*Harry*
Jestem tchórzem, zwykłym egoistą. Siedzę teraz tu, któryś już dzień, w swoim pokoju, jak menel, z opuszczoną głową, w śmierdzących rzeczach, niezadbany, nie wiedząc co robić, a przecież powinienem być przy osobie, którą kocham. Brzydzę się sobą. Brzydzę się również prawdą, którą powinienem powiedzieć Ronnie, ale.. nie potrafię, jeszcze nie teraz. Teraz muszę zadbać o Nią..
*Ronnie*
Minęło już kilka dni. Cierpię, ale cierpienie i tak nie zabija mnie bardziej niż tęsknota. To właśnie ona w tej chwili wyniszcza mnie, każdą moją komórkę ciała. Harrego jak nie było.. tak nie ma i nie zapowiada się na rychłe odwiedziny. Jestem ciągle sama, nawet jak ktoś jest, nie potrafię skupić się na czyichkolwiek słowach, wszystko bez Niego jest puste, pozbawione wszelkiego sensu. Co zrobiłam nie tak, że odszedł? Czy ja już na prawdę do końca zostałam sama? Niczym dla mnie jest życie bez Niego i choć miałam przy sobie rodzinę, to brakowało mi jeszcze jednego jej członka, tak, właśnie Jego. Przesypiałam tyle czasu ile tylko mogłam i w dalszym ciągu tylko w snach widziałam jego twarz, tylko podczas snów stawałam się silna i wszystko było takie prawdziwe, jak wcześniej. Budząc się, za każdym razem biła mnie rzeczywistość, którą tak strasznie chciałam zwalczyć. Moja mama chyba zaczęła się o mnie bać. Widzi jak się zachowuje i już nawet raz pytała o Harrego, ale zrezygnowała z mojej odpowiedzi, gdy ujrzała w moich oczach płacz i strach. Od tamtej pory nikt nie wymówił Jego imienia. Nikt nie zdawał sobie sprawy co przeżywam.
Harry? Jesteś tu? Dlaczego Cię nie widzę? Proszę Cię trwaj wiecznie, nie odchodź, nawet na chwile. Jesteś mi potrzebny do funkcjonowania, bez Ciebie już nie wytrzymuje. Przepraszam Cię, jeżeli Cię zraniłam, dotknęłam jakimś słowem, wiesz, że nie zrobiłam tego specjalnie. Uwierz, że jestem w stanie zrobić dla Ciebie wszystko, rozumiesz? Już nie daje..
-Ronnie, czas na pobranie krwi. -monotonnia powróciła, nie miałam siły się przebudzić. Dziś pierwszy raz Go nie było. Czułam, że do kogoś mówię, ale nie widziałam dosłownie nic. Było zimno i ciemno, nie wiedziałam co się dzieje. Błagałam by wrócił. Na prawdę potrzebuje Jego tutaj i teraz. Chce złagodzić swój i Jego ból. Nie wierzę, że nie było mu równie trudno jak mi.
-Podnieś się kochana -druga siostra próbowała mnie podsadzić bym oprzytomniała. Po co mnie budzą? Nie widzą, że potrzebuje snu? Nie chce istnieć, nie chce istnieć bez gruntu pod nogami. -Posłuchaj mnie, musisz sie przebudzić, mam dla Ciebie wspaniała wiadomość. -automatycznie drgnęłam zrywając się ku górze.
-Jest tu? Przyszedł? -błagałam o potwierdzającą odpowiedź.
-O kogo Ci chodzi Ronnie? -znów osłabłam, adrenalina w jednej chwili opadła do zera. -Posłuchaj mnie w każdym razie: Twoja mama kazała Ci przekazać, że jest dawca, anonimowy, ale wszystko się zgadza, rozumiesz?
-To miłe.. -nie potrafiłam się nawet cieszyć, bo powtarzam: Czym jest życie bez ukochanej osoby?
-Nie cieszysz się? Nie wyglądasz na zadowoloną? -jak mam być zadowolona, nic nie wiesz.. Boże.
-Oczywiście, że cieszę, ale jestem strasznie zmęczona. -próbowałam tymi słowami wygonić ją z sali, aby wzięła przykład ze swojej podopiecznej.
-A więc już nie przeszkadzam. Potem lekarz przyjdzie, to Ci powie co i jak.
-Dziękuje. -po usłyszeniu tego słowa wyszła zamknąwszy za sobą drzwi.
*Lou*
Myślałem, że jestem w stanie coś wskórać, myślałem, że to co chce zrobić, że chce Go uchronić będzie dobre. Teraz.. teraz już nie wiem nic. Chce jego szczęścia. To chyba jedynie do mnie przemawia.
-Dzień dobry Anne.. -wypowiedziałem, gdy rodzicielka Harrego otworzyła drzwi do mieszkania.
-Loueh! Witaj, co Ty tu robisz? Jest z Tobą Harry? -jak zwykle z wielkim uśmiechem na twarzy przywitała mnie juz od pierwszej sekundy, zawalając mnie toną pytań.
-Może porozmawiamy w środku? -moj entuzjazm był znikomy, ale uśmiech, który posłałem w jej stronę wydawał się szczery.
-Chcesz herbatę? Tą co zwykle? -byłem stałym gościem.. kiedyś. Teraz zjawiałem się tu bardzo rzadko.
Kiedyś było inaczej. Harry był inny, dla mnie inny. Odkąd pojawiła się Ronnie, On całkowicie stracił głowę. Zmienił się, widocznie, ale nikomu chyba to nie przeszkadza. Oczywiście prócz mnie. Moje uczucia do Harrego? Sam nie mam zielnego pojęcia. Był dla mnie jak brat, jak miłość, jak przyjaciel. Dzięki Niemu czułem się lepiej. Dopełniał mnie. A wszystko to co było między Nami w jednej chwili się zapadło. Zakochał się.. w dziewczynie. Co zdziwiło mnie podwójnie, bo związek łączący Naszą dwójkę nie był tylko ściśle platoniczny.
-Lou? -zapytała podejrzliwie patrząc się w moją stronę.
-Tak, tak, oczywiście, dziękuje. -odpowiedziałem chaotycznie. Zapatrzyłem się w zdjęcie małego Harrego. Jego zdjęcia były wszędzie.
-Opowiadaj co tam u Was? U chłopaków? Harrego swoją drogą też dawno tu nie było. -ostatnie zdanie wypowiedziała z lekką goryczą w głosie. Musiałem zadbać o to by i mój głos się nie łamał.
-U Nas.. u Nas po staremu. Kroczymy do przodu. Chłopcy spędzają teraz wole dni w Wielkiej Brytanii, tylko Zayn, sam gdzies uciekł, pisał, że mamy się nie martwić i tak też jest. Wiesz Anne.. On już taki jest. -uśmiechnąłem się do Niej, przyglądając się każdym ruchom, gdyż Harrego sposób funkcjonowania był bardzo podobny. -U reszty prawie wszystko dobrze.. -specjalnie nie dokończyłem swojej myśli z nadzieją, że Pani domu chwyci haczyk.
-Prawie? -zapytała. Udało się.
-Chodzi o Harrego.. -zacząłem mówić, błądząc wzrokiem po je twarzy.
-No mów wreszcie Louis -była już lekko poddenerwowana. Rzadko kiedy mówiła do mnie Louis.
Miałem jej powiedzieć prosto w twarz, że zależy mi na jej dziecku? Uzna mnie za wariata, mającego 21 lat, który przyczepił się jej syna. Chociaż nie.. Ona zawsze wspierała Naszą przyjaźń. Byłem jak jej drugi syn, co było dla mnie radością, gdyż z własną matką kontaktów nie utrzymywałem. Ale do sedna.
-Martwię się o Harrego. Chodzi o Ronnie. -jej imię w moim głosie zadrżało. Ona podeszła do stołu, przy którym siedziałem i położyła dwa kupki gorącego napoju. Spokojnie spoczęła na miejscu obok mnie.
-Ronnie.. właśnie. Harry miał mi ją kiedyś przedstawić. Kompletnie nic o Niej nie wiem. -rozweseliła się. Poczułem się tak podle, jakby dała mi teraz prosto w twarz. Z trudem ciągnąłem swoją wypowiedź.
-Wiem, że może nie powinienem -wstałem, nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. -Ale ja się na to nie godzę. Ronnie jest chora. Poważnie. -jej oczy nagle zrobiły się tak wielkie i tak szklane, jak Harrego na co dzień. -Ona potrzebuje przeszczepu, a On już się na to zgodził. Wszystko się zgadza, chce jej to dać. -moment, przynajmniej w mojej głowie, stał się dramatyczny. Nie wiedziałem jak Ona na to zareaguje.
-Ja o niczym nie wiedziałam.. Mam tylko nadzieję, że Ona, że Ona nie żegna się z życiem? -mogłem się domyślać, że najpierw zwróci uwagę na to. -Lou? Ty chyba nie myślisz, że ja zabronię Harremu to zrobić? -ciszą odpowiedziałem na jej pytanie. -Louis.. kochany. Zależy Ci na Nim, wiem, mi również, ale.. ja wiem, że On ją kocha. Choć rozmawiał ze mną o Niej jeden jedyny raz, tylko przez telefon, czułam, że On na prawdę się w Niej zakochał i wiem, że nie mogę ingerować w jego postępowanie, jest już dorosły. Tym bardziej zważ, że tu chodzi o jego ukochaną osobę.. -ukochaną osobę? Więc kim ja byłem w tej chwili dla Niego? Śmieciem? Byłem tylko wtedy kiedy On chciał, a teraz? Teraz mnie nie chce, więc jestem pomiatany. -Louis! Opamiętaj się dzieciaku. Choć masz już swoje lata nadal jesteś niedojrzały. -jednym zdaniem sprowadziła mnie do parteru. -Jeżeli go kochasz.. -przełknąłem głośno ślinę, serce mi stanęło. -To powinieneś zrozumieć. Nic innego w stanie Ci powiedzieć nie mogę. Niestety w Twoim przekonaniu Cię nie wesprę. -poczułem się strasznie. Z tej zaślepionej miłości do Harrego po drodze straciłem swoje całe człowieczeństwo. Co nie znaczy, że nadal nie chciałbym, aby ten zrezygnował, ale.. może rzeczywiście On tego pragnie. On ją.. kocha. serce łamało mi się na kawałki. Wielki misz masz w głowie zaczął przeradzać się w pulsujący ból. Usiadłem na krześlnie wspierając się dłońmi. Nie wiedziałem co myśleć.
Ból nadal ściska mi żołądek i promieniuje na całe ciało. Za bardzo kocham. Za bardzo dałem się ponieść emocji. Impulsywność w tym wypadku zrobiła ze mnie wielkiego egoistę. Zdałem sobie jednak sprawę, że nic nie mogę poradzić, a w gruncie rzeczy Harremu nic nie grozi. Czuję się parszywie.
*Harry*
Moja seksualność? Trudno określić. To jedyny temat, o którym nigdy w życiu z nikim nie rozmawiałem. Z Ronnie tym bardziej. Ściśle dotyczył właśnie jej i.. Louisa. Właśnie jego. Przed spotkaniem Jej był On. To On dawał mi radość z każdej chwili, to On był zawsze przy mnie. Sami do końca nie wiedzieliśmy co z Nami jest, dlatego wszystko było zazwyczaj pięknie spontaniczne, a ja starałem się nie przyzwyczajać. Ale przyszedł czas kiedy moje szczęście przybrało imię - Ronnie. Wtedy Louis zszedł na drugi plan. Zraniłem go? Tak czuję, co robi ze mnie znów dupka. Dlatego też boję się z Nim spotykać. Mieć z Nim styczność to wspomnienia, to napięcie w klatce piersiowej, która ciągle przybiera na sile i choć kocham dziewczynę całym moim.. jak widać niezbyt dobrym sercem, ciągle coś czuje do Louisa. Wmawiam sobie, że to tylko przywiązanie, bo co innego? Zawsze przywiązywałem się do wszystkiego z ogromną mocą, a więc i tak stało się teraz, bo przecież jak można kochać, do jasnej cholery, dwie osoby na raz?
po raz tysięczny.. milionowy dziękuje, że chcecie czytać.
Wiesz co sądze na temat Ciebie i Twojego opowiadania ? Wiesz, prawda. Więc nie będę tutaj pisać, jak wspaniała jesteś i jak Twoje opowiadanie czuję w swoim sercu, bo klawisze komputera i ekran to za mało, by to opisać.
OdpowiedzUsuńNie sądziłam, że wpleciesz w swoje opowiadanie watek uczucia (jakiegokolwiek) między Harrym a Lou. To naprawde miłe zaskoczenie, dla kogoś takiego jak ja, oczywiście. Louis i te jego przemyślenia.. Naprawdę miło mnie zaskoczyłaś. Teraz czekam na kolejne części z jeszcze większą niecierpliwością. Jestem ciekawa, jak Harry powie swojej ukochanej o tym, co tłamsi jego duszę. Sądziłem, ze nie mogę jeszcze bardziej zakochać się w Twojej historii.. a jednak. Dziękuję xx
OdpowiedzUsuńDzisiaj znalazłam Twoje opowiadane, przeczytałam wszystkie rozdziały:) I muszę Ci powiedzieć,że piszesz wspaniale! naprawdę! :) Wszystko opisujesz z taką starannością a wątek tej historii jest niesamowity:) Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały:)
OdpowiedzUsuńAnia:)
GrRrRrr :33 cudowny rozdział :)) i czekam z niecierpliwością na następny :D
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO MNIE :)) http://zawszespokooo.blogspot.com/
Oo! Ale zaskoczenie ! ;p
OdpowiedzUsuńLou kocha Harrego ! Się porobiło .!
Dobrze ze znalazł się dawca dla Ronnie !
Czekam na następny , jak zawsze ;****
omg, Larry Larry Larry<3 nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, pisz dalej kochana!
OdpowiedzUsuńboooooski ! tego nie da się opisać słowami .
OdpowiedzUsuńale proszę jako czytelniczka : ) aby Harry był z Ronnie i był szczęśliwy tak cholernie szczęśliwy i on i ona ! :** . ich miłość jest wyjątkowa , niech się Harry zbytnio nie pogubi i idzie do niej ! : ) MIKA XX .
Ten rozdział ? CUDOWNY !
OdpowiedzUsuńKochana pisz dalej, pisz :) Już nie mogę się doczekać :)
K. x
Kocham Cię! Kocham, Kocham, kocham!! <3
OdpowiedzUsuńpisz dalej! <3 nie mogę się doczekać następnego. ;D
zgadzam się z komentarzem powyżej :*
Jeszcz raz . Kochaam. x <3
Larry *___* jesteś moja idolka jeżeli chodzi o opowiadania hahahahahah l, naprawdę to co robisz wychodzi ci swietnie ! Kocham to czytać i z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały
OdpowiedzUsuń*.* Świetny jest!
OdpowiedzUsuńWpadniesz do mnie? www.marylostherlove.blogspot.com
Fajny rozdział :) Pisz szybko następny, strasznie mnie twój blog wciągnął
OdpowiedzUsuńCzyżby Larry? Hm, zaskoczyłaś mnie i to baaardzo. Jacie, ale co teraz będzie z Ronnie? Zobaczymy! ;>
OdpowiedzUsuńMożesz informować mnie na gg? ---> 20846198
bardzo fajnie czyta mi się twojego bloga. ale zasmuciła mnie ta notka gdyż ma powiązanie z LARRYM, a chyba każda fanka 1D wie, że Harrego i Lou zaczyna powoli irytować LARRY. nie rań ich, i nie rób z nich gejów. please.
OdpowiedzUsuńpo pierwsze to fikcja, to tylko fikcja, więc myślę, że ta uwaga nie jest godna by brać ją pod uwagę, przepraszam:) po drugie to, że robię z Nich gejowską parę, nie oznacza, że ich ranię, absolutnie!
Usuńpozdrawiam x
umarłam, co jak co, ale mogłam domyślić się, że będzie Larry, czuję się jak idiotka. z tym romansem to dopiero dałam, ale drugi pomysł był trafny, może więc nie zgłupiałam. a poza tym Larry nigdy mnie nie irytował, jednak nie przepadam za.. parami z one direction. przynajmniej za nią, bo co jak co, ale o Niamie mogę pisać cały czas. nie wiem dlaczego może to irytować ludzi (tak znów czytałam komentarze, zabij mnie) przecież to zwykli przyjaciele, sami z niego żartowali i mogli się spodziewać, że to nie skończy się gdy im zacznie się nudzić. chłopcy oddalili się od siebie, ale taka jest kolej rzeczy, nikt raczej na serio nie bierze, że byli parą. byli najlepszymi przyjaciółmi, mi tego brakuje. przynajmniej mi, ale jakie to ma znaczenie? nie mają dla siebie czasu, ale w końcu dotrze do nich, że powinni być dla siebie najważniejsi, ja to przepowiadam. dobra, kolejny żałosny komentarz, oj naczytasz się.
OdpowiedzUsuń