...


Zachęcam do napisania: 25639621.

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 14


*Lou*
-Siadaj Harry i przestań, bo zachowujesz się jakbyś był tu gościem. -stał sztywno w przedpokoju czekając prawdopodobnie na pozwolenie na jakikolwiek ruch. Po chwili jednak ruszył się i usiadł na swoim stałym miejscu, w swój jakże charakterystyczny sposób. Próbowałem zachowywać się normalnie, aby nic nie widział, aby nic nie zauważył. By nie zauważył jaki jest dla mnie ważny, bo sprawienie mu przykrości to naprawdę ostatnie co pragnąłbym zrobić. -To co Curly, o czym chcesz porozmawiać? -spytałem odruchowo zaciskając mocno szczękę, bo nie byłem jednak gotowy na rozmowę, nie na tę rozmowę. Poprawił się na fotelu i zaczął raczyć mnie swoim niskim i jakże subtelnym tonem głosu.
-Muszę Ci powiedzieć.. Chcę Ci powiedzieć, że kocham.. -nie musiał kończyć. Wyłączyłem się zupełnie. Mówił w moją stronę, a ja wszystko momentalnie odbijałem, nic do mnie nie dochodziło. -..Ronnie. Nie wiem co mam powiedzieć Lou. Wiesz, że Ciebie również kocham, ale uwierz mi na słowo honoru, że nie potrafiłbym.. po prostu uwierz mi, że nie jestem z Nią dlatego, że boję się tego co jest pomiędzy Nami, tylko ja odbieram to w inny sposób.
-Co jest pomiędzy Nami? Co odbierasz w inny sposób? -zapytałem się go chaotycznie wyrywając się z zamyślenia. -Odpowiedz.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem. Kocham Cię, ale nie w taki sposób, rozumiesz mnie? Jesteś moim bratem, przyjacielem, wszystkim.
-A więc skoro jestem wszystkim to dlaczego.. -dlaczego mnie ranisz? Dlaczego nie chcesz być ciągle przy moim boku? Dlaczego pozwalasz mi być samemu, pozwalasz bym miał niekontrolowane myśli, wszystkie destrukcyjne? W głowie tłumiłem złe słowa -..teraz mnie przepraszasz? Mi wystarczy to, że jestem dla Ciebie wszystkim. -jestem egoistą i to wielkim, ale nie potrafiłbym przyznać się do tego co czuję, bo nie dość, że zabiłoby to mnie, zabiłoby również Jego, a znając życie nawet gdybym się przyznał teraz, w tej chwili, to nie byłby ze mną, nie mógłby, zresztą i ja miałbym trudności spojrzeć w Jego zielone tęczówki, a przede wszystkim nie potrafiłbym sobie spojrzeć w oczy. Widać, że Jego.. dziewczyna jest dla Niego ważna. Widać. To boli. Boli cholernie. Przez chwilę myślałem, że nie dam rady, że zacznę krzyczeć, ale szczypałem potajemnie własne uda by ukrócić emocje płynące w skażonej krwi. Ubolewałem nad tym w jaki sposób się do siebie odnosiliśmy - jakbyśmy się nigdy nie znali, nigdy nie.. kochali. Wszystko jest moją winą, bo przecież wystarczyłoby się nie zakochiwać. Banał.
Harry był chyba zaszokowany moimi słowami. Cisza trwała jakiś czas, aczkolwiek dla mnie czas już dawno nie miał znaczenia. -Powiesz coś Hazz? Czy będziemy tak siedzieć jak debile? -próbowałem był dawnym Louisem.
-Dziękuje. -wydusił z siebie. Patrząc na Jego mimikę i w Jego błyszczące oczy nie potrafiłem rozróżnić uczucia, które Nim władało w tej chwili. Był tak szczęśliwy, szczęśliwy, bo trwa w szczęściu, które nosi damskie imię, ale z drugiej strony siedział tu skromnie, jakby coś go nurtowało, wręcz niepokoiło. Zwykle nie było dla mnie niczym szczególnie trudnym rozgryźć Harry'ego, choć od zawsze, jeżeli chodzi o głębsze uczucia był w tym dość trudny, ale nie było to dla mnie przeszkodą. W tej chwili jakby był mi obcy, Jego dusza jakby była mi obca, nieznana. Uśmiechnął się uroczo i znów usiadł spokojniej w charakterystycznej pozie dla siebie. Ja, nadal spięty opierałem się mocno łokciami o kolana, spoglądając lekko spod byka w Jego stronę, nadal trudno było mi być normalnym. -Dziękuje za to, że mnie szanujesz, za wszystko Ci dziękuje.
-Nie dziękuj mi, bo.. -nie skończyłem, bo przerwał mi szybko zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć.
-Lou, chcę żeby było jak wcześniej, tylko.. sam rozumiesz. -rozumiem - bez większych czułości.
-Wiem Harry, rozumiem, nie jestem idiotą.
-Kocham Cię Boo Bear i dziękuje. -te słowa zamiast mnie radować, raniły bardzo mocno, ale nie mogłem się im oprzeć. Nie mogłem się oprzeć Jemu, który wstał ze swojego miejsca i przypałętał się do mnie, siadając blisko, bardzo blisko, aż poczułem Jego zapach.. mój ukochany zapach. -Będzie jak dawniej, prawda?
-Nie zależy to tylko ode mnie Harry. Widzisz co się dzieje.. nie tylko z Naszą dwójką jest nie w porządku, ale z całą Naszą piątką. -niestety taka była prawda. Trochę się zgubiliśmy, zgubiliśmy Naszą wspólną drogę.
-Wiem, wiem, rozmawiałem z mamą i przede wszystkim dzięki Niej wiele zrozumiałem i muszę coś zorganizować. Musi wszystko wrócić do normy. Za bardzo się rozdrobniliśmy, a przecież jesteśmy dla siebie najważniejsi. Trzeba będzie podzwonić do chłopaków. -mówił z wielkim przejęciem w głosie patrząc mi się prosto w oczy. Trudno było wytrzymać, ale musiałem stwarzać pozory.
-Ja się tym zajmę, spokojnie, a Ty teraz marsz do.. do Ronnie.. -uśmiechnąłem się pośpiesznie by nie zabrzmieć idiotycznie. -Bo jest jeszcze w szpitalu, prawda? -zapytałem, bo pewna część mnie kazała mi to zrobić, choć nie całym sobą pragnąłem wiedzieć co u Niej. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, ale ja nadal spokojnie czekałem na jego ruch. Po chwili zastanowienia wstał.
-No dobrze, widzę, że już mam sobie iść.. i to z własnego domu. -uśmiechnął się pociesznie, choć nie na długo. -Lou..? Czy Ty tu sam mieszkasz? -on się przeraził, a mnie to kompletnie nie wzruszyło. Przyzwyczajenie działa, choć nocami.. nocami nie jest tak łatwo.
-No czasem Ty tu przyjdziesz na noc, ale masz swoją kawalerkę, a reszta tak samo.. czasem przyjdą tu, ale ostatnimi czasy w ogóle ich nie widać. Sam wiesz.. Daddy z Danielle; następne gołąbki, mianowicie Zayn z Perrie cieszą się sobą co widać w choćby internecie; Nasz Nialler to u rodziny chyba, bo dawno się nie odzywał, a dobrze wiesz, że jak jest u siebie to Nas o tym nie informuje, bo tak jest bezpieczny; no i Ty.. masz zajęcie, także wszyscy jesteśmy zajęci.
-A Ty Louis? Co z Tobą? -przysiadł znów zaniepokojony czekając na moja odpowiedź.
-A co ma być Hazz? Żyję sobie. Els czasem do mnie przychodzi. Jako przyjaciółka jest wspaniałą osobą, a tak to.. piszę trochę i czytam wiele, o właśnie, czytam. -uśmiechnąłem się znów by nie wyszło, że całkowicie się zatraciłem, choć właśnie tak było. Nie było przy mnie prawie nikogo. Eleanor również nie było. Byłem sam, ale On nie musiał o tym wiedzieć. Miał swoje problemy na głowie, choć wiedziałem, że mimo wszystko, mimo tej przepaści między nami On mnie znał i tego się bałem, bałem się, że mnie zdemaskuje.
-Eleanor? -zapytał. Zaśmiałem się żałośnie w sobie. Nie z Jego, ale z siebie na myśl, że może jest trochę zazdrosny. -To dobrze, że jest, cieszę się.
-Ja również, ale mówię Ci - idź do Ronnie, okej? Ja zajmę się Naszą zbiórką i niedługo się widzimy. -sam nie wiem dlaczego się go tak nędznie pozbywałem, ale może już przyzwyczaiłem się do samotności, bynajmniej.
-Dobrze, tym razem Cię posłucham, ale nie myśl sobie, że szybko tu nie wrócę, poza tym dziś wracam tu spać, albo i nie spać, pooglądamy filmy, co Ty na to? -widać, że starał się by było jak wcześniej, aczkolwiek oby dwoje dobrze wiemy, że tak nie będzie.
-A więc czekam Hazz. -uśmiechnąłem się. -Wiesz gdzie są drzwi. -machnął na mnie rękę i radośnie udał się ku wyjściu.
Wreszcie znów byłem sam. Osunąłem się na kanapie, ręce założyłem na piersi i oddałem się myślom.. milion myśli na sekundę.

*Harry* 
Wychodzą od Lou zacząłem drżeć. Jest. Już. Po. Wszystkim - zapewniałem sam siebie na głos. Przecież poszło dobrze, więc dlaczego nadal mam to dziwne uczucie.. jakbym mu nie wierzył. Jakbym nie wierzył sam sobie. Nie chcę o tym myśleć. Ruszyłem przed siebie kierując się do samochodu by jak najszybciej dostać się do szpitala. Jestem dużo spokojniejszy i czuję się o niebo lepiej po mojej rozmowie z Ronnie, że zrozumiała, bez najmniejszego 'ale', po prostu zrozumiała i mnie przytuliła, jakby nic się nie stało, jakby wszystko było w porządku. Czułem, że naprawdę rozumiała, i że mi ufa. Jest tak niezwykle wyrozumiała. Kocham ją bardzo, jest nieziemską istotą i nie wyobrażam sobie żyć bez Niej. Teraz jeszcze na głowie mam Nasz zespół, ale w tym też mam Jej wsparcie, dużo wsparcia z Jej strony i mojej mamy, a to dla mnie najważniejsze, do tego Louis powiedział, że wszystko załatwi, że podzwoni do chłopaków - to bardzo miłe z Jego strony. Martwię się o Niego, strasznie się zaniedbał. Nie, to ja go zaniedbałem, zdaje sobie sprawę, że jest w tym wielka moja wina i wiem, że muszę to naprawić, dla Niego i dla chwil, które kiedyś były na porządku dziennym. Tęsknie za tym. Jesteśmy jednak taką małą rodziną. Nie powinniśmy tego zaprzepaścić, nigdy. Ten dzień będzie długim dniem..

*Ronnie* 
Nie zostawił mnie, obiecał, że nigdy już nie zostawi. Nadal lekki strach targał moje nerwy, ale Harry zapewnił, a ja mu ufam. Jego uczucia.. Jego uczucia mną wstrząsnęły, bo nie wiedziałam co czuję, nie mówił mi, to wszystko działo się tak szybko. Fakt, że zdecydował się na kochanie mojej osoby było czymś niesamowitym, aczkolwiek myśli o tym co przeżywał wcześniej, że nie mógł mi o tym powiedzieć, tułał się z tym sam, nie mogły opuścić mojej głowy. Odważył mi się o tym powiedzieć, a ja to uszanowałam, nie widziałam nawet innej opcji, żadnej. Jeżeli jest tak jak zapewniał, to ja mu wierzę.
Czekałam na Niego, bo obiecał jeszcze dziś wpaść. O dziwo nie byłam zmęczona ani trochę, choć cały dzień byłam na nogach.
Po dwóch godzinach wrócił.
-Dobry.. -otworzył usta wypuszczając z siebie piękne dźwięki.
-A dobry -odpowiedziałam z chrypką w głosie.
-Wracasz dziś do domu? -zapytał i czekał zniecierpliwiony na odpowiedź.
-Widzę, że nie chcę Ci się tu już przychodzić. Rozumiem, to problem. -dawno nie widziałam, żeby się uśmiechał swoim nieskazitelnym uśmiechem, to było jak miód na moje serce.
-Otóż to, a więc kiedy wychodzisz?
-Sama nie wiem, może już jutro, może po jutrze, nie wiem, to nie zależy ściśle ode mnie, przynajmniej nie do końca. -uśmiechnęłam się łapiąc go za rękę. Nagle w Jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Skinęłam głową w odpowiedzi na Jego pytającą minę.
-Tak Liam? -wyszedł za drzwi. -P..proszę? -moje serce natychmiastowo stanęło. Po chwili, z opuszczoną głową wszedł z powrotem do sali.
-Harry? Co się stało? -podniosłam się z miejsca.
-Ja.. Boże.. -zaśmiał się gorzko. -To moja wina. Wiozą tu Louis'a.

***
przepraszam. wiem, że kolejny rozdział miał być szybciej, a ja znów zwlekałam.. tym razem prawie o miesiąc czasu, ale mam zastój, jakkolwiek to brzmi. proszę, szczerze, dowalcie mi, wiem, że spadam na psy.
(jeżeli ktoś chce być informowany o nowym rozdziale: 25639621)