Posadził mnie na pięknej sofie. Nie mogłam się napatrzeć na jego piękne mieszkanie. Szczerze mówiąc nie pomyślałam, że może być tu tak ładnie, tak jak mi się podoba. Wzrokiem krążyłam po pokoju, nie dało się nie zauważyć jego zdjęć z dzieciństwa, z jego rodziną, były strasznie urocze. Już wcześniej wiedziałam, że jest bardzo zżyty z mamą przede wszystkim, a teraz widziałam to gdzie bym nie popatrzyła. Mój zachwyt przerwał Harry, kiedy po chwili usiadł obok mnie i zaczął:
-A więc proszę bardzo: do wyboru, do koloru, co chcesz robić? -zapytał się mnie jakby dysponował całym światem.
-Ja wiem co chce robić, ale nie wiem czy również tego chcesz.. -odparłam uśmiechając się w jego stronę.
-Jeżeli się nie zapytasz to się nie dowiesz.. -choć wiedziałam, że pytania brzmiały dziwnie nie potrafiłam powstrzymać chichotu.
-Zjadłabym coś.. tak, właśnie. -teraz to on nie mógł się powstrzymać od śmiechu. -No dobrze, koniec żartów.. -podsunęłam się na sofie podciągając kolana do góry -Zaproponuj jakiś film, co Ty na to?
-Proponujeee.. -pociągnął ostatnią literę swoim lekko zachrypniętym głosem. -PAMIĘTNIK! -powiedział szybko i skierował wzrok w moją stronę.
-Chcesz mnie tu na łopatki rozłożyć, co?
-No coś Ty? Będziesz płakać? -drwiące dźwięki wydobyły się z jego ust. Odpowiedziałam na to tylko ostrym spojrzeniem, choć miałam wrażenie, że wcale go to nie ruszyło. -Będę przy Tobie. -zapewnił. Tym oto sposobem zepchnął mnie z powierzchni Ziemi. Czułam się pierwszy raz w życiu taka ważna, dzięki Niemu byłam tą najlepszą, choć nie do końca w to wierzyłam. -Ronnie?
-Tak, słucham Cię.. -tak, patrzę na Ciebie, tak, kocham Cię, tak, mówi mi..
-Po raz piąty się już pytam: na pewno Pamiętnik? -spojrzał klęcząc przy DVD.
-Tak, tak.. -uśmiechnęłam się w jego stronę, przynajmniej tak mi się wydaje, bo miałam wrażenie, że moja radość wylewa się każdą możliwą stroną.
Włączył płytę, zgasił światło i przeskakując zgrabnie kanapę przysunął się do mnie blisko, tak, że spokojnie mogłam się o Niego całkowicie oprzeć. Wtulona w jego tors oddychałam spokojnie czując jego zniewalającą perfumę. Od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby chciał sie upewnić, że tu jestem, że oddycham i żyję. I ja ukradkiem patrzyłam w jego stronę. Jego twarz była skupiona. Na prawdę oglądał ten film. Czułam jak jego dłoń gładzi moje ramię. Strumień dreszczy przeszedł po całym ciele, miałam wrażenie, że to poczuł, ale on nadal wpatrzony był w ekran. Jego usta co chwila zmieniały swoje ustawienie, przygryzał je rozkosznie, a włosy raz na jakiś czas poprawiał charakterystycznym ruchem. Tylko jego oczy nie ulegały żadnej zmianie. Ciągle były głębokie i peszyły mnie nawet jak nie patrzył. Jak na Wodnika przystało czarował wszystkich wzrokiem. Był idealny. Dla mnie idealny. Zewnętrznie i wewnętrznie. Jego dobroć i opiekuńczość, którą traktował mnie na każdym kroku i wrażliwość, którą wręcz ociekał, choć nie każdy mógł to dostrzec.. to wszystko było tak wysublimowane, takie piękne. Jego dusza była urozmaicona we wszystkie znane mi pozytywne cechy. W tej chwili nie mogłam nawet powiedzieć czego mu brakuje, ale czy w ogóle miałam takie prawo? Jego nieskazitelność raziła po oczach, czasem biłam się w pierś i zastanawiałam czy na prawdę na Niego zasługuje.
Łzy ukradkiem poleciały mi ciurkiem, dlatego też tak obawiałam się owego filmu. Nie lubiłam płakać przy publiczności, nawet przy Nim ta słabość dawała się we znaki. Czułam się okrutnie, ale tylko przez chwile. Swoją ciepłą ręką dotknął najpierw mojego policzka, następnie płynnym ruchem kciuka rozmył wszelkie ślady słonej wody.
-No i po co płaczesz, co? -rzucił troskliwym głosem.
-Sytuacja tego wymaga.. -jeszcze lekko łkając próbowałam się uśmiechnąć. Jeszcze bliżej zatopiłam się w Nim, choć nie wiem czy dało się bardziej. Pogłaskał mnie po głowie i zadał całusa w czoło. Tak, przy Nim zdecydowanie czułam się najbezpieczniej.
-Jesteś dla mnie za dobry.. -wtulałam się w Niego.
-Co Ty tam mówisz? -wiedziałam, że dobrze usłyszał co powiedziałam, ale mimo to powtórzyłam:
-Mówię, że jesteś dla mnie za dobry.. słyszysz?
-Pleciesz bzdury, jeszcze za Ciebie życia nie oddałem, choć.. -nie pozwoliłam mu dokończyć:
-Nie mów tego.. -unosząc głowę popatrzyłam na Niego kryształowym wzrokiem. Szybko zamknął mi usta pocałunkiem. Kolejnym.. i kolejnym.
-Kocham Cię, wiesz? -te słowa były przeze mnie w pełni przemyślane i całkowicie dostosowane do osoby.
-Wiesz, że ja Ciebie jeszcze bardziej. -jego twarz wręcz promieniała. Byłam pewna, że w tej chwili jest szczęśliwy. Dzięki temu również ja.
Większa powierzchnia Naszych ciał nie była od siebie oddalona nawet na centymetr. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale z moich oczu nadal leciały łzy, które po chwili kończyły w jego ustach, którymi obcałowywał po kolei moje usta, poliki, okolice oczu. Przez chwile nie myślałam o niczym, wręcz miałam zanik świadomości. To było tak piękne, że z trudem mogłam to realnie objąć.
Po chwili film nie miał większego znaczenia. Nie tylko dla mnie, ale i dla Niego. Nigdy nie czułam czegoś takiego jak w tej chwili. Miłość, która ciągnęła się za mną kilometrami, teraz jakby miała upust w pożądaniu jakim obdarzałam go w danej chwili. Byliśmy blisko. Cieleśnie blisko jak nigdy, bo dusze Nasze miałam wrażenie, że już od dawna były jednością. Jego dotyk czułam dosłownie wszędzie, ale nie opierałam się zanadto. Chciałam go czuć. Jego ręka wkraczając pod moją bluzkę lubieżnie smyrała mój brzuch, który drżał z emocji. Cała drżałam. On również zdawał się dygotać, ale ani razu nie wahał się. Każdy jego ruch wydawał się skrupulatnie przemyślany. Stanowczość w połączeniu z jego delikatnością sprawiała mi ogromną przyjemność. W niczym nie oponowałam. Oddawałam mu się całkowicie. Oderwał się ode mnie na chwilę patrząc mi prosto w oczy. Moje speszenie, które było u mnie naturalne, choć wcale go tak nie odczuwałam było widoczne:
-Na pewno tego chcesz? -zapytał, ale ja.. rzuciłam się na Niego spowrotem co odebrał jednoznacznie.
Pomogłam mu zdjąć jego bluzkę. Ciało miał nadzwyczaj gorące. Każdy jego centymetr ciała był nienaganny. Ściągnął mi koszulkę. O dziwo nie czułam się skrępowana. Moja szyja opadła w lewa stronę, milion pocałunków na sekundę. Barki, ramiona, obojczyki. Szybkim ruchem, jakby był w tym szkolony długie lata rozpiął mi stanik. Wiedziałam, że to tylko krok od jedności, ale co ja mogłam wiedzieć, ja nawet nie myślałam, poddałam się temu, a moja głowa była w większości wyłączona.
Po chwili nie dłuższej niż może siedem minut leżałam roznegliżowana czując płytki oddech ukochanego na mojej twarzy. Moje oczy przymknięte czerpały jak największą przyjemność z każdego uczucia. Jedność - piękne słowo. Ukazuje połączenie dwóch ludzi, mentalnie i fizycznie. Ciche jęki rozchylały moje wargi, które cały czas zamykane były przez namiętne usta Harrego. Spoglądając na jego piękna twarz widziałam radość i ekspresje, a gdy Nasz wzrok tak pięknie spotykał się niejednokrotnie, wyznawaliśmy sobie Nim miłość.
Spełnienie przeszło przez Nasze ciała w jednym momencie. Znów wszystko tak mocno drżało. Jego oczy po chwili uśmiechnęły się jak jeszcze nigdy, a ja lekkim ruchem odsłoniłam z jego twarzy niesforne loki. Leżał obok mnie. Atmosfera w powietrzu nadal pachniała pożądaniem, a mnie powoli ogarniał błogi spokój. Czułam, że to wszystko było jednym z etapów związku. Niczego nie żałowałam. Ba, wręcz nigdy nie czułam się chyba bardziej szczęśliwa. Patrzyliśmy na siebie jeszcze długo potem, aż moje powieki nie zaczęły robić się ciężkie, aż zapadłam w sen. Nie wiem kiedy, czy było to tuż po zaśnięciu, czy nad ranem, Harry ruszył się z łóżka do łazienki, ale odpłynęłam już za bardzo, żeby świadomie oceniać sytuacje.
Nigdy nie myślałam jak przeżyję swój pierwszy raz, ale wspominając to co zdarzyło się tej nocy uważam to za najlepszą tego definicje.
***
nie jestem specem, przepraszam.
(jestem ciekawa jak wyobrażacie sobie Ronnie)
DZIĘKUJE ZA KOLEJNY TYSIĄC WYŚWIETLEŃ!