Na następny dzień mama spytała się mnie o bardzo dziwną rzecz:
-Może zaprosisz swojego kolege na obiad do Nas? Poznamy go bliżej, przeciez nic o Nim nie wiem. -zabiła mnie tym. Przecież ja z Harrym ledwo co się znamy.. no może znamy się, ale myślę, że to zdecydowanie za wcześnie na takie spotkania, tym bardziej, że najpierw sama muszę się z Nim oswoić, a dopiero potem przedstawić go najbliższym.
-Mamo, spokojnie, to jeszcze za wcześnie, nie znam go tak dobrze przecież, w dodatku on tak nie ma czasu.. -starałm się jakoś wykręcić i zniechęcić matkę o zaproszenia chłopaka na popołudnie.
-Jeżeli mu zależy, zawsze znajdzie czas..
-Wiem, wiem, wiem, ale sama również wiesz, że nie lubię tak pędzić do przodu pod tym względem, Harry to kolega, przynajmniej póki co, na prawdę, zrozum.
-Dobrze, zaprosisz go wtedy kiedy będziesz chciała, ale nie zmarnuj okazji. -powiedziała i poszła do kuchni. 'nie zmarnuj okazji'? To był dziwne. Nie myślę o Harrym póki co głębiej, nie chce się angażować. On mimo wszystko niedługo będzie musiał pewnie wyjechać, a ja wtedy znów się załamię. Nienawidzę w sobie tej cholernej słabości i przywiązywania się do ludzi. Usłyszałam dzwonek do drzwi:
-Ja otworzę mamo! -otworzywszy drzwi zauważyłam ubranego wykwintnie, aczkolwiek na luzie sąsiada na progu mojego domu.
-Cześć.. Jesteś dziś wolna? -zapytał z nonszelandzkim uśmiechem.
-yy.. miałam ten dzień spędzić w domu z rodziną. -nie wiedziałam co powiedzieć, plątałam się w kłamstwach, przecież prawie ciągle siedzę w domu i spędzam czas sama.
-Jestem pewny, że Twoja mama pozwoli mi Cię porwać na kulturalną impreze, która się dziś odbywa, a potem jeżeli być zechciała miałbym dla Ciebie niespodziankę. -NIE CHCE MI SIĘ W TO WIERZYĆ. Nie wiem czy się zgodzić. Jestem za słaba na to by się z Nim tak mocno zakolegować, ale nie potrafiłam mu odmówić, wyglądał tak uroczo. Popatrzyłam na mame.. ona się tylko szczerze uśmiechała. Gryzły mnie myśli.
-No dobrze, w takim razie mogę pójść. Tylko powiedz mi o której i gdzie? -zapytałam, a w głowie już zaczęłam wariować: w co się ubiorę? jak pomaluje? jak się uczeszę? STOP. Przecież Ty nigdy się czymś takim nie przejmowałaś.
-Teraz! w tej chwili -powiedział i już chciał wyrwać mnie z domu za ręke, ale go powstrzymałam. Przecież ja w przeciwieństwie do ludzi, którzy tam będą wyglądałam jak w szlafroku.
-Przecież muszę się przebrać, jestem nie gotowa. -oponowałam. Po prostu nie chce wyjść na wieśniaka brzydko mówiąc.
-Wystarczy to, że jesteś. Sama bardzo dobrze wiesz, że wygląd zewnętrzny nie jest bardzo ważny, to tylko dla ludzi powierzchownych. -przekonał mnie.
-No to.. chodźmy.
-Do widzenia! Ronnie będzie w kontakcie, bo nie wiem kiedy dokładnie odwiozę ją do domu, ale spokojnie, jest bezpieczna. -tymi słowami robił ze mnie księżniczkę, a ja nigdy o to nie zabiegałam, wręcz głupio i niezręcznie czuję się w takich sytuacjach.
Auto stało już na ulicy. Co jak co, ale nigdy nie pomyślałam, że będę jechać takim samochodem. Ciągle uśmiechał się jak głupi, a ja nie wiedziałam co mówić, ale ta cisza była taka.. głośna. Otworzył mi drzwi, a ja starałam się powabnie wsiąść nie zadzierając sobie spódniczki, którą na całe szczęście akurat dziś miałam na sobie. Koła ruszyły, a on zaczął majstrować coś przy odtwarzaczu..
-Puścisz coś? -spytałam, bo uwielbiam muzykę w samochodzie.
-Tak, tak, tylko szukam czegoś specjalnie dla Ciebie, tylko problem w tym, że mam tylko.. -widziałam jedynie ich płytę.
-To włączaj, pod warunkiem, że nie będziesz śpiewał. -zaczęliśmy się śmiać. More Than This.. moja ulubiona i jedyna ich piosenka, którą lubię. Zaczęłam nucić.
-Śpiewaj! -ton głosu, którym to powiedział zrobił ze mnie galarete.
-Nigdy! Wystarczy, że rodzine w domu tym katuje. -po jego minie widać, że nie wierzył moim słowom. Musiałam zminić temat.
-Powiesz mi gdzie teraz jedziemy? Bo to chyba jeszcze nie jest niespodzianka, na którą mam wyrazić zgodę?
-Na imprezę. -powiedział stanowczo wraz z uśmiechem.
-Ale może powiesz mi na jaką? Chce wiedzieć gdzie jadę! -wręcz krzyknęłam. On tylko się coraz bardziej uśmiechał. Wiedziałam, że nie wygram.
-Powiedz mi chociaż czy będzie tam dużo ludzi? -nienawidzę dużej ilości ludności, bałam się, że będę zmuszona cały ten czas szczerzyć się sztucznie i poznawać człowieka za człowiekiem.
-Być może. -odparł tak obojętnie, że nie wiedziałam co to może oznaczać.
-Jesteś uparty! -ciągle patrząc na Niego on tylko stopniowo coraz bardziej podnosił kąciki swoich ust ku górze.
-Dojeżdżamy! -powiedział, powoli parkując.
Powiedziałabym wręcz, że byliśmy w czarnej du*ie. Dookoła było pusto, zero człowieka i wszędzie było zielono. Z tego wszystkiego nawet nie zdałam sobie sprawy jak szybko wyjechaliśmy poza miastowy gwar. Wyszedł z auta, prędko podbiegł by mi otworzyć i powiedział, żebym chwile poczekała, a on wyjmie coś z bagażnika. Posłuchałam go. Wyjął stamtąd wielki kosz, na którym był przewieszony gruby koc. Nie wierzyłam.. Czy on zabrał mnie na piknik?
-A więc ruszamy! -zaczął iść przed siebie po drodze uraczyć mnie krokiem, końcowo wlókł mnie za sobą.
-Zabrałeś mnie na piknik? -z niedowierzaniem na twarzy, ale z fascynacją zapytałam się go niewyraźnie.
-A co? Myślisz, że tacy jak ja nie lubię imprez w plenerze?
-Ładnie to nazwałeś 'impreza'. I wiesz, że tak nie uważam. Cieszę się, że mnie właśnie tu zabrałeś, jest tak pięknie i rześko. -czułam się fantastycznie. Bez przekonania podążałam za Nim, ale już zaczynałam zdawać sobie sprawę, że ten chłopak nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
-Zapewne myślałaś, że zabiorę Cię na jakąś wielką imprezę, gdzie będą wielcy ludzie i pewnie czułaś się przez to nieswojo, czyż nie? -jak chłopak może się tyle domyślać..
-Nie wiedziałam gdzie mnie zabierzesz, ale na pewno nie spodziwałam się tego, ale nie powiem.. miłe zaskoczenie.
Znaleźliśmy się na małej polance w środku gęstego lasu. Ludzi jak nie było tak nie ma. Czytając wszystkie części sagi 'Zmierzch' uśmiechnęłam się pod nosem, bo scena bardzo mi się skojarzyła. Zaczął rozkładać koc..
-Pomogę Ci przecież, nie jestem tutaj by o mnie dbano, tylko jestem współuczestnikiem, też chce mieć satysfakcje z brania udziału w pikniku. -stanowczo powiedziałam, po czym zakasałam rękawy jak ogrodnik. Zaczęliśmy razem układać koc, a potem jedzenie. Tyle pyszności, owoce nie owoce, słodyczy nie słodycze.. zapowiadała się wielka uczta i.. długa rozmowa, a więc ja znów postanowiłam spytać..
-Co ma być tą niespodzianką, gdzie zamierzasz mnie porwać po tym pikniku?
-Jeszcze nie wiadomo czy do tego dojdzie, przecież musisz się zgodzić.
-Załóżmy, że się zgodziłam, więc..? -uwielbiam takie rozmowy!
-Gdzieś, gdzie jeszcze nie byłaś, a wiem, że chciałabyś być.. -aww, czy on chce mnie do końca rozpieścić, aczkolwiek znów nie wiem co kombinuje, wiele jest miejsc, które chciałabym zwiedzić, ale nie było ku temu okazji. London Eye - miło by było wreszcie to wszystko zobaczyć, ale nie liczę na to, przecież to szczyt moich marzeń.. nie powinnam się rozpędzać z myślami.
Zaczęliśmy znów rozmawiać. Zaczął opowiadac mi o swoim dzieciństwie, o swojej sytuacji rodzinnej i o swojej mamie, którą zdecydowanie kocha najbardziej na świecie. Mówił o faktach, płynnie i tak tajemniczo, co skusiło mnie do spytania o jego uczucia.
-Jak to jest z twoimi uczuciami. Zapewne widziałaś wiele pięknych dziewczyn podczas koncertów, podczas spotkań z fanami, możesz mieć każdą, a nie masz. -bojąc się odpowiedzi zaczęłam jeść truskawki.
-Prawda jest taka, że mimo, że jak powiedziałaś mogę mieć każdą dziewczynę to nie na tym mi zależy. Już wspominałem jak te wszystkie dziewczyny są brzydko mówiąc łatwe, możesz uwierzyć mi na słowo. Coś takiego nie miałoby sensu.. dziewczynę trzeba starannie zdobywać, nie można jej mieć od niechcenia. -rozumiałam co mówił, wypierałam siebie z własnych myśli.
-To takie mądre co mówisz.. gdyby tak każdy chłopak myślał, miał taki obiektywny wgląd na sprawę, świat byłby o wiele milszy. -powiedziałam to, a on spojrzał na mnie srogo z lekkim grymasem uśmiechu. Tak, zrozumiałam. -No dobrze.. wina dziewczyn też jest olbrzymia, ale ja staram się zachować przynamniej pozory bycia normalnym i nie zniszczonym.
-Całkiem ładnie Ci to wychodzi, powiedziałbym, że profesjonalnie. -zarumieniłam się! On spojrzał i tak pięknie otulił mnie wzrokiem. Poczułam gorąc w sercu.. wiedziałam, że muszę zapytać:
-Powiesz mi na ile jesteś w Londynie? -myśl o odpowiedzi wzbudzała we mnie odruch wymiotny.
-Dlaczego chcesz to wszystko psuć? -w lekko zdenerwowanym głowie usłyszałam smutek.
-Nie rozumiesz, że przeraźliwie szybko przyzwyczajam się do ludzi i nie potrafię się od nich oduzależnić. Nie chce być porzucona, nie tym razem. -w tym zdaniu wręcz błagałam by nie jechał nigdzie, choć nawet nie wiedziałam kiedy to wszystko się skończy. Nagle zdałam sobie sprawę, że moje obawy o to, że się przyzwyczaję, że stanie się On dla mnie za bardzo ważny zostały skreślone. To wszystko już było, ja tylko starałam wyrzucić to w myśli. Teraz obawą było utracenie jego osoby.
-Póki co nigdzie się nie ruszam -zapewniał mnie. -Nie wiem ile mam czasu, ale nie chce by to się skończyło. -Zamilkliśmy. Zrozumiałam, że źle zrobiłam, nie powinnam pytać, powinnam cieszyć się tu i teraz.
-Ale jeżeli dla Ciebie będzie to lepsze.. -zaczął kontynuować, ale nie pozwoliłam na to.
-Przestań.. Nie chce tego skończyć, po prostu się boję.. -z wielkim trudem, ale wreszcie to powiedziałam.. -Nie chce Ci tak szybko stracić. -podsunął się do mnie i silnie zamknął mnie w swoich ramionach. Poczułam się bezpiecznie.
Zakochanie. Czy to silne uczucie wreszcie emanuję także we mnie? Za wiele razy zaufałam ludziom, dlatego myślałam, że trudno będzie mi się do Niego przekonać, natomiast było kompletnie inaczej. Działa na mnie tak silnie, aż sama się sobie dziwiłam.
-Nawet jeżeli wyjadę z miasta to na pewno nie wyjadę od Ciebie.. to dwie różne sytuacje. Nie chce Cię opuścić, ani teraz, ani kiedyś, ale sama rozumiesz.. -mówił tak czystko, jakby to wszystko miało być takie łatwe do przeżycia. Starałam się opanować emocje, chciałam żyć tym co jest. Zaczęliśmy zmieniać temat. Teraz to ja zaczęłam opowiadać o swoim życiu, o tym jak byłam mała i o moich sytuacjach rodzinnych. Słuchaliśmy siebie wzajemnie. Dawno nie spotkałam takiej osoby, która tak silnie starała się zrozumieć uczucia drugiej osoby. Starałam się również silnie oddawać się jemu, słuchać i starać rozumieć.
Zrobiło się chłodniej. Leżeliśmy na plecach spoglądając w niebo, które było takie otwarte, stawało się coraz bardziej niebieskie niż błękitne i sprawiało przyjemny klimat. Szturchnęłam go w ramie i powiedziałam, żebyśmy się zbierali. Zakończyliśmy swoją rozmowę i zaczęliśmy się pakować. Wsiadając do samochodu popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam znacząco głową.
Jechaliśmy w rytmie What makes you beautiful... zaczął po nosem nucić, a więc i ja zaczęłam mu wtórować, aż w końcu zaczęliśmy razem śpiewać.
-'Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautiful!
Kno-o-ow
You don't know, You're beautiful
Kno-o-ow' -tę kwestię wyśpiewał sam. Piosenka się skończyła, zerknął na mnie, a ja speszona uśmiechnęłam się i zaczęłam podziwiać krajobrazy za oknem. Skojarzyłam, że zbliżamy się do miejsca mojego ukochanego.
-London Eye.. - wyszeptałam.
-Otóż to! Czyż nie trafiłam w dziesiątkę? -dumny ze swojego wyboru zaczął się chichrać.
Zaparkowaliśmy. Przyjaznym wzrokiem spjrzał i poszliśmy przed siebie. Byłam tak szczęśliwa, że za pare chwili spełni się moje marzenie, że to On spełni moje marzenie. Byłam w siódmym niebie. Słońce żegnało dzień, ostatnie rozproszone promyki odbijały się od okien.
Byliśmy już nad ziemią. Byłam uradowana, On wraz ze mną. Kiedy byliśmy wręcz na samym szczycie, podsunęłam się do Niego i powiedziałam..
-Dziękuje, dziękuje, że to właśnie Ty jesteś realizatorem mojego marzenia. -moje oczy były szklane, widziałam to w jego kryształowym spojrzeniu. Złapał mnie za talię i przybliżył do siebie, byłam gotowa..
***
Zapraszam ponownie za tydzień, czekam na opinię! :)