...


Zachęcam do napisania: 25639621.

niedziela, 27 maja 2012

Rozdział 2


Na następny dzień mama spytała się mnie o bardzo dziwną rzecz:
-Może zaprosisz swojego kolege na obiad do Nas? Poznamy go bliżej, przeciez nic o Nim nie wiem. -zabiła mnie tym. Przecież ja z Harrym ledwo co się znamy.. no może znamy się, ale myślę, że to zdecydowanie za wcześnie na takie spotkania, tym bardziej, że najpierw sama muszę się z Nim oswoić, a dopiero potem przedstawić go najbliższym.
-Mamo, spokojnie, to jeszcze za wcześnie, nie znam go tak dobrze przecież, w dodatku on tak nie ma czasu.. -starałm się jakoś wykręcić  i zniechęcić matkę o zaproszenia chłopaka na popołudnie.
-Jeżeli mu zależy, zawsze znajdzie czas..
-Wiem, wiem, wiem, ale sama również wiesz, że nie lubię tak pędzić do przodu pod tym względem, Harry to kolega, przynajmniej póki co, na prawdę, zrozum.
-Dobrze, zaprosisz go wtedy kiedy będziesz chciała, ale nie zmarnuj okazji. -powiedziała i poszła do kuchni. 'nie zmarnuj okazji'? To był dziwne. Nie myślę o Harrym póki co głębiej, nie chce się angażować. On mimo wszystko niedługo będzie musiał pewnie wyjechać, a ja wtedy znów się załamię. Nienawidzę w sobie tej cholernej słabości i przywiązywania się do ludzi. Usłyszałam dzwonek do drzwi:
-Ja otworzę mamo! -otworzywszy drzwi zauważyłam ubranego wykwintnie, aczkolwiek na luzie sąsiada na progu mojego domu.
-Cześć.. Jesteś dziś wolna? -zapytał z nonszelandzkim uśmiechem.
-yy.. miałam ten dzień spędzić w domu z rodziną. -nie wiedziałam co powiedzieć, plątałam się w kłamstwach, przecież prawie ciągle siedzę w domu i spędzam czas sama.
-Jestem pewny, że Twoja mama pozwoli mi Cię porwać na kulturalną impreze, która się dziś odbywa, a potem jeżeli być zechciała miałbym dla Ciebie niespodziankę. -NIE CHCE MI SIĘ W TO WIERZYĆ. Nie wiem czy się zgodzić. Jestem za słaba na to by się z Nim tak mocno zakolegować, ale nie potrafiłam mu odmówić, wyglądał tak uroczo. Popatrzyłam na mame.. ona się tylko szczerze uśmiechała. Gryzły mnie myśli.
-No dobrze, w takim razie mogę pójść. Tylko powiedz mi o której i gdzie? -zapytałam, a w głowie już zaczęłam wariować: w co się ubiorę? jak pomaluje? jak się uczeszę? STOP. Przecież Ty nigdy się czymś takim nie przejmowałaś.
-Teraz! w tej chwili -powiedział i już chciał wyrwać mnie z domu za ręke, ale go powstrzymałam. Przecież ja w przeciwieństwie do ludzi, którzy tam będą wyglądałam jak w szlafroku.
-Przecież muszę się przebrać, jestem nie gotowa. -oponowałam. Po prostu nie chce wyjść na wieśniaka brzydko mówiąc.
-Wystarczy to, że jesteś. Sama bardzo dobrze wiesz, że wygląd zewnętrzny nie jest bardzo ważny, to tylko dla ludzi powierzchownych. -przekonał mnie.
-No to.. chodźmy.
-Do widzenia! Ronnie będzie w kontakcie, bo nie wiem kiedy dokładnie odwiozę ją do domu, ale spokojnie, jest bezpieczna. -tymi słowami robił ze mnie księżniczkę, a ja nigdy o to nie zabiegałam, wręcz głupio i niezręcznie czuję się w takich sytuacjach.
Auto stało już na ulicy. Co jak co, ale nigdy nie pomyślałam, że będę jechać takim samochodem. Ciągle uśmiechał się jak głupi, a ja nie wiedziałam co mówić, ale ta cisza była taka.. głośna. Otworzył mi drzwi, a ja starałam się powabnie wsiąść nie zadzierając sobie spódniczki, którą na całe szczęście akurat dziś miałam na sobie. Koła ruszyły, a on zaczął majstrować coś przy odtwarzaczu..
-Puścisz coś? -spytałam, bo uwielbiam muzykę w samochodzie.
-Tak, tak, tylko szukam czegoś specjalnie dla Ciebie, tylko problem w tym, że mam tylko.. -widziałam jedynie ich płytę.
-To włączaj, pod warunkiem, że nie będziesz śpiewał. -zaczęliśmy się śmiać. More Than This.. moja ulubiona i jedyna ich piosenka, którą lubię. Zaczęłam nucić.
-Śpiewaj! -ton głosu, którym to powiedział zrobił ze mnie galarete.
-Nigdy! Wystarczy, że rodzine w domu tym katuje. -po jego minie widać, że nie wierzył moim słowom. Musiałam zminić temat.
-Powiesz mi gdzie teraz jedziemy? Bo to chyba jeszcze nie jest niespodzianka, na którą mam wyrazić zgodę?
-Na imprezę. -powiedział stanowczo wraz z uśmiechem.
-Ale może powiesz mi na jaką? Chce wiedzieć gdzie jadę! -wręcz krzyknęłam. On tylko się coraz bardziej uśmiechał. Wiedziałam, że nie wygram.
-Powiedz mi chociaż czy będzie tam dużo ludzi? -nienawidzę dużej ilości ludności, bałam się, że będę zmuszona cały ten czas szczerzyć się sztucznie i poznawać człowieka za człowiekiem.
-Być może. -odparł tak obojętnie, że nie wiedziałam co to może oznaczać.
-Jesteś uparty! -ciągle patrząc na Niego on tylko stopniowo coraz bardziej podnosił kąciki swoich ust ku górze.
-Dojeżdżamy! -powiedział, powoli parkując.
Powiedziałabym wręcz, że byliśmy w czarnej du*ie. Dookoła było pusto, zero człowieka i wszędzie było zielono. Z tego wszystkiego nawet nie zdałam sobie sprawy jak szybko wyjechaliśmy poza miastowy gwar. Wyszedł z auta, prędko podbiegł by mi otworzyć i powiedział, żebym chwile poczekała, a on wyjmie coś z bagażnika. Posłuchałam go. Wyjął stamtąd wielki kosz, na którym był przewieszony gruby koc. Nie wierzyłam.. Czy on zabrał mnie na piknik?
-A więc ruszamy! -zaczął iść przed siebie po drodze uraczyć mnie krokiem, końcowo wlókł mnie za sobą.
-Zabrałeś mnie na piknik? -z niedowierzaniem na twarzy, ale z fascynacją zapytałam się go niewyraźnie.
-A co? Myślisz, że tacy jak ja nie lubię imprez w plenerze?
-Ładnie to nazwałeś 'impreza'. I wiesz, że tak nie uważam. Cieszę się, że mnie właśnie tu zabrałeś, jest tak pięknie i rześko. -czułam się fantastycznie. Bez przekonania podążałam za Nim, ale już zaczynałam zdawać sobie sprawę, że ten chłopak nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
-Zapewne myślałaś, że zabiorę Cię na jakąś wielką imprezę, gdzie będą wielcy ludzie i pewnie czułaś się przez to nieswojo, czyż nie? -jak chłopak może się tyle domyślać..
-Nie wiedziałam gdzie mnie zabierzesz, ale na pewno nie spodziwałam się tego, ale nie powiem.. miłe zaskoczenie.
Znaleźliśmy się na małej polance w środku gęstego lasu. Ludzi jak nie było tak nie ma. Czytając wszystkie części sagi 'Zmierzch' uśmiechnęłam się pod nosem, bo scena bardzo mi się skojarzyła. Zaczął rozkładać koc..
-Pomogę Ci przecież, nie jestem tutaj by o mnie dbano, tylko jestem współuczestnikiem, też chce mieć satysfakcje z brania udziału w pikniku. -stanowczo powiedziałam, po czym zakasałam rękawy jak ogrodnik. Zaczęliśmy razem układać koc, a potem jedzenie. Tyle pyszności, owoce nie owoce, słodyczy nie słodycze.. zapowiadała się wielka uczta i.. długa rozmowa, a więc ja znów postanowiłam spytać..
-Co ma być tą niespodzianką, gdzie zamierzasz mnie porwać po tym pikniku?
-Jeszcze nie wiadomo czy do tego dojdzie, przecież musisz się zgodzić.
-Załóżmy, że się zgodziłam, więc..? -uwielbiam takie rozmowy!
-Gdzieś, gdzie jeszcze nie byłaś, a wiem, że chciałabyś być.. -aww, czy on chce mnie do końca rozpieścić, aczkolwiek znów nie wiem co kombinuje, wiele jest miejsc, które chciałabym zwiedzić, ale nie było ku temu okazji. London Eye - miło by było wreszcie to wszystko zobaczyć, ale nie liczę na to, przecież to szczyt moich marzeń.. nie powinnam się rozpędzać z myślami.
     Zaczęliśmy znów rozmawiać. Zaczął opowiadac mi o swoim dzieciństwie, o swojej sytuacji rodzinnej i o swojej mamie, którą zdecydowanie kocha najbardziej na świecie. Mówił o faktach, płynnie i tak tajemniczo, co skusiło mnie do spytania o jego uczucia.
-Jak to jest z twoimi uczuciami. Zapewne widziałaś wiele pięknych dziewczyn podczas koncertów, podczas spotkań z fanami, możesz mieć każdą, a nie masz. -bojąc się odpowiedzi zaczęłam jeść truskawki.
-Prawda jest taka, że mimo, że jak powiedziałaś mogę mieć każdą dziewczynę to nie na tym mi zależy. Już wspominałem jak te wszystkie dziewczyny są brzydko mówiąc łatwe, możesz uwierzyć mi na słowo. Coś takiego nie miałoby sensu.. dziewczynę trzeba starannie zdobywać, nie można jej mieć od niechcenia. -rozumiałam co mówił, wypierałam siebie z własnych myśli.
-To takie mądre co mówisz.. gdyby tak każdy chłopak myślał, miał taki obiektywny wgląd na sprawę, świat byłby o wiele milszy. -powiedziałam to, a on spojrzał na mnie srogo z lekkim grymasem uśmiechu. Tak, zrozumiałam. -No dobrze.. wina dziewczyn też jest olbrzymia, ale ja staram się zachować przynamniej pozory bycia normalnym i nie zniszczonym.
-Całkiem ładnie Ci to wychodzi, powiedziałbym, że profesjonalnie. -zarumieniłam się! On spojrzał i tak pięknie otulił mnie wzrokiem. Poczułam gorąc w sercu.. wiedziałam, że muszę zapytać:
-Powiesz mi na ile jesteś w Londynie? -myśl o odpowiedzi wzbudzała we mnie odruch wymiotny.
-Dlaczego chcesz to wszystko psuć? -w lekko zdenerwowanym głowie usłyszałam smutek.
-Nie rozumiesz, że przeraźliwie szybko przyzwyczajam się do ludzi i nie potrafię się od nich oduzależnić. Nie chce być porzucona, nie tym razem. -w tym zdaniu wręcz błagałam by nie jechał nigdzie, choć nawet nie wiedziałam kiedy to wszystko się skończy. Nagle zdałam sobie sprawę, że moje obawy o to, że się przyzwyczaję, że stanie się On dla mnie za bardzo ważny zostały skreślone. To wszystko już było, ja tylko starałam wyrzucić to w myśli. Teraz obawą było utracenie jego osoby.
-Póki co nigdzie się nie ruszam -zapewniał mnie. -Nie wiem ile mam czasu, ale nie chce by to się skończyło. -Zamilkliśmy. Zrozumiałam, że źle zrobiłam, nie powinnam pytać, powinnam cieszyć się tu i teraz.
-Ale jeżeli dla Ciebie będzie to lepsze.. -zaczął kontynuować, ale nie pozwoliłam na to.
-Przestań.. Nie chce tego skończyć, po prostu się boję.. -z wielkim trudem, ale wreszcie to powiedziałam.. -Nie chce Ci tak szybko stracić. -podsunął się do mnie i silnie zamknął mnie w swoich ramionach. Poczułam się bezpiecznie.
Zakochanie. Czy to silne uczucie wreszcie emanuję także we mnie? Za wiele razy zaufałam ludziom, dlatego myślałam, że trudno będzie mi się do Niego przekonać, natomiast było kompletnie inaczej. Działa na mnie tak silnie, aż sama się sobie dziwiłam.
-Nawet jeżeli wyjadę z miasta to na pewno nie wyjadę od Ciebie.. to dwie różne sytuacje. Nie chce Cię opuścić, ani teraz, ani kiedyś, ale sama rozumiesz.. -mówił tak czystko, jakby to wszystko miało być takie łatwe do przeżycia. Starałam się opanować emocje, chciałam żyć tym co jest. Zaczęliśmy zmieniać temat. Teraz to ja zaczęłam opowiadać o swoim życiu, o tym jak byłam mała i o moich sytuacjach rodzinnych. Słuchaliśmy siebie wzajemnie. Dawno nie spotkałam takiej osoby, która tak silnie starała się zrozumieć uczucia drugiej osoby. Starałam się również silnie oddawać się jemu, słuchać i starać rozumieć.
Zrobiło się chłodniej. Leżeliśmy na plecach spoglądając w niebo, które było takie otwarte, stawało się coraz bardziej niebieskie niż błękitne i sprawiało przyjemny klimat. Szturchnęłam go w ramie i powiedziałam, żebyśmy się zbierali. Zakończyliśmy swoją rozmowę i zaczęliśmy się pakować. Wsiadając do samochodu popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam znacząco głową.
Jechaliśmy w rytmie What makes you beautiful... zaczął po nosem nucić, a więc i ja zaczęłam mu wtórować, aż w końcu zaczęliśmy razem śpiewać.
-'Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautiful!
Kno-o-ow
You don't know, You're beautiful
Kno-o-ow' -tę kwestię wyśpiewał sam. Piosenka się skończyła, zerknął na mnie, a ja speszona uśmiechnęłam się i zaczęłam podziwiać krajobrazy za oknem. Skojarzyłam, że zbliżamy się do miejsca mojego ukochanego.
-London Eye.. - wyszeptałam.
-Otóż to! Czyż nie trafiłam w dziesiątkę? -dumny ze swojego wyboru zaczął się chichrać.
Zaparkowaliśmy. Przyjaznym wzrokiem spjrzał i poszliśmy przed siebie. Byłam tak szczęśliwa, że za pare chwili spełni się moje marzenie, że to On spełni moje marzenie. Byłam w siódmym niebie. Słońce żegnało dzień, ostatnie rozproszone promyki odbijały się od okien.
Byliśmy już nad ziemią. Byłam uradowana, On wraz ze mną. Kiedy byliśmy wręcz na samym szczycie, podsunęłam się do Niego i powiedziałam..
-Dziękuje, dziękuje, że to właśnie Ty jesteś realizatorem mojego marzenia. -moje oczy były szklane, widziałam to w jego kryształowym spojrzeniu. Złapał mnie za talię i przybliżył do siebie, byłam gotowa..

***
Zapraszam ponownie za tydzień, czekam na opinię! :)

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 1


     Myśli krązyły w mojej głowie jednak niespokojnie. Mimo wszystko trudno wyrzucić z głowy taką sytuacje, taką niewiadomą jak i również niezręczną.
Będąc w domu samej szlag trafiał mnie jeszcze dogłębniej, gdy słyszałam te dzikie piski zza okna. Jednynym wyjściem z sytuacji jest poproszenie matki by wyciszyć mi pokój, jest on na tyle duży, że nie będzie dużej różnicy, a ja będę miała wreszcie święty spokój. słuchawki w uszy, książka na kolana - szczeście było prawie maksymalne, błogo, ciepło, bo jak inaczej mogło byś w moim nowo zakupionym łóżku, aż chciało się spać dla samej zasady.
-obudź się.. wstajemy. -usłyszałam głos. nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam, a muzyka nadal leciała w słuchawkach, które leżało obok, spokojnie przeciągając się przewróciłam się na drugi bok skąd dochodził głos budzącej mnie osoby.
-aaaaaaaaaaaa! -zaczęłam krzyczeć.
-Ciiiicho, błagam Cię, nie krzycz, to ja, tylko ja.
-Odejdź, jak Ty..? Jakim prawem włamałeś mi się do domu? -zbulwersowana żucałam ostre słowa do.. Harrego, który jakimś cudem znalazł się u mnie w pokoju.
-Nie mieszkam tu od tygodnia i uwierz, że nie pierwszy raz to robię, ale przepraszam, jeżeli Cię przestraszyłam. -to co mówił było karygodne.
-Nikt Cię tu nie zapraszał to po pierwsze, po drugie: jak? -zeszłam z łóżka, aczkolwiek oddalając się od Niego ze zdenerwowania.
-Twoje okno na pierwszym piętrze było uchylone, przepraszam, ale strasznie mnie kusiło, poza tym.. sama widzisz jaka jest sytuacja przed moim domem, musiałem się jakoś stamtąd wyrwać. -tłumaczył.
-aaaa i dlatego musiałeś się włamać właśnie do mnie?
-Nie musisz być dla mnie taka sroga. Traktujesz mnie z wielkim dystansem, jakbym od początku był skreślony. -poniekąd miał racje.
-No ja przepraszać nie będę za to, że z tupetem wszedłeś przez okno do mojego mieszkania. -moja irytacja nie znała granic.
-Dlatego to ja przepraszam, powinienem zapukać, ale to była sytuacja awaryjna, więcej się ona nie powtórzy, obiecuje. -chyba na prawdę nie zdawał sobie sprawy, że przez ułamki sekund przez zaskoczenie nogą byłam już na innym świecie.
-Nie obchodzą mnie Twoje przeprosiny, po prostu taka rada na przyszłość: nie włamuj się ludziom do domu, to mimo wszystko źle o Tobie świadczy. -emocje opadały, ale nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Co mogę zrobić, żebyś się na mnie nie gniewała? -nie powiedział nawet ostatniej litery..
-Wyjdź, po prostu wyjdź, chyba wiesz gdzie są drzwi, albo.. masz okno. -wrednie odparłam. Skierował się ku wyjściu, a mi nie wiedząc dlaczego nagle zrobiło mi się go żal. Zrobił co zrobił, ale był dość skruszony. -Czekaj! -krzyknęłam, nie przemyślając tego. Usłyszałam jak stanął na schodach, po czym zaczął się wracać. Ja również zaczęłam iść w jego kierunku. -Nie chciałam być wredna, ale zrozum mnie, trudno, żebym się nie zbulwersowała.
-Wiem, dlatego też wychodzę.. -wskazał na drzwi. -Jeszcze raz przepraszam.
-Powiedz mi jedno: po co przyszedłeś? Chyba nie tylko po to by wytrącić mnie z równowagi?
-ee.. chciałem chyba tylko porozmawiać, tak po prostu, tylko glupio wyszło. Zrozum, że jeżeli wyszedłbym ze swojego domu nigdy bym tu nie dotarł, albo w drugim wypadku dotarł cały i zdrowy, aczkolwiek Ty miałabyś jeszcze głośniejsze pod domem Zoo. -nutka humoru za bardzo mnie nie pociągnęła, nadal myślałam tylko o tym, aby jak najszybciej poprosić mamę o załatwienie sprawy z pokojem.
-Powiedzmy, że rozumiem.
-Chce Cię poznać.. -ni z tąd ni zowąd wypowiedział te słowa. Był speszony, nie mówiąc o moim zszokowaniu.
-mm, nie spodziewałam się takiej nieśmiałości jaką wyczuwam w tej chwili. -szyderczo, aczkolwiek nie wrednie skomentowałam jego słowa, choć.. -Przepraszam, być może to głupio zabrzmiało. Miło mi, że chcesz mnie poznać, wolałabym jednak żebyśmy to zrobili w bardzie cywilizowany sposób niż stanie na schodach po przemiłej interwencji. -uśmiechnęłam się i zaproponowałam wejść spowrotem do mojego pokoju. Z chęcią poszedł ze mną..
Stanął przede mną patrząc się mi prosto w oczy, wręcz przeszył mnie swoim wzrokiem i staliśmy tak chwilę czasu..
-Jestem Harry, mam 18lat i jestem Twoim bliskim sąsiadem. -wyciągnął dłoń.
-Jestem Ronnie, mam 16 lat, a z tą bliskością sąsiedzką to ja bym jeszcze się wstrzymała. -przemiło się uśmiechnęłam. Czułam, że nie jest tak zniszczony za jakiego go jednak postrzegałam, widzę, że nie powinnam była go oceniać zanim nie poznałam go do końca, ale sytuacje również nie sprzyjały temu wielce. Trzymał mocno moją dłoń, a ja coraz to bardziej się stresowałam, bo sytuacja po raz kolejny nie była jedną z normalniejszych.
-Wiem.. wiem, że jesteś Ronnie. -powiedział puszczając delikatnie mą dłoń wpatrując się we mnie jak w obraz. Poczułam się nieswojo, pierwszy raz byłam na granicy z tym jak go postrzegać.. Nie mam pojęcia skąd wiedział jak się nazywam skoro go o tym wcześniej nie informowałam. Czułam, że wie o mnie więcej niż mogę nawet przypuszczać. Miałam wrażenie, że zaczynałam go lubić, choć sama nie wiem jak to uczucie mogłam nazwać. Mimo wszystko cieszyłam się z nagłego obrotu sytuacji, bo wyglądałao, że wreszcie wszystko się stabilizuje.
-Słyszysz mnie? -zapytał. Chyba musiałam poddać się za nad to myślom.
-Oczywiście..
-Opowiedz mi o sobie. -zapomniałam, że to pytanie prędzej czy później będe musiała usłyszeć, a jest to pytanie jedno z najgorszych dla mnie, ponieważ opowiadanie o sobie jest chyba dla mnie najgorsza karą.
-Wiesz.. bardzo nie lubię o sobie mówić, uważam, że to chyba nie moja rola opowiwiadać jaka jestem, jestem zdania, że ludzi poznaje się z biegiem czasu, poznasz mnie wraz z czasem. -próbowałam wyplątać się z sytuacji. -Może Ty opowiesz mi o sobie?
-Problem w tym, że ja też nie lubię, a już na pewno nie potrafię. Teraz kiedy moje życie uległo zmianie diametralnie, nie umiem opowiedzieć o sobie.
-Oddziel życie prywatne, od tego czym się zajmujesz. Opowiedz mi o Tobie od środka. Nie chce znać 'Harrego z One Direction', gdybym tego własnie chciała poczytała pierwsza lepszą gazetę. Nie kreuj się, mów po prostu.
Nie wiem kiedy minęły kolejne kwadranse.. opowiadał to w taki sposób, że trudno było choćby mrugnąć, nie było to egoistyczne opowiadanie o sobie, było to obiektywne patrzenie na swoja osobę, ja mogłam się tylko wsłuchiwać i wyciągać wnioski, które na prawdę nie były niezadowalające.
-Nadal jestem zwykłym chłopakiem, który kilka lat temu bawił się z innymi na ulicach, którymi sama się dziś przechadzasz, nadal przecież mam wnętrze, mam dusze, mam uczucia i wydaje mi się, że zostałem wychowany na porządnego człowieka, mam nadzieję. Uwierz, że mi też leży na sercu wiele rzeczy, na przykład to, jak wszyscy lubią mnie za to, że jestem znany i bogaty.. to takie puste.
-Wiesz, że ja Ciebie tak nie postrzegam.
-Dlatego też jesteś dla mnie jak jedna z milionów gwiazd na niebie, ale tą jedyna, ta największą. -romantyk się w nim odezwał. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, to było takie czyste, takie niewinne, tym bardziej dla mnie, kiedy takie słowa mnie paraliżują, zresztą pierwszy raz słyszę tego typu słowa w moją stronę. Nigdy nie miałam takiego kontaktu z chłopakiem, miałam chłopaków-przyjaciół, ale to było co innego. Czuję, że to co wiąże mnie z Harrym, mimo, że nie jest to żadne silne uczucie jest czymś co daje mi do myślenia, ale obiecałam sobie, że tym razem nie będe patrzyła w przyszłość i zamartwiała się co będzie.. muszę żyć tu i teraz.
-Twoje słowa są bardzo miłe.. na prawdę bardzo się cieszę, że mogę z Tobą tu rozmawiać, ale tak bez owijania w bawełnę, bez żadnych fałszerstw. -ciągnęłam z nadzieją, że on nie powtórzy już swojego pytania.
-Ale teraz Ty.. ja zaufałem Ci, wiesz o mnie na prawdę większość rzeczy, choć również było mi trudno, a więc zaufaj mi i Ty. Mów, ja będę Cię słuchał. -zapewniał mnie i domagał się tego całym sercem, ale moje gardło wręcz odmawiało posłuszeństwa.
Początkowo zaczęłam mówić o błahostkach, po czym skończyło się na prawdę na wyznawaniu najgłębszych wrażliwości. Od początku bałam się mówić, ale widać było, że był zafascynowany. Miałam wrażenie, że on pragnie oderwać się czasem od takiego pośpiechu, móc kogoś poznać, ale tak na prawdę i nie zwracać na nic uwagi. Nie obejrzałam się było już dobrze po 15:00, rozmawialiśmy już z przynajmniej 3 godziny jak nie więcej. Nie mam pojęcia kiedy to wszystko minęło, a ja nadal ciągnęłam.
-Mam w naturze, że nie potrafię kogoś nienawidzić, często stawiam dystans, ale nie mogłabym być dla drugiego człowieka nie dobra, może to wynika z moich błędów z przeszłości, ale myślę, że człowiek uczy się na błędach i w źle tkwią tylko głupcy. Wiesz już, że nie jestem największym wesołkiem, ale gdy mam osobę obok siebie, która jest dla mnie mnóstwem mogę z Nią obejść cały świat, jestem zdolna do wszelkich poświęceń. Pewnie będziesz uważał to za dziwne, ale lubię ciszę, spacery.. te wieczorne i te o wschodzie słońća, bardzo często lubię samotność wraz z muzyką. Taka jestem, po prostu. -miałam wrażenie, że powiedziałam o sobie za dużo, ale chyba na prawdę mu zaufałam, co nie jest do mnie podobne. Zaczęłam się rumienić, sama tak na prawdę nie wiem dlaczego, przy tym On ciągle się na mnie patrzył
-Rumienisz się! -najwyraźniej nie dało się nie zauważyć.
-Niestety tak już mam.
-Ależ to słodkie, na prawdę i nie waż się ze mną spierać. -uśmiechną się szczerze, co również odwzajemniłam.
Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi kluczami.. Moja mama i siostra wracały, a ja siedziałam tutaj z chłopakiem..
-Twoja rodzina już wraca.
-Słyszę i nie wiem co zrobić. -przeganiałam myśl myślą.
-Mogę wyjść przez okno, nie ma to dla mnie znaczenia.. -zaproponował, ale wtedy naszedł mnie błogi spokój.
-Jeeesteśmy! -mama zawołała z dołu.
-Już idziemy! -sama nie wierzyłam do końca sobie, a on to już chyba w ogóle.
Przedstawiałam go mamie i Vani, zachowywał się tak jak zachować się powinien, mogłabym być tylko dumna, że trafiłam na kogoś takiego. Odprowadziłam go po chwili do drzwi nie bojąc się o nic, wiedziałam, że to dopiero początek, a jutro też jest dzień.
-Do zobaczenia. -powiedziałam z uśmiechem.
-Myślę, że to słowo może przydać się Nam na długo. -cokolwiek to znaczyło, uśmiechnął się, włożył ręce do kieszeni i odszedł. Teraz czekała mnie fala pytań w domu.. Pod nosem chichrałam się z myśli jak to wszystko musiało dziwnie wyglądać, a pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu moje wrogie nastawienie nie miało się kompletnie znienić.

sobota, 19 maja 2012

Prolog


     Odkąd przeprowadziłam się do Londynu wraz z mamą i siostrą czuję się tu dość samotnie, póki co nie poznałam wartościowych ludzi. codziennie widze tylko mnóstwo dziewczyn.. nastolatek i młodych kobiet, wyczekujących pod domem tego chłopaka.. Harrego Styles'a, który mieszka dwa domki ode mnie. żałuję, że matka wybrała akurat taką dzielnicę, tylko paparazzi i te wszystkie fanki, zero spokoju. od kiedy tu mieszkam (około 2 tygodni) nie widziałam tutaj Harrego, zresztą kto tego oczekuje skoro oni wszyscy, cały zespół ciągle gdzieś pewnie podróżuje. 
     Uwielbiam pogodę panującą w Londynie, dlatego jak codzień wybrałam się na poranny spacer, o dziwo nie musiałam przepychać się przez tłum. przechodząc koło domu Hazzy nie zerknęłabym w jego stronę, ale coś przyciągnęło mój wzrok.. drzwi od domu były uchylone, a na podjeździe stało duże czarne auto. nie myśląc, że może Harry przyjechał do siebie wpadły mi same złe myśli, że ktoś się włamał. cofnęłam do o kilka kroków. 
-Cholera! -w głowie głośnio wykrzyczałam to słowo. jednak był to On i akurat wychodział z mieszkania. Szybko się opanowałam, żeby jeszcze nie pomyślał przypadkowo, że obserwuje jego dom i jestem kolejną z natrętnych fanek. głowa do przodu i przed siebie.. 
-Halo!!! -usłyszałam dźwięk męskiego głosu, gdy znikałam za rogiem. znów musiałam się cofnąć.
-Tak? -Tak, właśnie tak. to był głos H. nie wiedząc jak się zachować, czekałam na rozwój sytuacji, który był nieunikniony. 
-Może chcesz autograf? -zapytał, a ja z zażenowania zrobiłam dziwną minę.
-Proszę? Gdybym chciała Twój autograf sama bym Cię o niego prosiła. Nie myśl sobie, że wszyscy na świecie Cię uwielbiają. -odparłam dość wrednie. 
-Nie chciałem, żeby zabrzmiało to tak narcystycznie. Są po prostu dziewczyny, które wstydzą się podejść, a ja staram się zwarać uwagę na każdą jednostkę. -nie wierzyłam w te słowa.
-Rozumiem, cieszy mnie to, że sodówka nie uderzyła Ci do głowy. -nie wiedziałam co odpowiedzieć, starałam się wybrnąć z niezręczniej sytuacji. 
-Lubisz mnie? -zapytał. drugi raz dziś zaskoczył mnie swoim pytaniem.
-Jak mam Cię lubić skoro Cię nie znam? Mogę jedynie krótko wypowiedzieć się na temat Twojego zespołu, ale co mam powiedzieć o Tobie skoro nidy w życiu z Tobą nie rozmawiałam, a domniemane fakty krążące po internecie nie są wyznacznikiem prawdy. 
-Tak tylko chciałem wspomnieć, że rozmawiałaś ze mną raz, właśnie teraz -uśmiechnął się szyderczo. -A więc co możesz powiedzieć o Naszym zespole?
-Nie jestem jedną z piszczących fanek, nie obrażając żadnej dziewczyny, aczkolwiek trudno mi przebrnąć nie raz przez tłum tu szalejących wyznawczyń One Direction. Nie chce oceniać Waszego zepołu, ja po prostu słucham na ogół inne muzyki. Mogę jedynie oddać Wam to, że podbają mi się wersje piosenek, ale wykonanych akustycznie. -mówiłam spokojnie, a On wyglądał jakby na prawdę mnie słuchał i starał zrozumieć.
-Rozumiem Twoje słowa. Bardzo często irytuje mnie, gdy staram się nawiązać kontakt z fankami, a one nie potrafia nic innego jak piszczeć. To bardzo denerwujące i rozumiem, że nie lubisz Naszego zespołu, gusta są różne, tylko odpowiedz mi na jedno pytanie: powiedziałaś, że trudno Ci się przeciskać przez te dziewczyny tutaj czatujące niejednokrotnie.
-Tak, tak powiedziałam.
-Czyli mieszkasz w okolicy? -to pytanie pod raz kolejny mnie zdziwiło. Dziwnie się czułam, nigdy nie marzyłam o spotkaniu z Nim, a dla wielu innych dziewczyn jest to spełnieniem marzeń. 
-Tak, mieszkam dwa domki dalej. -przecież nie mogłam skłamać.
-W takim razie do zobaczenia. -uśmiechnął się, spojrzał na zegarek i czym prędzej wsiadł do auto, po czym odjechał. 
Nie wiedziałam jak się zachować. Stałam tak wciąż jak wryta, nie z ekscytacji, ale z natłoku myśli, które bębniły w mojej głowie i słowa Co to do cholery było? 'To do zobaczenia'? Mogłam odpowiedzieć, że to chyba ja zadecyduje czy rzeczywiście do takiego rychłego zobaczenia. Dzień ten dziwniejszy być nie mógł, zapomniałam nawet co miałam zrobić przed spotkaniem. Wróciłam się do domu, nie potrafiłam rozgryźć dzisiejszej rozmowy, ale próbowałam nie przywiązywać do niej większej wagi (choć nie wiedziałam wtedy jeszcze tego, że to dopiero początek..).