta, poliki, okolice oczu. Przez chwile nie myślałam o niczym, wręcz miałam zanik świadomości. To było tak piękne, że z trudem mogłam to realnie objąć.
Po chwili film nie miał większego znaczenia. Nie tylko dla mnie, ale i dla Niego. Nigdy nie czułam czegoś takiego jak w tej chwili. Miłość, która ciągnęła się za mną kilometrami, teraz jakby miała upust w pożądaniu jakim obdarzałam go w danej chwili. Byliśmy blisko. Cieleśnie blisko jak nigdy, bo dusze Nasze miałam wrażenie, że już od dawna były jednością. Jego dotyk czułam dosłownie wszędzie, ale nie opierałam się zanadto. Chciałam go czuć. Jego ręka wkraczając pod moją bluzkę lubieżnie smyrała mój brzuch, który drżał z emocji. Cała drżałam. On również zdawał się dygotać, ale ani razu nie wahał się. Każdy jego ruch wydawał się skrupulatnie przemyślany. Stanowczość w połączeniu z jego delikatnością sprawiała mi ogromną przyjemność. W niczym nie oponowałam. Oddawałam mu się całkowicie. Oderwał się ode mnie na chwilę patrząc mi prosto w oczy. Moje speszenie, które było u mnie naturalne, choć wcale go tak nie odczuwałam było widoczne:
-Na pewno tego chcesz? -zapytał, ale ja.. rzuciłam się na Niego spowrotem co odebrał jednoznacznie.
Pomogłam mu zdjąć jego bluzkę. Ciało miał nadzwyczaj gorące. Każdy jego centymetr ciała był nienaganny. Ściągnął mi koszulkę. O dziwo nie czułam się skrępowana. Moja szyja opadła w lewa stronę, milion pocałunków na sekundę. Barki, ramiona, obojczyki. Szybkim ruchem, jakby był w tym szkolony długie lata rozpiął mi stanik. Wiedziałam, że to tylko krok od jedności, ale co ja mogłam wiedzieć, ja nawet nie myślałam, poddałam się temu, a moja głowa była w większości wyłączona.
Po chwili nie dłuższej niż może siedem minut leżałam roznegliżowana czując płytki oddech ukochanego na mojej twarzy. Moje oczy przymknięte czerpały jak największą przyjemność z każdego uczucia. Jedność - piękne słowo. Ukazuje połączenie dwóch ludzi, mentalnie i fizycznie. Ciche jęki rozchylały moje wargi, które cały czas zamykane były przez namiętne usta Harrego. Spoglądając na jego piękna twarz widziałam radość i ekspresje, a gdy Nasz wzrok tak pięknie spotykał się niejednokrotnie, wyznawaliśmy sobie Nim miłość.
Spełnienie przeszło przez Nasze ciała w jednym momencie. Znów wszystko tak mocno drżało. Jego oczy po chwili uśmiechnęły się jak jeszcze nigdy, a ja lekkim ruchem odsłoniłam z jego twarzy niesforne loki. Leżał obok mnie. Atmosfera w powietrzu nadal pachniała pożądaniem, a mnie powoli ogarniał błogi spokój. Czułam, że to wszystko było jednym z etapów związku. Niczego nie żałowałam. Ba, wręcz nigdy nie czułam się chyba bardziej szczęśliwa. Patrzyliśmy na siebie jeszcze długo potem, aż moje powieki nie zaczęły robić się ciężkie, aż zapadłam w sen. Nie wiem kiedy, czy było to tuż po zaśnięciu, czy nad ranem, Harry ruszył się z łóżka do łazienki, ale odpłynęłam już za bardzo, żeby świadomie oceniać sytuacje.

Nigdy nie myślałam jak przeżyję swój pierwszy raz, ale wspominając to co zdarzyło się tej nocy uważam to za najlepszą tego definicje.

***
nie jestem specem, przepraszam. 
(jestem ciekawa jak wyobrażacie sobie Ronnie)
DZIĘKUJE ZA KOLEJNY TYSIĄC WYŚWIETLEŃ!

sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 8


-Czy chciałabym u Ciebie spać? -powtórzyłam za Nim. W pierwszej chwili nie widziałam w tym nic złego, dlatego odparłam spokojnym głosem -Czemu nie.. -ale dopiero po tych słowach zaczęłam myśleć co może za tym stać. W głowie miałam kompletny haos. Zgodziłam się, więc już nic nie mogłam zrobić. Uśmiechałam się jak głupia, choć sama nie wie z jakiego powodu, chyba tylko dlatego by zakryć  zmieszanie.
-Muszę teraz lecieć, ale będę później i dbaj o siebie, pamiętasz?! -podszedł do mnie i zwężając odległość między Nami zaczęłam powoli zamykać oczy. Tak, tym razem trwało to wieczność, w głowie i na prawdę. Z trudem odciągnęłam się od Niego, chcąc jeszcze go przytulać, dlatego też długo nie pozwalałam mu wyjść ściskając jego piekielnie męską i ciepłą dłoń. Wyśliznął się mówiąc -Przyjadę popołudniu! -równie męskim głosem rzucił ostatnie dwa słowa i już go nie widziałam.
Po niedługim czasie zeszłam na dół do kuchni robiąc sobie herbatę. Zobaczyłam mamę siedzącą na sofie, którą zdecydowanie coś trapiło.
-Coś się stało? -zapytałam lekko zaniepokojona.
-Nie nic takiego, tylko.. złamałam obietnice. -mówiła poważnym głosem.
-A konkretniej? -cisza. -MAMO! -podniosłam głos ze zdenerwowania.
-Rozmawiałam z Harrym o Twojej chorobie..
Matka rozmawiała z Harrym na temat mojej choroby. Czy ja wyrażam się niejasno mówiąc, żeby go w to nie mieszała bardziej niż już jest. Im mocniej będzie w to zaangażowany tym gorzej wszystko będzie znosił. Mimo, że dla mnie to był AŻ Harry, to w gruncie rzeczy to był TYLKO Harrym, najzwyklejszy człowiek na Ziemi, choć z wielkim sercem, obdarzonym dużą wrażliwością. Nawet on nie był w stanie ukrywać przede mną swojego strachu i choć jest bardzo tajemniczy jestem w stanie mówić o jego uczuciach godzinami, nie tylko dlatego, że to wszystko widać, bo absolutnie nie, ale mam wrażenie jakbym potrafiła go odszyfrowywać. W każdym razie byłam zdenerwowana. Na matką oczywiście, ale przede wszystkim na siebie. Gdyby nie ja nikt nie musiał by cierpieć. Nie miałam nawet wyjścia ewakuacyjnego z sytuacji. Musiałam czekać na rozwój wydarzeń.
Byłam zmęczona i to bardzo. Poszłam bez słowa do siebie. Nie byłam nawet w stanie kłócić się z Nią. Ból też nasilał się do czasu do czasu. Sen był lekiem nie tylko na złą aurę, ale i na stratę czasu, by jeszcze szybciej znów ujrzeć twarz Harrego.
kilkanaście kwadransów później coś wyrwało mnie ze snu. Sklejone oczy ledwo co chciały się otworzyć (ostatnimi czasy moje oczy często się kleją, między innymi przez łzy. Zauważyłam, że w nocy płaczę, ale nawet nie pamiętam z jakiego powodu mogłabym płakać przez sen. Nie zawsze miewam koszmary, a oczy i tak stają się zawsze mokre.), ale szybkim ruchem oderwałam od siebie powieki, gdyż przeszyłam się dotyku na swoich również mokrych policzkach. Tak, zobaczyłam Jego twarz.
-Długo tak tu jesteś? Długo tak się na mnie patrzysz? -skierowałam pytania do chłopaka leżącego obok mnie.
-Wystarczająco.. Lubię patrzeć jak śpisz, jesteś wtedy jeszcze bardziej delikatna i krucha, do tego mam rozkaz od samego siebie by Cię pilnować..
-Dajesz mi wystarczające poczucie bezpieczeństwa, Harry. -szybko przerwałam mu zdanie. -Wiedz, że dzięki Tobie wszystko jest lepsze i spokojniejsze. Nie boję się niczego. -wyznałam. Nie bałam się już mówić. Mogłabym mu nawet prawić najszczersze komplementy, choć jak na mnie i tak brzmiało by to dość dziwacznie, choć jego zalety potrafiłabym ubrać z najpiękniejsze słowa. Jest kwintesencją mojego życia, jest kwintesencją mojego szczęścia.
Czułam jak zapadały mi się powieki. Nawet się nie spostrzegłam, a po ułamku sekundy oddalałam się myślami z głową na jego klatce piersiowej. W głowie słyszałam bicie jego serca. Śniłam. Śniłam dobrze. Pierwszy raz od dawna dobrze i pierwszy raz od dawna pamiętałam. Był On. To wszystko. Czyż nie wspaniałe. Nawet tu go miałam. Był ze mną w każdej sekundzie życia. Obudziłam się przez wibracje rozchodzące się z jego telefonu. Podniosłam głowę ku górze. Również zasnął. Wyjęłam jego telefon z kieszeni. Dzwonił Zayn, postanowiłam odebrać:
-Stary, jest sprawa, musimy pogadać.. słyszysz mnie? -zaczął krzyczeć, gdy tylko odebrałam telefon.
-Zayn, cześć, tutaj Ronnie. Harry śpi, nawet nie poczuł, że ktoś dzwoni. -wytłumaczyłam szybko i wyraźnie.
-Aaa, Ronnie, przepraszam, myślałem, że on jednak odbierze..
-Jeżeli chcesz mogę go zbudzić, leży obok mnie.. -po powiedzeniu tych słów nastała cisza. -Zayn?
-Jestem, jestem -powiedział z rozbawionym tonem głosu. -Powiedz mu tylko, że dzwoniłem. Może raczy oddzwonić.. -powiedział ciągle radosny.
-Oczywiście, przekaże mu, gdy tylko się obudzi!
-A kiedy do Nas wpadasz? Wszyscy już się stęskniliśmy! A Harry jeszcze dodatkowo codziennie mówi Nam jak to z dnia na dzień wyglądasz coraz piękniej zewnętrznie i wewnętrznie. -po tych słowach oczywiście zaczerwieniłam się natychmiastowo. -W ogóle przepraszam, że spytam, ale Harry ostatnia noc był z Tobą? Bo trochę się martwiliśmy. Nic nie napisał. -czułam lekką ironię. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo chłopcy nie wiedzieli, że jestem chora..
-Zayn.. to chyba nie rozmowa na telefon, wytłumaczę Wam wszystkim o co chodzi jak się następnym razem spotkamy, okej? -kiedyś i tak muszę im to powiedzieć. -Ale odpowiadając na Twoje pytanie: Tak, był ze mną.
-Nie musicie się Nam z niczego tłumaczyć! -z ironią w głosie parsknął.
-Ale.. Zayn.. nie, nie chodzi o to.
-Spokojnie, nie narzuciłam się. Wiesz, że chce dla Was jak najlepiej, także.. -znów powiedział to takim samym tonem, jakby moich słów zaprzeczających jego wymysły nie było.
-ZAYN! -krzyknęłam, patrząc jednocześnie czy nie obudziłam tym Harrego, ale ten spał nadal smacznie. -Jeżeli chodzi Ci o "to" to nie to co myślisz. -nie wiedziałam jak mu to wytłumaczyć, a wiem, że musiałam, bo pewnie zaraz wszyscy dowiedzieliby się o jego insynuacjach, jeżeli takowe już nie są głównym tematem. -Słyszysz mnie?
-No dobrze, chyba rozumiem.. -odparł z lekkim żalem w głosie, co mnie zaskoczyło, aczkolwiek było to dość śmieszne.
-Także żadnych ploteczek, rozumiemy się? -cicho się zaśmiałam. -A teraz kończę, Harry zadzwoni później, paaa!
-Czekam, cześć! -odpowiedział krótko jakby nie mógł powstrzymać się od śmiechu. No nic.. Nasza dziwna rozmowa dobiegła końca. Schowawszy telefon Harrego do jego kieszeni ten zachichotał strasząc mnie, aż do lekkiego drgnięcia.
-Bawi Cię coś? -warknęłam, po czym nie mogłam opanować uśmiechu na widok jego uśmiechniętej twarzy, choc kryłam się starając się zachować powagę, co graniczyło z cudem, gdy przed sobą miało się taki obraz.
-To łaskotało! Tylko się zaśmiałem.. -droczył się ze mną nadal.
-Mogłeś dać mi jakoś znać, że nie śpisz, a nie nagle coś takiego..
-No dobrze, dobrze przepraszam. Powiedz mi co chciał Zayn? -zapytał, ale wnioskowałam, że wiedział po co dzwonił.
-Nie wiem, nie powiedział mi niestety -podsunęłam się bliżej jego twarzy. -Kazał przekazać, żebyś oddzwonił tylko.
-A to później.. -szybko powiedział, po czym kciukiem zaczął gładzić mój policzek. Cisza w jego towarzystwie była jak nie jedne piękne rozmowy. Wszystko z Nim było cudowne i fascynujące. Nawet "nic".
-Pytałaś się mamy czy możesz u mnie nocować? -spytał tak niby od niechcenia, ciągle wpatrując się we mnie i zaciągając mi włosy za ucho.
-Nie, ale zaraz mogę jej powiedzieć. Myślę, że nie będzie problemu.. -uśmiechnęłam się w jego stronę.
-Co chcesz robić? -cisza. -Filmy? Czy wolisz kino?
-Chodźmy po prostu do Ciebie, co? I wtedy się ustali.. -byłam tylko ciekawa jego mieszkania, bo jak dobrze rozumiałam to do Niego chciał mnie zabrać.
-Okej, jak sobie życzysz. To co? Idziesz się spytać? -zaproponował.
-Już, spokojnie.. -ślimaczym tempem wykonywałam każdy ruch, a wreszcie udałam się do salonu. Sama nadal siedziała na sofie, tym razem czytając jakąś książkę.
-Mamo.. -chciałam zwrócić jej uwagę na siebie, ale ona był zaczytana. -MAMO? -spojrzała na mnie badawczo.
-Słucham? Nie jesteś na mnie już zła? -zapytała.
-Nie gadajmy teraz o tym.. Chciałam się spytać czy mogę iść do Harrego na noc..? -przymknęłam jedno oko, gdyż spodziewałam się chyba najgorszego.
-Na noc? -zapytała? -Sam na sam? -spojrzała spod byka. Czy wszyscy muszą mieć jakieś skojarzenia?
-Tak, na noc, ale spokojnie mamo, filmy i coś w ten deseń. -chciałam ja uspokoić, bo widać było jej lekkie zmartwienie.
-Em.. sama nie wiem..
-Mamo, zaufaj mi, na prawdę. Przecież wiesz, że nie zrobię nic głupiego.
-Dobrze, zgadzam się, ale pamiętaj.. mam Cię na oku. -'mam Cię na oku'? okej.. nie chce wiedzieć co to znaczyło. Uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam i zaczęłam wbiegać po schodach na górę.
-Mogę, ta-dam.. -pochwaliłam się wyczynem.
-Brawo, jestem z Ciebie dumny.. Powiedz mi lepiej co chcesz wziąć, ja Ci wszystko spakuje, a Ty idź usiąść sobie spokojnie.. -zatroskanym głosem powiedział.
-Ale przecież spakować mogę się sama, w dodatku co chce pakować? Mieszkasz.. może kilka metrów dalej? -wstałam, chwyciłam za jedną z torebek, do której na oko zmieściłby się dwie bluzki, para spodni, bielizna i szczoteczka do zębów. Wrzuciłam to na raz i było po wielkim pakowaniu.. -Już.
-Wyśmienicie, gratuluje precyzji i szybkiego decydowania.. -nadal patrzył zdziwiony w moja stronę.
-Okej, to idziemy.. -podeszłam do Niego , wplotłam jego palce w moje i delikatnie pociągnęłam za sobą. Mijają mamę, uśmiechnęłam się, chowając Nasz uścisk dłoni za plecami, żeby nie zeszła na zawał na myśl co robimy.
-Do jutra mamo!
-Do zobaczenia! -tuż po mnie wymamrotał te słowa.
W drodze do domku obok, szłam krok za Nim rozkoszując się jego zapachem i opiekuńczością jaką mnie ochraniał. Jego postawa była autentycznie obronna, jakby był moim osobistym bodyguardem, choć po części na pewno nim był, tak mi niczym anioł stróż, czuwając zawsze i wszędzie.
Będąc już prawie jedną stopą w jego mieszkaniu, poczułam, że bierze mnie na ręce i przenosi przez próg..
-Jesteś idiotą Harry! Wiesz, że nie lubię takich cyrków! -śmiałam się mu do ucha.
-Lubię zaskakiwać, w dodatku tak powinienem zrobić.. -powiedział zastanawiając się po pierwszej części zdania, a następnie płynnie wypowiadając kolejne słowa.
-Wiem, ze lubisz zaskakiwać.. Boję się już co jeszcze wymyślisz. -z sarkastycznym uśmiechem wpatrywałam się w jego głęboko zielone oczy..

***
u mnie już jasno się robi i pięknie wiatr wchodzi mi za koszulkę. 
przepraszam, ostatnio trudno mi się piszę. chciałabym potrafić pisać.

środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 7


*Ronnie* 
Rankiem obudziły mnie promienie jeszcze wręcz zaspanego nocą słońca. Z początku nie do końca kontaktowałam, aczkolwiek po chwili spostrzegłam leżącego obok mnie chłopaka, który od czasu do czasu przez sen mamrotał coś pod nosem. Miło było na Niego patrzeć, że śpi, że wreszcie się wyśpi, a ja przy tym czułam się całkowicie bezpiecznie i szczęśliwie. Mogłabym patrzeć tak w jego stronę ciągle, uśmiechałam się lekko, gdy delikatnie mrużył oczy, wyglądał tak uroczo, wyglądał tak beztrosko, jakby wszelkie smutki były daleko do Niego i miałam nadzieję, że tak właśnie jest. Przeniosłam wzrok na biały sufit. Chciałabym już wrócić do domu. Każdą minutę jaką tu spędzam zaliczam do tych straconych, bo zapewne zostało mi niewiele czasu, a ja całe dnie leże i nic nie robię. Właśnie.. niewiele czasu.. te słowa ciągle dudniły mi w głowie. Nadal nie chciałam godzić się z odejściem od kochających mnie ludzi, nadal chciałam ich przed tym wszystkim ochronić.
-O czym myślisz? -moje przemyślenia przerwał jeszcze bardziej niż zwykle zachrypnięty głos Harrego, który patrzył na mnie swoimi zaspanymi oczami.
-O niczym konkretnym.. -posunęłam się w górę i pocałowałam go na dzień dobry.
-To było miłe, ale i tak wiem, że kłamiesz -uśmiechną się, lecz nadal czekał na prawidłową odpowiedź.
-Co mam Ci powiedzieć? -zrobiłam krótką pauzę pocierając swoje oczy. -Ogólnie myślę o całej sytuacji.. ale nie rozmawiajmy tak na poważnie, przecież obiecałeś mi, że choroba nigdy nie będzie na głównym miejscu. -przypomniałam mu jego przysięgę.
-Tak, ale..
-Nie ma żadnego, ale! I wiesz co? Może gdzieś się przejdziemy, co Ty na to? -zaproponowałam. Chyba na teren szpitala mogłam się udać. W tej sali już wariowałam, nie chciałam już dłużej tu siedzieć. Tymczasem do sali wpadł lekarz:
-A ja Ci powiem, że możecie wyjść i nawet tu nie wrócić! -powiedział zadowolony lekarz podchodząc do łóżka i czytając moja kartę. -Dziś już spokojnie możesz wracać do siebie, nie mam żadnych przeciwskazań, tylko odpoczywaj! -ostatnie słowa mocno podkreślił.
-Ja już się o to zatroszczę. -rzucił Harry w moją stronę uśmiechając się dając mi do zrozumienia, że nie żartuje. Chyba bałam się tej jego opiekuńczości, bałam się, że zrobi się przewrażliwiony.
-Sama o siebie też zadbam, spokojnie -odwdzięczyłam się uśmiechem do obydwu, szczególnie wyrażając swoje silne zdanie w kierunku zielonych oczu.
Lekarz po chwili wyszedł obejmując Nas ciepłym spojrzeniem, a ja prawie od razu poprosiłam Harrego, aby wyszedł, bo chciałam jak najszybciej zebrać się i wrócić spokojnie do domu. Wreszcie.
-Jasne! To ja pójdę po Twoją mamę, bo widziałem, że się już tu krzątała -jeszcze zaspany, ale podekscytowany powiedział wychodząc. Posłałam mu radosny uśmiech. Co z tego, że był udawany.
Dzisiejszy dzień, choć zaczął się bardzo uroczo był skazany na niepowodzenie, przynajmniej w mojej głowie. Czułam się strasznie. Psychicznie i fizycznie. Zaczęłam podsuwać się ku górze na łokciach by następnie stanąć na nogach o własnych siłach. Choć czułam się bardzo słabo nie chciałam nikogo tą informacją obdarować. Wystarczająco zwracam na siebie uwagę. Ubrałam się w rzeczy, które ostatnio przywiózł mi chłopak. Wiedział co spakować, uśmiechnęłam się dodatkowo gdy w torbie znalazłam mojego misia. Właściwie to koale, która od pierwszego dnia mojego życia wszędzie była przy mnie. Było to miłe, choć nie wiem skąd mógł wiedzieć, o ile w ogóle wiedział.
-Już? -ukradkiem wchodząc do sterylnego pomieszczenia przyjrzał mi się. Wszystko byłoby w porządku. gdyby nie fakt, że  byłam ubrana dopiero do połowy. Od pasa w górę miałam jedynie biustonosz. Staliśmy jak zamurowani. I on i ja. Nie wiem co czułam, na pewno nie było to zawstydzenie. Przy nim nie wstydziłam się niczego. On patrzył mi się prosto w oczy za co mogłam mu pogratulować. Jego wzrok ani na chwile nie zsunął się nieco niżej. Obserwował mnie jakby moje oczy były wszystkim. Po dłuższej chwili dziwnej sytuacji cofnął się zamykając za sobą drzwi. Ja nadal stałam jak słup soli. Nagle wpadły mi do głowy jednoznaczne myśli. Nigdy wcześniej jednak nie myślałam o Harrym cieleśnie. Czy to miało się zmienić? Szybko wyrzuciłam zbędne myśli z głowy.

*Harry*
Nadal stałem pod drzwiami mając rękę na klamce. Sam nie do końca wiedziałem co dokładnie było chwile temu. Patrzyłam na Nią, aż zakręciło mi się w głowie. Widziałem jej ciało, choć nie to było czymś najważniejszym. Stała tam taka czyta. Jej skóra wręcz błyszczała, z daleka nie przyglądając jej się szczególnie była delikatna, jak z porcelany. Sam nie wiem pod jakim aspektem jej się przyglądałem. Była piękna. Wewnętrznie i zewnętrznie.
-Przestań, to wręcz żałosne. -nie zdając sobie sprawy, pod nosem wypowiedziałem te cztery słowa. Byłem żałosny. Pomyślałem o Niej w sposób inny niż do tej pory. Nie wydawało mi się to dobre, choć na dobra sprawę.. to chyba do cholerny normalne.
-Przecież to Ronnie. Ronnie to Ronnie. -nadal do siebie mówiłem, wypierając myśli w głowy. Przecież to byłoby nie możliwe. Chyba zbyt piękne by stało się rzeczywistością. Pociągała mnie tak mocno. Kochałem z Nią rozmawiać, kochałem w Niej wszystko, a teraz jeszcze to pożądanie.
Tracąc równowagę przez otwierane się drzwi wróciłem myślami na ziemię.
-Jestem już gotowa. -powiedziała z przepięknie subtelnym uśmiechem. -Jest gdzieś mama? Zabierzemy się wszyscy razem, prawda? -mówiła, a ja patrzyłem na jej usta. Pełne, lecz nie wyzywające - idealne. Na chwilę znów odleciałem. -Harry? -moje imię w jej ustach i w brzmieniu jej głosu przyprawiły mnie nagle o ciarki. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać, bo głównie o wszystkim rozmawiałem z samą Ronnie, ale teraz sytuacje na to absolutnie nie pozwalała.
-Em.. tak, oczywiście! -spojrzałem na Nią i przytuliłem do siebie z całej siły dając jej całusa w jej smaczne usta.
-Jesteś ukochany.. -melodyjnym głosem wyszeptała. Nic nie zdołałem powiedzieć. Takie słowa od Niej w moim kierunku były jak największy komplement. Czułem się wtedy potrzebny. Jej potrzebny. Jeszcze mocniej tuląc ją do siebie wziąłem jej torbę i udaliśmy się w kierunku wyjścia. Po drodze zahaczyliśmy o pielęgniarkę, która dała wypis. Mama R. coś podpisywała. Po chwili poczułem jak dziewczyna rozluźniała się. Można było wywnioskować, że szpital nie działał na Nią korzystnie.
Do domu jechaliśmy nie dłużej niż dwadzieścia minut. Siedziała na tylnym siedzeniu trzymając swoja rękę na moim prawym ramieniu. Raz ją nawet musnąłem kiedy jej matka wzrok miała głęboko wpatrzony w okno. Wiedziałem, że się mi przygląda, aczkolwiek tym razem kompletnie mi to nie przeszkadzało.
Byliśmy na miejscu. Spojrzałem do tyłu uśmiechając się na wygląd jej rozpromienionej twarzy, gdy ujrzała wreszcie dom. Zobaczyłem w oczach Ronnie kryształy, jakby jej oczy całkowicie było stworzone z najszlachetniejszych kamieni. Wyszliśmy wszyscy z auta. Mama z córką poszły już do mieszkania, a ja jeszcze wróciłem się po szpitalną torbę. Zatrzymałem się jednak na dłużej przy aucie. Tysiąc myśli przeszły mi przez głowę, ale tak, chciałem zaprosić dziewczynę do siebie. Nie świadomie chciałem ją chyba uwieść. Serce krzyczało, że warto spróbować, a rozum.. rozumu już dawno nie było. Teraz wszystko zależy od Niej. Pozbierałam się do kupy i udałem się w stronę uchylonych drzwi.
-Pomóc Ci rozpakować torbę? -zapytałam przekraczając próg jej pokoju. Siedziała tak spokojnie na swoim łóżku. Było widać, że docenia każdą sekundę spędzoną w domu, że tu jest jej najlepiej. Martwiłem się o Nią mimo wszystko, bo wiem, że nie była skłonna mówić czy coś ją boli, dlatego czujnie zacząłem ją obserwować. Nie wyglądała na bardzo cierpiącą, choć jej twarz z namalowanym uśmiechem na twarzy w gruncie rzeczy z natury była smutna. Podszedłem i usiadłem obok Niej. Poczułem jej zapach, tak pięknie zawsze pachniała, tak charakterystycznie tylko dla Niej. Zaczęła mówić o swoich planach na najbliższe dni, które oczywiście od początku wiedziałem, że spełnię. Chciałem wykorzystać każdą wolną sekundę jej życia i zaspokoić jej wszelkie potrzeby. W tej sytuacji nie liczyło się nic prócz jej szczęścia, bo jej szczęście równało się całkowicie z moim. Lubiłem jak do mnie mówiła, często pytała się czy nadal ją słucham, a ja wtedy jak zachipnotyzowany powtarzałem ostatnie jej zdania. Uśmiechała się i ciągnęła dalej..
-Myślałam, żeby jutro wybrać się na dłuższy spacer, co Ty na to? Nie chce marnować czasu w domu i to już sporo przeleciało mi przez palce.. -uśmiechnęła się do mnie pytająco.
-Pewnie, jak tylko sobie życzysz.. -odparłem wpatrzony w Nią jak w obrazek. Już chciałem zadać jej pytanie czy może nie zachciałaby dziś spać u mnie, ale już w głowie brzmiało to jakbym chciał ją wykorzystać. Wolałem jednak jej słowa, jej osobę. To w zupełności mi wystarczyło.
-A na dziś to ja mam plany! -podniosłem się chwytając ja za dłoń, którą trzy sekundy temu poprawiała sobie włosy.
-I założę się, że nie powiesz mi co zaplanowałeś -spod byka popatrzyła się na mnie, po czym wyprzedziła mnie i zeszła na dół. Dogoniłem ją na schodach słysząc jak mówi mamie, że się wybieramy gdzieś, ale sama nie wie gdzie.
-Ufam Wam, miłego dnia -na chwile wstrzymując mycie naczyń powiedziała. Pomachaliśmy jej, a ja poczułem się jakby to mieszkanie było moim drugim domem.
Wsiedliśmy do auta, włączyłem cicho radio i postanowiłem się odezwać:
-Jedziemy na próbę.. do chłopaków. Miałem Ci nie mówić.. -popatrzyłem w jej kierunku. -ale nie wiem czy masz ochotę.. -rzuciłem pytający wzrok.
-Wszystko byle by z Tobą. -te słowa były wyznaniem. -Ale będę mogła zostać na koncercie?
-Jeżeli tylko zechcesz, wręcz o to proszę.. -czasem czułem się jak w innej epoce. Ona były inna. Inna niż dziewczyny do tej pory. Nie była arogancka i zniszczona, nie była bardziej męska od niejednych chłopaków, była delikatna, jak najprawdziwsza bogini. Przy Niej czułem się jak mrówka, myśl, że na Nią nie zasługuje była częsta.
Rozmawialiśmy. Podróż nie była krótka. Śmialiśmy się, ona tak piękne wydobywała z siebie dźwięki. Kiedy zaczęła zmieniać stacje zapytałem:
-Zechciałabyś spać dziś u mnie? -te słowa wypadły mi z ust jak z torpedy.

***
dziękuje za 2.000 odwiedzin mojego bloga. dla jednych może być to TYLKO.. dla mnie to jest wielkie AŻ. 
rozdział krótki i nie wyszedł, czas mnie gnębi, przepraszam.

piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 6


*Harry*
Nikt nie informował mnie o niczym. Nie miałem pojęcia co się z Nią dzieje. Umierałem z przerażenia. Mama Ronnie co chwila podchodziła do recepcji, aczkolwiek za każdym razem odchodziła z coraz to bardziej zrozpaczoną miną, bo tak jak ja o niczym nie wiedziała. Ronnie po tym jak straciła przytomność prawie natychmiastowo została przewieziona do szpitala, ale przeze mnie, bo karetka nie była w stanie przyjechać dość szybko. Ciągle trzymałem ją za rękę, nie potrafiłem choć na sekundę jej opuścić. Odkąd już tu jesteśmy nie usłyszałem ani jednego słowa. Badają ją.. sam nie wiem. Do bólu strach krąży mi wraz z krwią po organizmie. Nie wiedziałem już jak się zachować. Nie wiedziałem tak na prawdę co jej grozi, nie miałem pojęcia czego się spodziewać, aczkolwiek po głowie błąkały mi się najczarniejsze scenariusze. Mimowolnie w oczach pojawiały mi się słone krople, nie potrafiłem opanować myśli, które były przyczyną płaczu. Mój niespokojny oddech był głośny, nie mogłem się uspokoić na myśl, że mógłbym ją tak szybko stracić. Nie chciałem tego. Choć był to egoistycznie zachowanie nie chciałem jej jeszcze tracić, za szybko, zdecydowanie za szybko. Po przewiezieniu jej na sale obserwowałem jej twarz jak spała. Była taka krucha, jeszcze bardziej delikatna niż zwykle, ale widać było również zmęczenie i smutek. Byłem ciekaw o czym śniła, czy sen pomagał jej walczyć z bólem, który zapewne owiną ja sobie w okół palca. Widząc ją kuło mnie serce, coraz to mocniej, zdawałem sobie sprawę jak bardzo ją kocham.

*Ronnie*
Wszyscy myśleli, że jeszcze śpię, a ja tylko nie miałam siły choćby otworzyć oczu. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło. Słyszałam szepty i odgłosy szurania butami przez pielęgniarki chodzące w tą i z powrotem. Czułam dłoń Harrego wplecioną w moje palce. Czułam się źle fizycznie i psychicznie. Bolał mnie fakt, iż byli tu wszyscy ukochani, bali się. Musiałam powoli próbować się przebudzić również cieleśnie, byłam jak zaczarowana w środku, tylko dla siebie, a przecież najważniejsze to żyć dla Nich.
Lekko uchylając powieki nie mogłam patrzeć jak cierpi. Siedział przy mnie cały czas i trzymał mocno moją rękę. Chciałam go stąd wywalić, żeby nie patrzył na mnie teraz, żeby zapamiętał mnie jako wesołą i radosną. Nie chciałam żeby cierpiał z mojego powodu. Już od dawna chciałam go przed tym wszystkim uchronić. Sama nie wiedziałam co ze mną będzie. Zawsze myślałam, że byłam przygotowana na wszystko, choćby na śmierć, ale od kiedy Harry pojawił się w moim życiu wszystko się zmieniło. Naprawił mnie, jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Powtarzałam się, moje myśli były ograniczone wokół jednej osoby. Moja mama również tu była. Miałam tylko nadzieję, że nie przyprowadziła młodej. Nie chciałam by widziała mnie w takim opłakanym stanie, nie chciałam żeby miała takie wspomnienia. Coraz bardziej byłam świadoma swojego kresu choć nie miałam pojęcia kiedy to nastąpi.
Powoli otwierałam oczy. Harry uroczo przysypiał na mej dłoni, nie miałam serca go budzić. Był pewnie zmęczony. Zobaczyłam przez uchylone drzwi mamę rozmawiającą ze znanym mi lekarzem. Przyuważył, że się przebudziłam. Mama obróciła się w moja stronę i posłała uśmiech. Byłam niestety jeszcze za słaba na odwzajemnienie jej ciepłego przywitania. Po chwili weszła do sali, ale znaczącym spojrzeniem na Harrego, a potem na Nią przekazałam jej, żebyśmy zachowały cisze. Nie chciałam go zbudzić. Mama usiadła po drugiej stronie łóżka i pocałowała mnie w lewą rękę. Patrzyła się na mnie z radością w oczach. Nie wiem czy była ona udawana, ale przepływała ona na mnie. Nie bałam się tak bardzo. Byli przy mnie. Ja natomiast bałam się bardziej o Nich, jak sobie z tym radzą. Nienawidziłam siebie za tę chorobę. tylko zwracałam na siebie dodatkową uwagę czego nie trawiłam. Tyle osób przeze mnie cierpiało. Te myśli rozpierały mi klatkę piersiową.
Harry zerwał się we lekkiego snu i z przerażeniem w oczach popatrzył w moją stronę po czym widać było, że odetchnął z ulgą. Puszczając jego dłoń poprawiłam mu włosy, które wpadały na jego smutna twarz. Uśmiechał się, tak czystko, tak głęboko patrzył mi w oczy, czułam jego wzrok na swojej duszy.
-Uśmiechnij się -powiedział do mnie tak, że nie miałam wyboru. Kąciki moich ust powędrowały w górę. Niezdarnie, bo niezdarnie, ale jednak. Rozpromienieni obydwoje uśmiechali się w moją stronę. Przez chwilę poczułam się jak w psychiatryku.
-No dobrze, już wystarczy -powiedziałam szybko, aczkolwiek pogodnie. -Kiedy wracamy do domu? -pytanie skierowałam w mamy kierunku, ale widziałam zaskoczenie na moje pytanie na twarzy Harrego, tak jakby chciał mnie tu zostawić na taki czas, aż będzie miał pewność, że nic mi nie będzie, ale ja wiedziałam, że takie powroty są drastyczne, ale nie długie. Niejednokrotnie już tak było. On spotkał się z tym dopiero pierwszy raz.
-Harry, mogę zostać z Ronnie sama? -uśmiechnęła się do Niego, a on z trudem puścił moją rękę i wyszedł.
-Mów mamo, przecież to nie pierwszy raz.. -byłam gotowa na wszelkie słowa.
-Potrzebny jest przeszczep. Co prawda czujesz się lepiej i już jutro po badaniach możemy zabrać Cię do domu, to mimo to przeszczep jest konieczny. Wiesz, słońce Ty moje, że jest mi mówić o tym trudno, ale ja wiem, że jesteś mądra, że rozumiesz. Musimy czekać. -rozpłakała się. Nie wiedziałam kogo mam pocieszać: siebie czy ją.
-Mamo, spokojnie. Tak już jest, ale może będzie dobrze. Jak nie ja to ktoś inny będzie miał drugie życie, a może jemu bardziej się przyda.. -sama nie do końca wierzyłam w te słowa. Tak strasznie nie chciałam rozpłakać się przy Niej, nie chciałam pokazywać tej słabości. Nie chce nikogo opuścić, nie chce ranić nikogo swoim istnieniem, ale wiem, że utrata życia może być jeszcze gorsza.
-Mam jakoś wdrążyć w to Harrego? Czy sama chcesz to zrobić? -zapytała się mama drżącym głosem.
-Sama, oczywiście, że sama.
Mama wychodząc z sali posłała mi spojrzenie smutnego dziecka, aczkolwiek miał to być chyba lekki grymas uśmiechu. Ja tym razem odwdzięczyłam się tym samym, starałam się by uwierzyła w to, że jestem mimo wszystko radosna.
-Tylko nie mów, że na prawdę Ci wypisują, przecież jesteś w.. -wszedł z impetem do sali i mówił tak obłąkanie, jednocześnie tak smutno. Przerwałam mu:
-Wcale nie jestem w opłakanym stanie Harry. Błagam Cię, nie martw się tak, dobrze? -chciałam żeby mu było lepiej. Może wyrzuty sumienia za jego zranione życie doskwierały mi już od dłuższego czasu i pewnie nigdy nie umknął. -Usiądź lepiej i mnie uważnie posłuchaj.. -mówiło się do Niego jak do małego dziecka, a on równie grzecznie się słuchał. -Jestem chora, to już wiemy, teraz tylko czas pokaże czy będzie lepiej czy gorzej. Po prostu potrzebuje przeszczep, a w tej chwili jest to niemożliwe, ale jestem w kolejce.. -opowiadałam mu o tym spokojnie, szkoda, że on nie potrafił równie spokojnie przyjąć.
-Ja to załatwię, Podzwonię gdzie trzeba. Pieniądze nie są problemem.. -mówił całkowicie bez sensu.
-Nie zgadzam się, jeżeli ja zdobędę to bez kolejki, ktoś dzięki temu umrze. Nie zniosę tych myśli, rozumiesz? Dlatego grzecznie będziemy czekać.. -powiedziałam mu to dosadnie i nie zamierzałam zmieniać zdania, nie potrafiłabym.
Milczał. Bolało to o wiele bardziej, wolałam żeby na mnie krzyczał.
-Powiedz coś. Doprowadzasz mnie do frustracji.. No błagam Cię. -cichym tonem zwracałam się do Niego. Po dłuższej chwili myślenia wreszcie się odezwał:
-Nie wiem co mam powiedzieć. Nie rozumiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza i chce dla Ciebie jak najlepiej? Po prostu. -z żalem w głosie dukał.
-Rozumiem i to za dobrze. Jestem zmęczona, daj mi chwilkę odpocząć. -musiałam to przemyśleć. Jego myślenie toczyło walkę z moimi zasadami moralności, ale za odkupienie jego cierpienia.. na prawdę mogłabym dać dużo.
-Wiedz, że jestem niedaleko -rzucił wychodząc.
-Kocham Cię! -podniesionym tonem wręcz krzyknęłam. Tylko uśmiechnął się smutnawo.
Po niespełna kwadransie odpłynęłam. Śniłam, ale pustkę. Przez cały czas jakbym była w próżni. Nic nie czułam. Nie było nic. Po obudzeniu czułam jakbym spędziła tam wieczność. To do dużo za dużo by być tam bez Harrego. Przejrzawszy na oczy zobaczyłam znów Harrego śpiącego przy moim łóżku. Spostrzegłam się, że spałam tak, aż do następnego dnia, a mojego zmęczenia nie było końca. Podniosłam się na łokciach cicho, aby nie zbudzić Harrego, aczkolwiek jego sen był bardzo płytki i szybko się poderwał.
-Jak się czujesz? -zapytał z marszu, po czym nachylił się nad moim łóżkiem i pocałował mnie znów tak samo jak zwykle.
-Coraz lepiej.. -odpowiedziałam, jeszcze zachrypniętym głosem. -Dziś wracam do domu, wiesz prawda?
-Tak, wszystko wiem.. -jego głos był przemęczony.
-Idź do domu! -rozkazałam mu szybko.
-Co Ty mówisz? -zapytał zdziwiony.
-To co słyszysz, nie chce Cię tu. Wyglądasz jak trup, musisz iść się przespać porządnie. Zobaczymy się w domu, dobrze? -to było zdecydowanie pytanie retoryczne.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale, powiedziałam i marsz, bo zaraz wstanę.. -zagroziłam mu, aczkolwiek było wiadome, że i tak by mi nie pozwolił. Zaczął się powoli zbierać. Cieszyłam się, że odpocznie, nie mogłam patrzeć na Niego w takim stanie, a to wszystko tylko i wyłącznie przeze mnie. Wszystko mnie bolało, tym razem na raz i fizycznie i psychicznie, jedno nie wykluczało drugiego. Wychodząc spojrzał na mnie jak każdy wychodzący ode mnie z sali. Pomachałam mu na do widzenia.
-Harry! -krzyknęłam.
-Tak? -błyskawicznie znów pojawił się u mnie.
-Przepraszam, zapomniałam tylko dodać, że wracasz taxi, a nie swoi samochodem.
-Już dobrze, całkiem mi mózgu nie zeżarło.. -uśmiechnął się i poszedł.
Znów zamknęłam oczy na dłużej, odpoczywałam. Niestety nie na długo. Przyszli lekarze.. obchód i te sprawy. Ale cieszyłam się na myśl, że jeszcze dziś będę w domu. To dawało mi siłę. Badanie nie należały do najprzyjemniejszych, ale już do tego powoli się uodparniałam. Wszystko szło w dobrym kierunku. W głowie miałam tylko myśl o spokojnym popołudniu we własnym łóżku. Po odprowadzeniu mnie do sali szybko zasnęłam, byłam umęczona. Obudził mnie telefon, który już rano wraz z innymi rzeczami był przygotowany do powrotu. Dzwonił Harry:
-Harry?
-Ronnie, gdzie jesteś? Jest już 17:00, a ja jestem pod Twoim pustym domem. -powiedział, a ja szybko zerwałam się patrząc na zegarek. Rzeczywiście. Już dawno powinnam być w domu.
-Nie wiem co się dzieje, spałam, a nikt nie nie obudził, ale nie denerwuj się, zaraz wszystko wyjaśnię.. -nawet nie dokończyłam zdanie kiedy usłyszałam jedno krótkie zdanie:
-Zaraz będę! -i szybko się rozłączył.
Wykręciłam numer do mamy:
-Gdzie jesteś mamo? Popatrz, która godzina? -zbulwersowana podniosłam nieuprzejmie głos.
-Ronnie, skarbie, spokojnie, zaraz u Ciebie będę. Jestem już w szpitalu. -powiedziała to niepoewnym głosem. Przestraszyłam się. Po chwili mama pojawiła się w drzwiach i z rozczarowaniem na twarzy zaczęła już mówić:
-Nie mogę Cię jeszcze wypuścić, jeszcze za wcześnie.
-Jak to za wcześnie!? Przecież jeszcze wczoraj normalnie i legalnie miałam wracać do domu.. -ze łzami w oczach mówiłam. Nie lubiłam spędzać czasu w szpitalu. Czułam wtedy jak tracę cenne minuty życia. -Mamo, błagam Cię..
-Gdyby to zależało ode mnie.. ale najwidoczniej tak jest najlepiej dla Ciebie, zrozum to. -obie się rozpłakałyśmy. -Pójdę jeszcze do lekarza, porozmawiam.. -mama w drzwiach minęła się z Harrym, który wyglądał znacznie lepiej.
-Dlaczego nie chcą Cię wypuścić? -zapytał zasmucony.
-Sama nie wiem, po prostu nie mogą.. -ocierałam łzy spływające mi po skroniach.
-W takim razie mam dla Ciebie niespodziankę. Nie długo będę. -wyszedł czym prędzej nie mówiąc mi o niczym, ale do tego już zdążyłam się całkowicie przyzwyczaić i nawet polubić.
Wrócił po nie dłuższym czasie. Miał ze sobą dwie torby na oko z jakiegoś z okolicznych spożywczaków i filmy, aczkolwiek nie wiem skąd je wytrzasnął.
-Nie możesz wrócić do domu to dom przyjdzie do Ciebie. Cofnął się do drzwi i wniósł torbę wypełnioną jak okazało się moja poduszką i innymi charakterystycznymi rzeczami. Wszystko przygotował, włączył film i usiadł obok mnie na krześle z głową podciągniętą do góry, by móc oglądać, choć duma również go rozpierała. Ściągnęłam go na mnie wzrokiem. Odkryłam kawałek pościeli i posunęłam się na kraniec łóżka po czym kiedy spojrzał dwa razy poklepałam dłonią po wolnym miejscu obok mnie. Uśmiechnął się i szybko ściągnął buty by móc usadowić się ku mojego boku. Byłam szczęśliwa, bo nie ważne gdzie jestem byle by być z Nim i to się liczyło. Wtuliłam się w Niego, brakowało mi jego ciepła i zapachu, mogłam tak trwać wiecznie. Ujrzałam głowę mamy w drzwiach, która puściła mi oczko i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie. Poczuł to:
-Z czego się śmiejesz? Ten film się nawet nie rozkręcił.. -radośnie spytał.
-Nie wiem, po prostu, chyba mogę być od tak szczęśliwa, prawda? -po moim pytaniu złapał mnie za dłoń i delikatnie ją całował, gdyż widział wplecionych we mnie miliony rurek i nie rurek..


***
przepraszam za pomyłki (literówki), mam nadzieję, że i tym razem się spodoba.. mam nadzieję. dziękuje, jeżeli ktoś przeczytał!

niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 5


'Nie miałem serca by Cię budzić, tak słodko spałaś:) miłego dnia, niestety nie dam rady się wyrwać. Tęsknie, Harry'
Piękny dzień jednym zdaniem zaminił się w koszmar. Każda minuta bez Niego traciła jakikolwiek sens. Nie wiedziałam w co ręce włożę, nie pamiętałam również dni kiedy Harrego nie było w moim życiu, czym ono dla mnie było? Dzień zapowiadał się tragicznie, nawet nie wiedziałam gdzie jest Harry by móc go chociaż na chwilę odwiedzić, na chwilkę na Niego spojrzeć. Ubrałam się, bo co mogłam innego zrobić i bez jakiegokolwiek słowa udałam się na spacer.. jak kiedyś. Od zawsze lubiłam samotne spacery, były cudowne, tyle można było z nich wynieść, tyle głębokich przemyśleń, ale to, że pojawił się Harry było jeszcze większym szczęściem. Przy Nim wszystko jest banalne. Życie czy śmierć. Odciąga mnie od złego, za każdym razem. Jest moją podporą, nie mam pojęcia co by było gdyby jego nie było. Czasem wręcz czułam się żałośnie, że tak mogłam się rozkochać, bo przecież nigdy nie myślałam, że trafię na kogoś takiego, ale teraz wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam, otoczenie się zmieniło.
Idą ulicą i słuchając kojącej mnie muzyki natknęłam się na kolegę, jednego z nielicznych, z którym udało mi się nawiązać kontakt, po przeprowadzce do Londynu. Sam był bardzo w porządku, tak jakbym go znała bardzo długo, lubiliśmy się. Widząc go już z daleka zobaczyłam, że się zmienił, fizycznie, a przecież nie tak dawno widziałam go ostatni raz.
-Straszliwie dawno, żeśmy się nie widzieli! -już od czterech metrów zaczął mówić. -Co u Ciebie? Opowiadaj! -to prawda, był strasznie dosłowny i nigdy nie owijał w bawełnę, kompletna odwrotność mnie.
-Spokojnie, za dużo adrenaliny! Będziemy tak stać na ulicy i rozmawiać, mam rozumieć? -cieszyłam się, że go spotkałam, jego optymizm rzucał się od razu na mnie.
-Przepraszam, idziemy do Naszej knajpki? -zapytał i pociągnął mnie za sobą. Nie potrafiłam się nie zaśmiać.
-No, ale opowiadaj już co u Ciebie? -kontynuowałam. wolałam słuchac jego opowieści niż rozczulać się nad własną egzystencją.
-Ty się mnie pytasz? To Ty spotykasz się z Harrym Styles'em, nie ja! -miałam nadzieje, że żartuje fascynując się Naszym związkiem.
-Żartujesz sobie, prawda? To, że chodzę z Harrym nie robi ze mnie innej -uśmiechnęłam się i ponownie zapytałam -A więc co u Ciebie słychać?
-No dobrze.. u mnie nic nadzwyczajnego, korzystam z wakacji jak widać, łażąc samotnie po ulicy. Kiedyś sama to lubiłaś, pamiętasz?
-A czy widziałeś obok mnie jakiegoś człowieka? Przeciesz szłam sama głupku i tak, nadal lubię sama spacerować! -walnęłam go lekko w ramię. w tym samym czasie on walną mnie, ale w kompletnie innym znaczeniu. Wskazał wzrokiem na dziewczyny robiące Nam zdjęcia. Nie powiem, bo strasznie mnie zdziwiły i aż się skrępowałam, bo nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego.
-I Ty mi mówisz, że Twój związek nic za sobą nie pociąga? -zapytał podejrzliwie.
-Przestań, to tylko jakieś dziewczyny robiące Nam zdjęcia z niewiadomego powodu. Jestem Ronnie, ta sama co wcześniej, nie ma znaczenia czy ktoś mi robi zdjęcia czy nie. -stanowczo stwierdziałam, bo przecież tak było. Moja miłość do Harrego nie opierała się na mediach i tego typu rzeczach, kompletnie tego nie śledziłam.
-Rozumiem, okej -usmiechnął się i ciągnął dalej swoją wypowiedz.
W międzyczasie doszliśmy na miejsce. Dawno tu nie byłam, uwielbiam tą kafajnę, jest tu wszystko: moja ukochana mrożona kawa, pufy, które uwielbiam i do tego książki, które namiętnie czytam. Do tego znajomi, wiele z Nich właśnie tu przebywa, choć tym razem nie widziałam nikogo, prócz znajomej ekspedientki.
-Kogo ja tu widzę! Dawno Cię nie widziałam -powiedziała dziewczyna, po czym zapytała -Rozumiem, że to co zwykle?
-Tak, poproszę to co zawsze -uśmiechnęłam się do Niej ciepło by odwzajemnić jej entuzjazm, który także pałał we mnie.
-Dla mnie to samo -powiedział Sam. -No w takim razie teraz Ty mów co u Ciebie. -zwrócił się do mnie.
-Hmm.. o najważniejszym sam wiesz -uśmiechnęłam się do Niego trochę spod byka. -A tak to nic nowego. Jak już mówiłam, nie zmieniłam się aż tak, a Harry.. jestem moim życiem mimo wszystko, choć mam czas i na siebie. -nie chciałam się zagalopować z opowiadaniem o moim życiu, które tak na prawdę było monotonne, aczkolwiek na mnie pięknie monotonne.
-Czyli teraz przeżuciłaś się ze mna na Harrego.. -zaśmiał sie chłopak. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czułam się skrępowana. Miałam tylko nadzieję, że on nie.. nie lubił mnie jakoś szczególnie.
-Tak, oczywiście, z Ciebie przeżuciałam się na Niego, bo jesteś zbyt żałosny, bym mogła się z Tobą kolegować. -nie widziałam innego pomysłu jak obrócić to w żart. Nie darowałabym sobie jeżeli on czułby do mnie coś więcej niż zwykłe koleżeństwo. Zresztą.. to było chyba nie możliwe. -Wracając.. powiedz co u innych? Spotykacie się? Może kiedyś bym się dołączyła? -zapytałam, bo wręcz głupio mi było, że tak olałam ludzi, którzy są dla mnie również ważni.
-Wraz z chłopakiem? -zapytał, ale na to pytanie odpowiedziałam tylko ostrym spojrzeniem. Coraz bardziej mnie przerażał.
-Nie wiem, a chcielibyście? To zależy czy nie mielibyście przeciwskazań? Choć w głębi mam jednak nadzieję, że Harry nie jest dla nikogo problemem. -powiedziałam wierząc, że tak jest.
-Nie, no przestań, uwielbiam paparazzich. -skrytykował jakże subtelnie.
-Ej, to nie sprawiedliwe. Osądzasz wszystko to tak krótko, do tego z takim chamskim tonem. Sprawiasz mi tym przykrość, ale postaram się to jakoś zrozumieć. -nie wiedziałam co on może mieć do Harrego, kiedy ani razu go nie widział, ani nie znał jego zachowań i prób wymknięcie się z 'zoo'.
-Dobrze, już przestaje, nie chce się z Toba kłócić. Cieszę sie, że w ogóle znalazłaś czas. -odparł już swoim tonem.
-Mimo tego co sądzisz, zawsze znalzłambym dla Was czas, zawsze. -upewniałam go. Na szczęście po kilku chwilach emocje się rozluźniły i zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Brakowało mi jego i opowieści o znajomych, za którymi na prawdę tęskniłam.
Zagadaliśmy się na dobre 2 godziny, po czym zaczęłam się powoli zbierać.
-Dziękuje Ci za rozmowę, ale będę się zwijać. Trzeba wracać do domu, bez słowa wyszłam, nie chce żeby się martwili, nawet nie wzięłam komórki. -zpostrzegłam się, że nie mam nawet pieniędzy. -Emm.. Sam. Nawet nie wzięłam portfela, pożyczyłbyś na zapłacenie, a ja Ci oddam następnym razem, okej?
-Nie ma problemu. Odprowadzę Ci do domu jeżeli chcesz. -zaproponował.
-Nie, na prawdę dziękuje i tak dużo czasu na mnie dziś straciłeś, także wrócę sama, na pewno trafię. dziękuje jeszcze raz i do rychłego mam nadzieję zobaczenia -uśmiechnęłam się, wstałam, zgarnęłam za sobą dwie książki i resztę po drugiej kawie i udałam się ku wyjściu.
Do domu wróciałam szybciej niż myślałam. Nie obyło się niestety bez małej kłótni po powrocie.
-Gdzieś Ty była? Wiesz jak się martwiłam? -mama oczywiście od drzwi zaczęłam krzyczeć.
-Spokojnie, mamo, byłam tylko na spacerze, a przy okazji spotkałam Sama i się zagadaliśmy. Przepraszam. -skruszona zaczęłam się tłumaczyć. Nie chciałam, żeby mam się tak przejęła.
-Nawet nie wizęłaś komórki, więc zadzwoniłam do Harrego.. -te słowa mnie przestraszyły.
-Po co? Pewnie tylko go zdenerwowałaś! Nie rób tak więcej mamo, na prawdę. -dobrze, że przynajmniej nie przyjechał i nie zrezygnował z czegoś co dziś miał w planach. -Przepraszam jeszcze raz, a teraz pozwól, że pójdę już do siebie. -respekt w stosunku do mamy nie był taki od zawsze. Odkąd jestem chora zrobiła się inna, widać, że się przejmuję, nie potrafiłabym jeszcze bardziej zamęczać jej moją arogancją i buntowniczą postawą, dlatego też starałam się być na prawdę miła.
Weszłam do pokóju i rzuciłam się na łóżko. Podsunęłam się na łokciach ku poduszkom i usadziłam się wygodnie po czym zaczęłam czytać książkę, którą wynalazłam w kafejce. Po kwadransie ktoś zadzwonił do drzwi.
-Cholera! -powiedziałam głośno na głos, myślać, że Harry nie potrzebnie przyjechał sprawdzić co ze mną. Zeszłam na dół, ale głos, który usłyszałam nie należał do mojego lubego, ale do..
-Sam? Co ty tu robisz? -z zaskoczenia ledwo wyjąkałam te słowa.
-Przyszedłem, bo zostawiłas sweterek.. -podniósł rękę wraz z nim do gór.
-Ohh.. dziękuje, ale trzeba było zostawić tam, nie musiałeś się fatygować. -szybkim krokiem podeszłam do drzwi i przejęłam od Niego rzecz. -dziękuje.
-Powtarzasz się -uśmiechnął się szczerze.
-Najwyraźniej lubię, poza tym mam za co dziękować. -odwzajemniłam uśmiech, choć szybko zszedł mi z twarzy. Na podjeździe pojawiło się auto Harrego.
-Cholera! -kolejny razem wypowiedziałam to słowo, choć starałam się ciszej niż krzyczałam sobie w myślach.
-Ronnie, nic Ci nie jest? Twoja mama do mnie dzwoniła. -z dość przerażonym głosem mówił.
-Nie, spokojnie, byłam na spacerze, a potem spotkałam znajomego.. no właśnie to jest.. - nawet nie dokończyłam kiedy wszedł mi w słowo.
-Tak, wiem, byliście na kawie. -powiedział to złowrogim głosem.
-Skąd wiesz? -zapytałam zaskoczona, po czym popatrzyłam na Sama i wtedy zrozumiałam. -aaaaa.. te dziewczyny co robiły zdjęcia?
-Nie wiem kto, ale widziałem, krażą po internecie. -dalej ciągnął jakby był tym zniesmaczony.
-Em.. ja się będę zbierać, nie przeszkadzam. -powiedział Sam obracając się mijając Harrego.
-Dziękuje jeszcze i jeszcze raz. Do zobaczenia! -krzyknęłam za Nim. Obrócił lekko głowę i podniósł kąciki ust do góry.
-Mogę wejść do środka?
-Jeżeli się uspokoisz to tak. -podirytowana jego zachowaniem odparłam.
-Dobrze, możemy porozmawiać w środku? -sztucznie złagodzonym głosem zapytał, a ja odeszłam od drzwi, zostawiając je otwarte i udałam się do pokoju miając mame w przeprosinową miną.
-Możesz mi wyjaśnić o co Ci chodzi? -zapytałam Harrego kiedy zamknął drzwi pokoju. -Wyszłam z domu na spacer, spotkałam znajomego, a Ty wręcz zdenerwowany rzucasz się o to co zobaczyłeś na internecie.
-Nie dość, że się o Ciebie martwiłem to jeszcze ten chopak.. -nie dałam mu dokończyć.
-Mam przepraszać za to, że wyszłam z domu? Okej, przepraszam, że nie poinformowałam nikogo, ale nie rozumiem co masz do Sama..
-Po prostu mi się nie spodobał, może być? -mówł to niby obojętne, ale jakby to przeżywał.
-Czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosny? -z podejrzliwą miną przeradzającą się w uśmiech patrzyłam na Niego i czekałam na odpowiedź.
-No przecież już powiedziałem. -uciekał wzrokiem. Był taki uroczy. Podbiegłam do Niego, przytulając go z całej siły i powiedziałam:
-Przepraszam, nie chciałam Cię przestraszyć, rzeczywiście mogłam wziąć chociaż telefon, a co do Sama to przestań, to tylko kolega. -mocno zaakcentowałam słowo 'tylko', tak aby nie tylko on w to uwierzył, lecz i ja, by zniwelować myśli o jego uczuciach do mnie. -Tak w ogóle to nie powinieneś być teraz gdzie indziej? -odeszłam na krok.
-To nie ważne, dobrze, że z Tobą w porządku. -rozczulającym mnie głosem powiedział tuląc mnie mocno.
-Tak, tak, miło jest, ale nie chce, abyś przeze mnie rezygnował lub utrudniał pracę innym, także do widzenia. -choć słowa te ledwo co wypowiadałam, ponieważ zdecydowanie o wiele bardziej wolałam by został ze mną, nie chciałam by ciężarem.
-No dobrze, może powinniem wrócić, ale tutaj również dziś jeszcze wrócę, także nie myśl, że się mnie pozbędziesz. -uśmiechnął się, podszedł i pocałował. Zdecydowanie tak na do widzenia, aż przeszły mnie ciarki. Stanowczym ruchem wyjął mnie ze swoich objęć i wyszedł z pokoju. Nawet się nie spostrzegłam, a jego już nie było. Jeszcze przez chwile byłam w pięknym transie.. do czasu. Zrozumiałam, że jest kimś ważniejszym niż 'ważnym', jest dla mnie życiem i jeszcze trochę więcej. Poczułam się, aż słabo, straciłam świadomość..

***
nie wiem co napisać. dziś dla mnie szczególny dzień, więc mam także głęboko nadzieję, że Wam się spodoba rozdział, że będziecie chcieli dalej czytać moje słowa, dziękuje, na prawdę!