*Ronnie*
Rankiem obudziły mnie promienie jeszcze wręcz zaspanego nocą słońca. Z początku nie do końca kontaktowałam, aczkolwiek po chwili spostrzegłam leżącego obok mnie chłopaka, który od czasu do czasu przez sen mamrotał coś pod nosem. Miło było na Niego patrzeć, że śpi, że wreszcie się wyśpi, a ja przy tym czułam się całkowicie bezpiecznie i szczęśliwie. Mogłabym patrzeć tak w jego stronę ciągle, uśmiechałam się lekko, gdy delikatnie mrużył oczy, wyglądał tak uroczo, wyglądał tak beztrosko, jakby wszelkie smutki były daleko do Niego i miałam nadzieję, że tak właśnie jest. Przeniosłam wzrok na biały sufit. Chciałabym już wrócić do domu. Każdą minutę jaką tu spędzam zaliczam do tych straconych, bo zapewne zostało mi niewiele czasu, a ja całe dnie leże i nic nie robię. Właśnie.. niewiele czasu.. te słowa ciągle dudniły mi w głowie. Nadal nie chciałam godzić się z odejściem od kochających mnie ludzi, nadal chciałam ich przed tym wszystkim ochronić.-O czym myślisz? -moje przemyślenia przerwał jeszcze bardziej niż zwykle zachrypnięty głos Harrego, który patrzył na mnie swoimi zaspanymi oczami.
-O niczym konkretnym.. -posunęłam się w górę i pocałowałam go na dzień dobry.
-To było miłe, ale i tak wiem, że kłamiesz -uśmiechną się, lecz nadal czekał na prawidłową odpowiedź.
-Co mam Ci powiedzieć? -zrobiłam krótką pauzę pocierając swoje oczy. -Ogólnie myślę o całej sytuacji.. ale nie rozmawiajmy tak na poważnie, przecież obiecałeś mi, że choroba nigdy nie będzie na głównym miejscu. -przypomniałam mu jego przysięgę.
-Tak, ale..
-Nie ma żadnego, ale! I wiesz co? Może gdzieś się przejdziemy, co Ty na to? -zaproponowałam. Chyba na teren szpitala mogłam się udać. W tej sali już wariowałam, nie chciałam już dłużej tu siedzieć. Tymczasem do sali wpadł lekarz:
-A ja Ci powiem, że możecie wyjść i nawet tu nie wrócić! -powiedział zadowolony lekarz podchodząc do łóżka i czytając moja kartę. -Dziś już spokojnie możesz wracać do siebie, nie mam żadnych przeciwskazań, tylko odpoczywaj! -ostatnie słowa mocno podkreślił.
-Ja już się o to zatroszczę. -rzucił Harry w moją stronę uśmiechając się dając mi do zrozumienia, że nie żartuje. Chyba bałam się tej jego opiekuńczości, bałam się, że zrobi się przewrażliwiony.
-Sama o siebie też zadbam, spokojnie -odwdzięczyłam się uśmiechem do obydwu, szczególnie wyrażając swoje silne zdanie w kierunku zielonych oczu.
Lekarz po chwili wyszedł obejmując Nas ciepłym spojrzeniem, a ja prawie od razu poprosiłam Harrego, aby wyszedł, bo chciałam jak najszybciej zebrać się i wrócić spokojnie do domu. Wreszcie.
-Jasne! To ja pójdę po Twoją mamę, bo widziałem, że się już tu krzątała -jeszcze zaspany, ale podekscytowany powiedział wychodząc. Posłałam mu radosny uśmiech. Co z tego, że był udawany.
Dzisiejszy dzień, choć zaczął się bardzo uroczo był skazany na niepowodzenie, przynajmniej w mojej głowie. Czułam się strasznie. Psychicznie i fizycznie. Zaczęłam podsuwać się ku górze na łokciach by następnie stanąć na nogach o własnych siłach. Choć czułam się bardzo słabo nie chciałam nikogo tą informacją obdarować. Wystarczająco zwracam na siebie uwagę. Ubrałam się w rzeczy, które ostatnio przywiózł mi chłopak. Wiedział co spakować, uśmiechnęłam się dodatkowo gdy w torbie znalazłam mojego misia. Właściwie to koale, która od pierwszego dnia mojego życia wszędzie była przy mnie. Było to miłe, choć nie wiem skąd mógł wiedzieć, o ile w ogóle wiedział.
-Już? -ukradkiem wchodząc do sterylnego pomieszczenia przyjrzał mi się. Wszystko byłoby w porządku. gdyby nie fakt, że byłam ubrana dopiero do połowy. Od pasa w górę miałam jedynie biustonosz. Staliśmy jak zamurowani. I on i ja. Nie wiem co czułam, na pewno nie było to zawstydzenie. Przy nim nie wstydziłam się niczego. On patrzył mi się prosto w oczy za co mogłam mu pogratulować. Jego wzrok ani na chwile nie zsunął się nieco niżej. Obserwował mnie jakby moje oczy były wszystkim. Po dłuższej chwili dziwnej sytuacji cofnął się zamykając za sobą drzwi. Ja nadal stałam jak słup soli. Nagle wpadły mi do głowy jednoznaczne myśli. Nigdy wcześniej jednak nie myślałam o Harrym cieleśnie. Czy to miało się zmienić? Szybko wyrzuciłam zbędne myśli z głowy.
*Harry*
Nadal stałem pod drzwiami mając rękę na klamce. Sam nie do końca wiedziałem co dokładnie było chwile temu. Patrzyłam na Nią, aż zakręciło mi się w głowie. Widziałem jej ciało, choć nie to było czymś najważniejszym. Stała tam taka czyta. Jej skóra wręcz błyszczała, z daleka nie przyglądając jej się szczególnie była delikatna, jak z porcelany. Sam nie wiem pod jakim aspektem jej się przyglądałem. Była piękna. Wewnętrznie i zewnętrznie.
-Przestań, to wręcz żałosne. -nie zdając sobie sprawy, pod nosem wypowiedziałem te cztery słowa. Byłem żałosny. Pomyślałem o Niej w sposób inny niż do tej pory. Nie wydawało mi się to dobre, choć na dobra sprawę.. to chyba do cholerny normalne.
-Przecież to Ronnie. Ronnie to Ronnie. -nadal do siebie mówiłem, wypierając myśli w głowy. Przecież to byłoby nie możliwe. Chyba zbyt piękne by stało się rzeczywistością. Pociągała mnie tak mocno. Kochałem z Nią rozmawiać, kochałem w Niej wszystko, a teraz jeszcze to pożądanie.
Tracąc równowagę przez otwierane się drzwi wróciłem myślami na ziemię.
-Jestem już gotowa. -powiedziała z przepięknie subtelnym uśmiechem. -Jest gdzieś mama? Zabierzemy się wszyscy razem, prawda? -mówiła, a ja patrzyłem na jej usta. Pełne, lecz nie wyzywające - idealne. Na chwilę znów odleciałem. -Harry? -moje imię w jej ustach i w brzmieniu jej głosu przyprawiły mnie nagle o ciarki. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać, bo głównie o wszystkim rozmawiałem z samą Ronnie, ale teraz sytuacje na to absolutnie nie pozwalała.
-Em.. tak, oczywiście! -spojrzałem na Nią i przytuliłem do siebie z całej siły dając jej całusa w jej smaczne usta.
-Jesteś ukochany.. -melodyjnym głosem wyszeptała. Nic nie zdołałem powiedzieć. Takie słowa od Niej w moim kierunku były jak największy komplement. Czułem się wtedy potrzebny. Jej potrzebny. Jeszcze mocniej tuląc ją do siebie wziąłem jej torbę i udaliśmy się w kierunku wyjścia. Po drodze zahaczyliśmy o pielęgniarkę, która dała wypis. Mama R. coś podpisywała. Po chwili poczułem jak dziewczyna rozluźniała się. Można było wywnioskować, że szpital nie działał na Nią korzystnie.
Do domu jechaliśmy nie dłużej niż dwadzieścia minut. Siedziała na tylnym siedzeniu trzymając swoja rękę na moim prawym ramieniu. Raz ją nawet musnąłem kiedy jej matka wzrok miała głęboko wpatrzony w okno. Wiedziałem, że się mi przygląda, aczkolwiek tym razem kompletnie mi to nie przeszkadzało.
Byliśmy na miejscu. Spojrzałem do tyłu uśmiechając się na wygląd jej rozpromienionej twarzy, gdy ujrzała wreszcie dom. Zobaczyłem w oczach Ronnie kryształy, jakby jej oczy całkowicie było stworzone z najszlachetniejszych kamieni. Wyszliśmy wszyscy z auta. Mama z córką poszły już do mieszkania, a ja jeszcze wróciłem się po szpitalną torbę. Zatrzymałem się jednak na dłużej przy aucie. Tysiąc myśli przeszły mi przez głowę, ale tak, chciałem zaprosić dziewczynę do siebie. Nie świadomie chciałem ją chyba uwieść. Serce krzyczało, że warto spróbować, a rozum.. rozumu już dawno nie było. Teraz wszystko zależy od Niej. Pozbierałam się do kupy i udałem się w stronę uchylonych drzwi.
-Pomóc Ci rozpakować torbę? -zapytałam przekraczając próg jej pokoju. Siedziała tak spokojnie na swoim łóżku. Było widać, że docenia każdą sekundę spędzoną w domu, że tu jest jej najlepiej. Martwiłem się o Nią mimo wszystko, bo wiem, że nie była skłonna mówić czy coś ją boli, dlatego czujnie zacząłem ją obserwować. Nie wyglądała na bardzo cierpiącą, choć jej twarz z namalowanym uśmiechem na twarzy w gruncie rzeczy z natury była smutna. Podszedłem i usiadłem obok Niej. Poczułem jej zapach, tak pięknie zawsze pachniała, tak charakterystycznie tylko dla Niej. Zaczęła mówić o swoich planach na najbliższe dni, które oczywiście od początku wiedziałem, że spełnię. Chciałem wykorzystać każdą wolną sekundę jej życia i zaspokoić jej wszelkie potrzeby. W tej sytuacji nie liczyło się nic prócz jej szczęścia, bo jej szczęście równało się całkowicie z moim. Lubiłem jak do mnie mówiła, często pytała się czy nadal ją słucham, a ja wtedy jak zachipnotyzowany powtarzałem ostatnie jej zdania. Uśmiechała się i ciągnęła dalej..
-Myślałam, żeby jutro wybrać się na dłuższy spacer, co Ty na to? Nie chce marnować czasu w domu i to już sporo przeleciało mi przez palce.. -uśmiechnęła się do mnie pytająco.
-Pewnie, jak tylko sobie życzysz.. -odparłem wpatrzony w Nią jak w obrazek. Już chciałem zadać jej pytanie czy może nie zachciałaby dziś spać u mnie, ale już w głowie brzmiało to jakbym chciał ją wykorzystać. Wolałem jednak jej słowa, jej osobę. To w zupełności mi wystarczyło.
-A na dziś to ja mam plany! -podniosłem się chwytając ja za dłoń, którą trzy sekundy temu poprawiała sobie włosy.
-I założę się, że nie powiesz mi co zaplanowałeś -spod byka popatrzyła się na mnie, po czym wyprzedziła mnie i zeszła na dół. Dogoniłem ją na schodach słysząc jak mówi mamie, że się wybieramy gdzieś, ale sama nie wie gdzie.
-Ufam Wam, miłego dnia -na chwile wstrzymując mycie naczyń powiedziała. Pomachaliśmy jej, a ja poczułem się jakby to mieszkanie było moim drugim domem.
Wsiedliśmy do auta, włączyłem cicho radio i postanowiłem się odezwać:
-Jedziemy na próbę.. do chłopaków. Miałem Ci nie mówić.. -popatrzyłem w jej kierunku. -ale nie wiem czy masz ochotę.. -rzuciłem pytający wzrok.
-Wszystko byle by z Tobą. -te słowa były wyznaniem. -Ale będę mogła zostać na koncercie?
-Jeżeli tylko zechcesz, wręcz o to proszę.. -czasem czułem się jak w innej epoce. Ona były inna. Inna niż dziewczyny do tej pory. Nie była arogancka i zniszczona, nie była bardziej męska od niejednych chłopaków, była delikatna, jak najprawdziwsza bogini. Przy Niej czułem się jak mrówka, myśl, że na Nią nie zasługuje była częsta.
Rozmawialiśmy. Podróż nie była krótka. Śmialiśmy się, ona tak piękne wydobywała z siebie dźwięki. Kiedy zaczęła zmieniać stacje zapytałem:
-Zechciałabyś spać dziś u mnie? -te słowa wypadły mi z ust jak z torpedy.
***
dziękuje za 2.000 odwiedzin mojego bloga. dla jednych może być to TYLKO.. dla mnie to jest wielkie AŻ.
rozdział krótki i nie wyszedł, czas mnie gnębi, przepraszam.