*Harry*
Zdałem sobie sprawę, że ratując Ronnie życie, wyznałem Jej tym dozgonną miłość. Wiedziałem, że Louis jest dla mnie kimś ważnym, jednym z ważniejszych, ale wiedziałem, że bez dziewczyny mój świat nie będzie istniał, ja nie będę istniał i bez Niej nigdy nie będę mógł być szczęśliwy. Nie wiem czy to egoistyczne, ale mam wrażenie, że z Lou to nie będzie to samo, to rzut na głęboką wodę, nie wiadomo czy wyjdzie, jeżeli zechcielibyśmy pokochać się w owy sposób. Jedynie co teraz może mnie zabić to jego odwrócenie się ode mnie, przez wybór, którego już dokonałem. Nie chcę tego, obawiam się, nie wiem jak mu to wytłumaczę, nie wiem jak zareaguje, boję się, choć pewność, że postąpiłem dobrze uspokajała mnie. Mimo to, że czekały mnie dwie głębokie rozmowy, bo Ron również należy się wyjaśnienie, nie byłem mocno sparaliżowany. Pewność, że Ronnie mam już przy sobie sprawia, że mogę latać.
'Stary, musimy pogadać. Serio Loueh, oddzwoń do mnie wreszcie, bo się pogniewamy. H.'
*Ronnie*
Sama nie wiem kiedy stał się dla mnie tak ważną osobą, nie wiem kiedy to wszystko tak szybko się rozwinęło, ale przecież kiedyś marzyłam o miłości, która zjawi się i zacznie być. Ujmie moje dłonie i poprowadzi dalej. I tak się stało. Poznałam Harrego i wszystko się zmieniło i rzeczywiście rozwinęło się w tak krótkim czasie, ale nie żałuje niczego, każdej chwili, nawet tej gdzie byłam na skraju wytrzymania, gdzie brak Jego doprowadzał mnie na krawędź, bo to tym bardziej utwierdziło mnie jak bardzo jest dla mnie ważny, jakim ogromnym uczuciem darzę tego chłopaka. Pamiętam chwile, kiedy przeklinałam przeprowadzkę do Londynu, kiedy przeklinałam, że ktoś taki jak On mieszka nie opodal. Dziś pluję sobie w brodę za te słowa, dziś nie wyobrażam sobie dnia bez Jego uśmiechu, dnia bez jego ciepła, bez Jego słów i bez bezpieczeństwa jaką mnie otula. I choć dziś nadal czuję się jak wrak to wydaje mi się, że kompletnie po mnie tego nie widać, bo fakt, że wiem, że On jest, że przyjdzie, że będzie, sprawia, że mogę latać.
*Lou*
-Słucham Cię, Harry.. -drżącym głosem powiedziałam po tym jak odebrał.
-No wreszcie.. zaczynałem się bać Lou. Spotkamy się dziś? -na te słowa dreszcze przeszły po moim ciele, nie miałem pojęcia co odpowiedzieć, nie wiem czy chciałem usłyszeć jakieś tłumaczenie się, przeprosiny czy cokolwiek innego, nie wiem. -Halo? Lou? -zdążyłem zapomnieć, że rozmawiam z przyjacielem.
-Jestem. Spotkajmy. -oznajmiłem krucho, nie potrafiąc cieszyć się ze spotkania z Nim jak wcześniej. Kiedyś było inaczej.
-O piętnastej Ci pasuje?
-Yep -przytaknąłem. Ostatnimi czasy nic nie robiłem, użalając się nad swoją egzystencją dniami i nocami. Wszyscy byli zajęci sobą i swoimi miłościami, dlatego ja poszedłem w odstawkę. Dwadzieścia cztery godziny na dobę tylko ze sobą i czterema ścianami nie wróżyło nic dobrego. Czułem się samotny, bezradny i odrzucony. Nikt mnie nie chciał, dla wszystkich byłem zbędny. Od zawsze było tak, że mimo wszystko byłem trochę na uboczu, ale wcześniej nie dało się tego tak odczuć, bo przynajmniej miałem Harrego. Teraz zabrakło i Jego. Wiele myśli przechodziło przez moją głowę. Nadal nie wiedziałem co robić, jak się zachowywać, którą stronę w mojej głowie poprzeć. Strach mnie obleciał.
-To do zobaczenia Lou, przyjadę do Ciebie, to znaczy do Nas.. -właśnie, do Nas. Chyba zapomniał już, że to również jego dom, bo jeżeli się w nim znajduje to tylko, aby się przespać. Rozłączyłem się i rzuciłem telefonem o sofę. Czułem się tragicznie, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie dawałem sobie rady z myślami, a przed dodatkowym koszmarem - rozmową, poważną rozmową jak mniemam, jeszcze cały dzień. Nikt nie widział złego postępowania Harrego, nikogo to już nie obchodziło. Kiedyś byliśmy wszyscy mocno razem zżyci i to nie tak, że dziewczyny chłopaków czy inne przyczyny rozwalają Naszą więź, a my, którzy nie potrafimy zająć się i miłością do ukochanych i miłością do siebie nawzajem i nie potrafimy znaleźć dla siebie czasu, choć i tak spędzamy go mnóstwo, ale.. tak, kiedyś było inaczej. Samotność sprowadza mnie w najczarniejsze zakamarki moich myśli. Zdaje sobie sprawę, że ze mną również jest źle i również dzięki mnie się wszystko wykrusza, ale to jest silniejsze ode mnie. Zamykam się, nie potrafię być takim wesołkiem za jakiego wszyscy mnie biorą. Tak, owszem, byłem, ale dużo się zmieniło, ja się zmieniłem, moje wnętrze się zmieniło, zasmuciło się, teraz już nie patrze przed siebie przez różowe okulary. Widzę koniec. Każdy koniec w tej chwili jest jakby na wyciągnięcie ręki.
*Harry*
Byłem poddenerwowany tym, że muszę wyjaśnić wszystko co we mnie siedzi Ronnie, nie byłem pewien jak zareaguje. Strach, że może ją to zranić był paraliżujący. Mimo wszystko miałem nadzieję, że zrozumie. Miałem nadzieję, że akurat za to na mnie nie nakrzyczy. Może za to, że mnie przy Niej nie było, że może zrobiłem wiele złego, moje zachowania na początku naszej znajomości, ale nie zniósł bym, gdyby nie zaakceptowała tego z czym się borykałem, a może nadal borykam, gdyby tego nie zrozumiała. W głowie karałem się za same takie myśli, bo przecież Ronnie to chodzący anioł. Nawet, gdyby ją to zraniło, zniesmaczyło czy cokolwiek innego, nigdy by mi tego nie powiedziała, bo uznałaby, że nie chcę mnie tym samym zranić. Czułem się bezsilnie, ale cel był już wyznaczony. Chciałem mieć już to za sobą. Chciałem znów móc się Nią opiekować i spędzać z Nią każdą chwile o czystym sumieniu. Swoją drogą dziś po napisaniu sms'a do Louisa, zaraz po tym zadzwonił do mnie Simon i powiedział, że na moim związku wszyscy tracą. Zbił mnie tym z pantałyku. Nie wierzyłem, że coś takiego mógł powiedzieć. To było jednoznaczne - miałem z tym skończyć, co wyśmiałem i rozłączyłem się. Choć byłem pewny, zmieszał mnie. Zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście, jeżeli chodzi o chłopaków ostatnio trochę się rozproszyliśmy, ale to było do naprawienia. Mieliśmy teraz czas wolny, ale każdy był czymś zajęty. Po telefonie Simona, komórka znów zaczęła wibrować.
-Mamo! Cieszę się, że Cię słyszę! -naprawdę byłem szczęśliwy, przez ostatnie zamieszanie, nawet ją mocno zaniedbywałem.
-Witaj, Synku, dzwonie dowiedzieć się co u Ciebie.. Wybacz, ale dawno nie dawałeś znaku życia, a ja martwię się nie tylko o Ciebie, ale i o Twoją sympatię. -jej słowa były takie delikatne. Czułem się źle, że to Ona musiała do mnie zadzwonić i traktować mnie takimi słowami.
-Mamo, ja, a raczej My już ostatnio mieliśmy być u Ciebie, ale Ronnie źle się poczuła, naprawdę źle. Teraz już jest po wszystkim. Dziękuje, że wspomogłaś mnie tą wcześniejszą krótką rozmową i choć była bardzo treściwa to pomogła mi, bardzo. Tęsknie za Tobą.
-Ja również za Tobą tęsknie i nie tylko ja Harreh. -tak, wiem dokładnie co miała na myśli. -Wiem, że Ronnie jest dla Ciebie najważniejsza, uwierz, że ja naprawdę to rozumiem, tylko pamiętaj, że prócz Niej masz też innych znajomych, którzy Ciebie kochają i jesteś dla Nich ważny. Pamiętasz jak na początku Waszej kariery siedzieliście u Nas i poznawaliście się wzajemnie? Wiem, że nadal jesteście jedną rodzina, ale właśnie o rodzinę trzeba dbać, nie pozwólcie, aby coś Was odsunęło ode siebie, tym bardziej nie pozwólcie, abyście to Wy byli tymi powodami. -rozumiałem każde jej słowo, każde słowo miało wartość, każde zdanie było prawdziwe. Zmartwiłem się tym, bo zdałem sobie z tego poważnie sprawę, ale za późno jeszcze nie jest. Po rozmowie z Lou obdzwonię wszystkich chłopaków i spotkamy się u Nas. dokładnie u Nas.
-Dziękuje mamo, nawet nie wiesz jak mi pomagasz. Już wiem co robić, także się nie martw i nie długo przyjdziemy w odwiedziny -powiedziałem mając nadzieję, że Ronnie niedługo będzie na siłach i wreszcie pozna moją mamę.
-Nie zapomnij o Lou. -wiem, wiem i to bardzo dobrze wiem.
-Wiem, mamo, naprawdę.
-Mam nadzieję. Nie przeszkadzam Cię zatem, trzymaj się słońce i pozdrów wszystkich! -odłożyła słuchawkę, więc nawet nie zdążyłem nic powiedzieć. Nie wiem czy była zdenerwowana czy przejęta, ale wiem, że muszę wszystko naprawić, bo jest jeszcze czas.
godzinę później..
Wchodząc do sali zobaczyłem ją śniącą. Jak zwykle wyglądała tak delikatnie, tak subtelnie, ale jej twarz wyglądała na dużo bardziej szczęśliwszą iż ostatnim razem. Przebudziła się, choć starałem się Jej nie obudzić - nie nowość, bo uwielbiam patrzeć jak śpi.
-Jesteś.. -powiedziała tonem, jakby wiedziała, że przyjdę i sprawiło jej to ogromną radość. Jakbym spełnił jej marzenie.
-Jestem, oczywiście, że jestem. -serce mi wariowało. Wiedziałam, że zaraz może wszystko ulec zmianie, ale wierzyłem, że Ona zrozumie. -Ronnie? Musimy porozmawiać. W sumie to będzie póki co mój monolog, muszę Ci coś powiedzieć. -podniosła się trochę ku górze, a ja poprawiłem jej szybko poduszkę, aby było jej wygodnie.
-Słucham Cię Harreh..
-..także.. to wszystko co chciałbym Ci powiedzieć. Ja.. ja naprawdę go lubię, bardzo, do czasu nie wiedziałem co to jest, ale teraz wiem. Wiem, że Ciebie kocham, rozumiesz? Nic i nikt tego nie podważy, ale słuchaj.. ja zrozumiem. Zraniłem Cię, zrobiłem dużo złego, okłamałem. -serce mi się kroiło kiedy patrzyła na mnie kryształowymi oczami, w których zbierały się słone krople. Wstałem odruchowo, pociągnąłem za sobą kurtkę i zacząłem cofać się ku wyjściu. Za bardzo ją zraniłem. Nie wybaczy mi, a nawet jeżeli tak powie, to w środku na pewno tak nie będzie. Nikt o zdrowych zmysłach by tego nie wybaczył.
-Czyli chcesz mnie znów zranić? Zostawić, tak? -łamiącym się głosem rzuciła szybko w moją stronę.
***
znów długo mnie nie było. przepraszam. mam nadzieję, że wszystko jest zrozumiałe, jedyne co chcę wyjaśnić to w części, gdzie Harry opowiada Ronnie co czuję - to było zawarte już we wcześniejszych rozdziałach, w myślach Harrego.
i jeszcze jedno: wychodzimy tu.
(kolejny rozdział będzie szybciej, zapraszam)