...


Zachęcam do napisania: 25639621.

środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 7


*Ronnie* 
Rankiem obudziły mnie promienie jeszcze wręcz zaspanego nocą słońca. Z początku nie do końca kontaktowałam, aczkolwiek po chwili spostrzegłam leżącego obok mnie chłopaka, który od czasu do czasu przez sen mamrotał coś pod nosem. Miło było na Niego patrzeć, że śpi, że wreszcie się wyśpi, a ja przy tym czułam się całkowicie bezpiecznie i szczęśliwie. Mogłabym patrzeć tak w jego stronę ciągle, uśmiechałam się lekko, gdy delikatnie mrużył oczy, wyglądał tak uroczo, wyglądał tak beztrosko, jakby wszelkie smutki były daleko do Niego i miałam nadzieję, że tak właśnie jest. Przeniosłam wzrok na biały sufit. Chciałabym już wrócić do domu. Każdą minutę jaką tu spędzam zaliczam do tych straconych, bo zapewne zostało mi niewiele czasu, a ja całe dnie leże i nic nie robię. Właśnie.. niewiele czasu.. te słowa ciągle dudniły mi w głowie. Nadal nie chciałam godzić się z odejściem od kochających mnie ludzi, nadal chciałam ich przed tym wszystkim ochronić.
-O czym myślisz? -moje przemyślenia przerwał jeszcze bardziej niż zwykle zachrypnięty głos Harrego, który patrzył na mnie swoimi zaspanymi oczami.
-O niczym konkretnym.. -posunęłam się w górę i pocałowałam go na dzień dobry.
-To było miłe, ale i tak wiem, że kłamiesz -uśmiechną się, lecz nadal czekał na prawidłową odpowiedź.
-Co mam Ci powiedzieć? -zrobiłam krótką pauzę pocierając swoje oczy. -Ogólnie myślę o całej sytuacji.. ale nie rozmawiajmy tak na poważnie, przecież obiecałeś mi, że choroba nigdy nie będzie na głównym miejscu. -przypomniałam mu jego przysięgę.
-Tak, ale..
-Nie ma żadnego, ale! I wiesz co? Może gdzieś się przejdziemy, co Ty na to? -zaproponowałam. Chyba na teren szpitala mogłam się udać. W tej sali już wariowałam, nie chciałam już dłużej tu siedzieć. Tymczasem do sali wpadł lekarz:
-A ja Ci powiem, że możecie wyjść i nawet tu nie wrócić! -powiedział zadowolony lekarz podchodząc do łóżka i czytając moja kartę. -Dziś już spokojnie możesz wracać do siebie, nie mam żadnych przeciwskazań, tylko odpoczywaj! -ostatnie słowa mocno podkreślił.
-Ja już się o to zatroszczę. -rzucił Harry w moją stronę uśmiechając się dając mi do zrozumienia, że nie żartuje. Chyba bałam się tej jego opiekuńczości, bałam się, że zrobi się przewrażliwiony.
-Sama o siebie też zadbam, spokojnie -odwdzięczyłam się uśmiechem do obydwu, szczególnie wyrażając swoje silne zdanie w kierunku zielonych oczu.
Lekarz po chwili wyszedł obejmując Nas ciepłym spojrzeniem, a ja prawie od razu poprosiłam Harrego, aby wyszedł, bo chciałam jak najszybciej zebrać się i wrócić spokojnie do domu. Wreszcie.
-Jasne! To ja pójdę po Twoją mamę, bo widziałem, że się już tu krzątała -jeszcze zaspany, ale podekscytowany powiedział wychodząc. Posłałam mu radosny uśmiech. Co z tego, że był udawany.
Dzisiejszy dzień, choć zaczął się bardzo uroczo był skazany na niepowodzenie, przynajmniej w mojej głowie. Czułam się strasznie. Psychicznie i fizycznie. Zaczęłam podsuwać się ku górze na łokciach by następnie stanąć na nogach o własnych siłach. Choć czułam się bardzo słabo nie chciałam nikogo tą informacją obdarować. Wystarczająco zwracam na siebie uwagę. Ubrałam się w rzeczy, które ostatnio przywiózł mi chłopak. Wiedział co spakować, uśmiechnęłam się dodatkowo gdy w torbie znalazłam mojego misia. Właściwie to koale, która od pierwszego dnia mojego życia wszędzie była przy mnie. Było to miłe, choć nie wiem skąd mógł wiedzieć, o ile w ogóle wiedział.
-Już? -ukradkiem wchodząc do sterylnego pomieszczenia przyjrzał mi się. Wszystko byłoby w porządku. gdyby nie fakt, że  byłam ubrana dopiero do połowy. Od pasa w górę miałam jedynie biustonosz. Staliśmy jak zamurowani. I on i ja. Nie wiem co czułam, na pewno nie było to zawstydzenie. Przy nim nie wstydziłam się niczego. On patrzył mi się prosto w oczy za co mogłam mu pogratulować. Jego wzrok ani na chwile nie zsunął się nieco niżej. Obserwował mnie jakby moje oczy były wszystkim. Po dłuższej chwili dziwnej sytuacji cofnął się zamykając za sobą drzwi. Ja nadal stałam jak słup soli. Nagle wpadły mi do głowy jednoznaczne myśli. Nigdy wcześniej jednak nie myślałam o Harrym cieleśnie. Czy to miało się zmienić? Szybko wyrzuciłam zbędne myśli z głowy.

*Harry*
Nadal stałem pod drzwiami mając rękę na klamce. Sam nie do końca wiedziałem co dokładnie było chwile temu. Patrzyłam na Nią, aż zakręciło mi się w głowie. Widziałem jej ciało, choć nie to było czymś najważniejszym. Stała tam taka czyta. Jej skóra wręcz błyszczała, z daleka nie przyglądając jej się szczególnie była delikatna, jak z porcelany. Sam nie wiem pod jakim aspektem jej się przyglądałem. Była piękna. Wewnętrznie i zewnętrznie.
-Przestań, to wręcz żałosne. -nie zdając sobie sprawy, pod nosem wypowiedziałem te cztery słowa. Byłem żałosny. Pomyślałem o Niej w sposób inny niż do tej pory. Nie wydawało mi się to dobre, choć na dobra sprawę.. to chyba do cholerny normalne.
-Przecież to Ronnie. Ronnie to Ronnie. -nadal do siebie mówiłem, wypierając myśli w głowy. Przecież to byłoby nie możliwe. Chyba zbyt piękne by stało się rzeczywistością. Pociągała mnie tak mocno. Kochałem z Nią rozmawiać, kochałem w Niej wszystko, a teraz jeszcze to pożądanie.
Tracąc równowagę przez otwierane się drzwi wróciłem myślami na ziemię.
-Jestem już gotowa. -powiedziała z przepięknie subtelnym uśmiechem. -Jest gdzieś mama? Zabierzemy się wszyscy razem, prawda? -mówiła, a ja patrzyłem na jej usta. Pełne, lecz nie wyzywające - idealne. Na chwilę znów odleciałem. -Harry? -moje imię w jej ustach i w brzmieniu jej głosu przyprawiły mnie nagle o ciarki. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać, bo głównie o wszystkim rozmawiałem z samą Ronnie, ale teraz sytuacje na to absolutnie nie pozwalała.
-Em.. tak, oczywiście! -spojrzałem na Nią i przytuliłem do siebie z całej siły dając jej całusa w jej smaczne usta.
-Jesteś ukochany.. -melodyjnym głosem wyszeptała. Nic nie zdołałem powiedzieć. Takie słowa od Niej w moim kierunku były jak największy komplement. Czułem się wtedy potrzebny. Jej potrzebny. Jeszcze mocniej tuląc ją do siebie wziąłem jej torbę i udaliśmy się w kierunku wyjścia. Po drodze zahaczyliśmy o pielęgniarkę, która dała wypis. Mama R. coś podpisywała. Po chwili poczułem jak dziewczyna rozluźniała się. Można było wywnioskować, że szpital nie działał na Nią korzystnie.
Do domu jechaliśmy nie dłużej niż dwadzieścia minut. Siedziała na tylnym siedzeniu trzymając swoja rękę na moim prawym ramieniu. Raz ją nawet musnąłem kiedy jej matka wzrok miała głęboko wpatrzony w okno. Wiedziałem, że się mi przygląda, aczkolwiek tym razem kompletnie mi to nie przeszkadzało.
Byliśmy na miejscu. Spojrzałem do tyłu uśmiechając się na wygląd jej rozpromienionej twarzy, gdy ujrzała wreszcie dom. Zobaczyłem w oczach Ronnie kryształy, jakby jej oczy całkowicie było stworzone z najszlachetniejszych kamieni. Wyszliśmy wszyscy z auta. Mama z córką poszły już do mieszkania, a ja jeszcze wróciłem się po szpitalną torbę. Zatrzymałem się jednak na dłużej przy aucie. Tysiąc myśli przeszły mi przez głowę, ale tak, chciałem zaprosić dziewczynę do siebie. Nie świadomie chciałem ją chyba uwieść. Serce krzyczało, że warto spróbować, a rozum.. rozumu już dawno nie było. Teraz wszystko zależy od Niej. Pozbierałam się do kupy i udałem się w stronę uchylonych drzwi.
-Pomóc Ci rozpakować torbę? -zapytałam przekraczając próg jej pokoju. Siedziała tak spokojnie na swoim łóżku. Było widać, że docenia każdą sekundę spędzoną w domu, że tu jest jej najlepiej. Martwiłem się o Nią mimo wszystko, bo wiem, że nie była skłonna mówić czy coś ją boli, dlatego czujnie zacząłem ją obserwować. Nie wyglądała na bardzo cierpiącą, choć jej twarz z namalowanym uśmiechem na twarzy w gruncie rzeczy z natury była smutna. Podszedłem i usiadłem obok Niej. Poczułem jej zapach, tak pięknie zawsze pachniała, tak charakterystycznie tylko dla Niej. Zaczęła mówić o swoich planach na najbliższe dni, które oczywiście od początku wiedziałem, że spełnię. Chciałem wykorzystać każdą wolną sekundę jej życia i zaspokoić jej wszelkie potrzeby. W tej sytuacji nie liczyło się nic prócz jej szczęścia, bo jej szczęście równało się całkowicie z moim. Lubiłem jak do mnie mówiła, często pytała się czy nadal ją słucham, a ja wtedy jak zachipnotyzowany powtarzałem ostatnie jej zdania. Uśmiechała się i ciągnęła dalej..
-Myślałam, żeby jutro wybrać się na dłuższy spacer, co Ty na to? Nie chce marnować czasu w domu i to już sporo przeleciało mi przez palce.. -uśmiechnęła się do mnie pytająco.
-Pewnie, jak tylko sobie życzysz.. -odparłem wpatrzony w Nią jak w obrazek. Już chciałem zadać jej pytanie czy może nie zachciałaby dziś spać u mnie, ale już w głowie brzmiało to jakbym chciał ją wykorzystać. Wolałem jednak jej słowa, jej osobę. To w zupełności mi wystarczyło.
-A na dziś to ja mam plany! -podniosłem się chwytając ja za dłoń, którą trzy sekundy temu poprawiała sobie włosy.
-I założę się, że nie powiesz mi co zaplanowałeś -spod byka popatrzyła się na mnie, po czym wyprzedziła mnie i zeszła na dół. Dogoniłem ją na schodach słysząc jak mówi mamie, że się wybieramy gdzieś, ale sama nie wie gdzie.
-Ufam Wam, miłego dnia -na chwile wstrzymując mycie naczyń powiedziała. Pomachaliśmy jej, a ja poczułem się jakby to mieszkanie było moim drugim domem.
Wsiedliśmy do auta, włączyłem cicho radio i postanowiłem się odezwać:
-Jedziemy na próbę.. do chłopaków. Miałem Ci nie mówić.. -popatrzyłem w jej kierunku. -ale nie wiem czy masz ochotę.. -rzuciłem pytający wzrok.
-Wszystko byle by z Tobą. -te słowa były wyznaniem. -Ale będę mogła zostać na koncercie?
-Jeżeli tylko zechcesz, wręcz o to proszę.. -czasem czułem się jak w innej epoce. Ona były inna. Inna niż dziewczyny do tej pory. Nie była arogancka i zniszczona, nie była bardziej męska od niejednych chłopaków, była delikatna, jak najprawdziwsza bogini. Przy Niej czułem się jak mrówka, myśl, że na Nią nie zasługuje była częsta.
Rozmawialiśmy. Podróż nie była krótka. Śmialiśmy się, ona tak piękne wydobywała z siebie dźwięki. Kiedy zaczęła zmieniać stacje zapytałem:
-Zechciałabyś spać dziś u mnie? -te słowa wypadły mi z ust jak z torpedy.

***
dziękuje za 2.000 odwiedzin mojego bloga. dla jednych może być to TYLKO.. dla mnie to jest wielkie AŻ. 
rozdział krótki i nie wyszedł, czas mnie gnębi, przepraszam.

piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 6


*Harry*
Nikt nie informował mnie o niczym. Nie miałem pojęcia co się z Nią dzieje. Umierałem z przerażenia. Mama Ronnie co chwila podchodziła do recepcji, aczkolwiek za każdym razem odchodziła z coraz to bardziej zrozpaczoną miną, bo tak jak ja o niczym nie wiedziała. Ronnie po tym jak straciła przytomność prawie natychmiastowo została przewieziona do szpitala, ale przeze mnie, bo karetka nie była w stanie przyjechać dość szybko. Ciągle trzymałem ją za rękę, nie potrafiłem choć na sekundę jej opuścić. Odkąd już tu jesteśmy nie usłyszałem ani jednego słowa. Badają ją.. sam nie wiem. Do bólu strach krąży mi wraz z krwią po organizmie. Nie wiedziałem już jak się zachować. Nie wiedziałem tak na prawdę co jej grozi, nie miałem pojęcia czego się spodziewać, aczkolwiek po głowie błąkały mi się najczarniejsze scenariusze. Mimowolnie w oczach pojawiały mi się słone krople, nie potrafiłem opanować myśli, które były przyczyną płaczu. Mój niespokojny oddech był głośny, nie mogłem się uspokoić na myśl, że mógłbym ją tak szybko stracić. Nie chciałem tego. Choć był to egoistycznie zachowanie nie chciałem jej jeszcze tracić, za szybko, zdecydowanie za szybko. Po przewiezieniu jej na sale obserwowałem jej twarz jak spała. Była taka krucha, jeszcze bardziej delikatna niż zwykle, ale widać było również zmęczenie i smutek. Byłem ciekaw o czym śniła, czy sen pomagał jej walczyć z bólem, który zapewne owiną ja sobie w okół palca. Widząc ją kuło mnie serce, coraz to mocniej, zdawałem sobie sprawę jak bardzo ją kocham.

*Ronnie*
Wszyscy myśleli, że jeszcze śpię, a ja tylko nie miałam siły choćby otworzyć oczu. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło. Słyszałam szepty i odgłosy szurania butami przez pielęgniarki chodzące w tą i z powrotem. Czułam dłoń Harrego wplecioną w moje palce. Czułam się źle fizycznie i psychicznie. Bolał mnie fakt, iż byli tu wszyscy ukochani, bali się. Musiałam powoli próbować się przebudzić również cieleśnie, byłam jak zaczarowana w środku, tylko dla siebie, a przecież najważniejsze to żyć dla Nich.
Lekko uchylając powieki nie mogłam patrzeć jak cierpi. Siedział przy mnie cały czas i trzymał mocno moją rękę. Chciałam go stąd wywalić, żeby nie patrzył na mnie teraz, żeby zapamiętał mnie jako wesołą i radosną. Nie chciałam żeby cierpiał z mojego powodu. Już od dawna chciałam go przed tym wszystkim uchronić. Sama nie wiedziałam co ze mną będzie. Zawsze myślałam, że byłam przygotowana na wszystko, choćby na śmierć, ale od kiedy Harry pojawił się w moim życiu wszystko się zmieniło. Naprawił mnie, jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Powtarzałam się, moje myśli były ograniczone wokół jednej osoby. Moja mama również tu była. Miałam tylko nadzieję, że nie przyprowadziła młodej. Nie chciałam by widziała mnie w takim opłakanym stanie, nie chciałam żeby miała takie wspomnienia. Coraz bardziej byłam świadoma swojego kresu choć nie miałam pojęcia kiedy to nastąpi.
Powoli otwierałam oczy. Harry uroczo przysypiał na mej dłoni, nie miałam serca go budzić. Był pewnie zmęczony. Zobaczyłam przez uchylone drzwi mamę rozmawiającą ze znanym mi lekarzem. Przyuważył, że się przebudziłam. Mama obróciła się w moja stronę i posłała uśmiech. Byłam niestety jeszcze za słaba na odwzajemnienie jej ciepłego przywitania. Po chwili weszła do sali, ale znaczącym spojrzeniem na Harrego, a potem na Nią przekazałam jej, żebyśmy zachowały cisze. Nie chciałam go zbudzić. Mama usiadła po drugiej stronie łóżka i pocałowała mnie w lewą rękę. Patrzyła się na mnie z radością w oczach. Nie wiem czy była ona udawana, ale przepływała ona na mnie. Nie bałam się tak bardzo. Byli przy mnie. Ja natomiast bałam się bardziej o Nich, jak sobie z tym radzą. Nienawidziłam siebie za tę chorobę. tylko zwracałam na siebie dodatkową uwagę czego nie trawiłam. Tyle osób przeze mnie cierpiało. Te myśli rozpierały mi klatkę piersiową.
Harry zerwał się we lekkiego snu i z przerażeniem w oczach popatrzył w moją stronę po czym widać było, że odetchnął z ulgą. Puszczając jego dłoń poprawiłam mu włosy, które wpadały na jego smutna twarz. Uśmiechał się, tak czystko, tak głęboko patrzył mi w oczy, czułam jego wzrok na swojej duszy.
-Uśmiechnij się -powiedział do mnie tak, że nie miałam wyboru. Kąciki moich ust powędrowały w górę. Niezdarnie, bo niezdarnie, ale jednak. Rozpromienieni obydwoje uśmiechali się w moją stronę. Przez chwilę poczułam się jak w psychiatryku.
-No dobrze, już wystarczy -powiedziałam szybko, aczkolwiek pogodnie. -Kiedy wracamy do domu? -pytanie skierowałam w mamy kierunku, ale widziałam zaskoczenie na moje pytanie na twarzy Harrego, tak jakby chciał mnie tu zostawić na taki czas, aż będzie miał pewność, że nic mi nie będzie, ale ja wiedziałam, że takie powroty są drastyczne, ale nie długie. Niejednokrotnie już tak było. On spotkał się z tym dopiero pierwszy raz.
-Harry, mogę zostać z Ronnie sama? -uśmiechnęła się do Niego, a on z trudem puścił moją rękę i wyszedł.
-Mów mamo, przecież to nie pierwszy raz.. -byłam gotowa na wszelkie słowa.
-Potrzebny jest przeszczep. Co prawda czujesz się lepiej i już jutro po badaniach możemy zabrać Cię do domu, to mimo to przeszczep jest konieczny. Wiesz, słońce Ty moje, że jest mi mówić o tym trudno, ale ja wiem, że jesteś mądra, że rozumiesz. Musimy czekać. -rozpłakała się. Nie wiedziałam kogo mam pocieszać: siebie czy ją.
-Mamo, spokojnie. Tak już jest, ale może będzie dobrze. Jak nie ja to ktoś inny będzie miał drugie życie, a może jemu bardziej się przyda.. -sama nie do końca wierzyłam w te słowa. Tak strasznie nie chciałam rozpłakać się przy Niej, nie chciałam pokazywać tej słabości. Nie chce nikogo opuścić, nie chce ranić nikogo swoim istnieniem, ale wiem, że utrata życia może być jeszcze gorsza.
-Mam jakoś wdrążyć w to Harrego? Czy sama chcesz to zrobić? -zapytała się mama drżącym głosem.
-Sama, oczywiście, że sama.
Mama wychodząc z sali posłała mi spojrzenie smutnego dziecka, aczkolwiek miał to być chyba lekki grymas uśmiechu. Ja tym razem odwdzięczyłam się tym samym, starałam się by uwierzyła w to, że jestem mimo wszystko radosna.
-Tylko nie mów, że na prawdę Ci wypisują, przecież jesteś w.. -wszedł z impetem do sali i mówił tak obłąkanie, jednocześnie tak smutno. Przerwałam mu:
-Wcale nie jestem w opłakanym stanie Harry. Błagam Cię, nie martw się tak, dobrze? -chciałam żeby mu było lepiej. Może wyrzuty sumienia za jego zranione życie doskwierały mi już od dłuższego czasu i pewnie nigdy nie umknął. -Usiądź lepiej i mnie uważnie posłuchaj.. -mówiło się do Niego jak do małego dziecka, a on równie grzecznie się słuchał. -Jestem chora, to już wiemy, teraz tylko czas pokaże czy będzie lepiej czy gorzej. Po prostu potrzebuje przeszczep, a w tej chwili jest to niemożliwe, ale jestem w kolejce.. -opowiadałam mu o tym spokojnie, szkoda, że on nie potrafił równie spokojnie przyjąć.
-Ja to załatwię, Podzwonię gdzie trzeba. Pieniądze nie są problemem.. -mówił całkowicie bez sensu.
-Nie zgadzam się, jeżeli ja zdobędę to bez kolejki, ktoś dzięki temu umrze. Nie zniosę tych myśli, rozumiesz? Dlatego grzecznie będziemy czekać.. -powiedziałam mu to dosadnie i nie zamierzałam zmieniać zdania, nie potrafiłabym.
Milczał. Bolało to o wiele bardziej, wolałam żeby na mnie krzyczał.
-Powiedz coś. Doprowadzasz mnie do frustracji.. No błagam Cię. -cichym tonem zwracałam się do Niego. Po dłuższej chwili myślenia wreszcie się odezwał:
-Nie wiem co mam powiedzieć. Nie rozumiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza i chce dla Ciebie jak najlepiej? Po prostu. -z żalem w głosie dukał.
-Rozumiem i to za dobrze. Jestem zmęczona, daj mi chwilkę odpocząć. -musiałam to przemyśleć. Jego myślenie toczyło walkę z moimi zasadami moralności, ale za odkupienie jego cierpienia.. na prawdę mogłabym dać dużo.
-Wiedz, że jestem niedaleko -rzucił wychodząc.
-Kocham Cię! -podniesionym tonem wręcz krzyknęłam. Tylko uśmiechnął się smutnawo.
Po niespełna kwadransie odpłynęłam. Śniłam, ale pustkę. Przez cały czas jakbym była w próżni. Nic nie czułam. Nie było nic. Po obudzeniu czułam jakbym spędziła tam wieczność. To do dużo za dużo by być tam bez Harrego. Przejrzawszy na oczy zobaczyłam znów Harrego śpiącego przy moim łóżku. Spostrzegłam się, że spałam tak, aż do następnego dnia, a mojego zmęczenia nie było końca. Podniosłam się na łokciach cicho, aby nie zbudzić Harrego, aczkolwiek jego sen był bardzo płytki i szybko się poderwał.
-Jak się czujesz? -zapytał z marszu, po czym nachylił się nad moim łóżkiem i pocałował mnie znów tak samo jak zwykle.
-Coraz lepiej.. -odpowiedziałam, jeszcze zachrypniętym głosem. -Dziś wracam do domu, wiesz prawda?
-Tak, wszystko wiem.. -jego głos był przemęczony.
-Idź do domu! -rozkazałam mu szybko.
-Co Ty mówisz? -zapytał zdziwiony.
-To co słyszysz, nie chce Cię tu. Wyglądasz jak trup, musisz iść się przespać porządnie. Zobaczymy się w domu, dobrze? -to było zdecydowanie pytanie retoryczne.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale, powiedziałam i marsz, bo zaraz wstanę.. -zagroziłam mu, aczkolwiek było wiadome, że i tak by mi nie pozwolił. Zaczął się powoli zbierać. Cieszyłam się, że odpocznie, nie mogłam patrzeć na Niego w takim stanie, a to wszystko tylko i wyłącznie przeze mnie. Wszystko mnie bolało, tym razem na raz i fizycznie i psychicznie, jedno nie wykluczało drugiego. Wychodząc spojrzał na mnie jak każdy wychodzący ode mnie z sali. Pomachałam mu na do widzenia.
-Harry! -krzyknęłam.
-Tak? -błyskawicznie znów pojawił się u mnie.
-Przepraszam, zapomniałam tylko dodać, że wracasz taxi, a nie swoi samochodem.
-Już dobrze, całkiem mi mózgu nie zeżarło.. -uśmiechnął się i poszedł.
Znów zamknęłam oczy na dłużej, odpoczywałam. Niestety nie na długo. Przyszli lekarze.. obchód i te sprawy. Ale cieszyłam się na myśl, że jeszcze dziś będę w domu. To dawało mi siłę. Badanie nie należały do najprzyjemniejszych, ale już do tego powoli się uodparniałam. Wszystko szło w dobrym kierunku. W głowie miałam tylko myśl o spokojnym popołudniu we własnym łóżku. Po odprowadzeniu mnie do sali szybko zasnęłam, byłam umęczona. Obudził mnie telefon, który już rano wraz z innymi rzeczami był przygotowany do powrotu. Dzwonił Harry:
-Harry?
-Ronnie, gdzie jesteś? Jest już 17:00, a ja jestem pod Twoim pustym domem. -powiedział, a ja szybko zerwałam się patrząc na zegarek. Rzeczywiście. Już dawno powinnam być w domu.
-Nie wiem co się dzieje, spałam, a nikt nie nie obudził, ale nie denerwuj się, zaraz wszystko wyjaśnię.. -nawet nie dokończyłam zdanie kiedy usłyszałam jedno krótkie zdanie:
-Zaraz będę! -i szybko się rozłączył.
Wykręciłam numer do mamy:
-Gdzie jesteś mamo? Popatrz, która godzina? -zbulwersowana podniosłam nieuprzejmie głos.
-Ronnie, skarbie, spokojnie, zaraz u Ciebie będę. Jestem już w szpitalu. -powiedziała to niepoewnym głosem. Przestraszyłam się. Po chwili mama pojawiła się w drzwiach i z rozczarowaniem na twarzy zaczęła już mówić:
-Nie mogę Cię jeszcze wypuścić, jeszcze za wcześnie.
-Jak to za wcześnie!? Przecież jeszcze wczoraj normalnie i legalnie miałam wracać do domu.. -ze łzami w oczach mówiłam. Nie lubiłam spędzać czasu w szpitalu. Czułam wtedy jak tracę cenne minuty życia. -Mamo, błagam Cię..
-Gdyby to zależało ode mnie.. ale najwidoczniej tak jest najlepiej dla Ciebie, zrozum to. -obie się rozpłakałyśmy. -Pójdę jeszcze do lekarza, porozmawiam.. -mama w drzwiach minęła się z Harrym, który wyglądał znacznie lepiej.
-Dlaczego nie chcą Cię wypuścić? -zapytał zasmucony.
-Sama nie wiem, po prostu nie mogą.. -ocierałam łzy spływające mi po skroniach.
-W takim razie mam dla Ciebie niespodziankę. Nie długo będę. -wyszedł czym prędzej nie mówiąc mi o niczym, ale do tego już zdążyłam się całkowicie przyzwyczaić i nawet polubić.
Wrócił po nie dłuższym czasie. Miał ze sobą dwie torby na oko z jakiegoś z okolicznych spożywczaków i filmy, aczkolwiek nie wiem skąd je wytrzasnął.
-Nie możesz wrócić do domu to dom przyjdzie do Ciebie. Cofnął się do drzwi i wniósł torbę wypełnioną jak okazało się moja poduszką i innymi charakterystycznymi rzeczami. Wszystko przygotował, włączył film i usiadł obok mnie na krześle z głową podciągniętą do góry, by móc oglądać, choć duma również go rozpierała. Ściągnęłam go na mnie wzrokiem. Odkryłam kawałek pościeli i posunęłam się na kraniec łóżka po czym kiedy spojrzał dwa razy poklepałam dłonią po wolnym miejscu obok mnie. Uśmiechnął się i szybko ściągnął buty by móc usadowić się ku mojego boku. Byłam szczęśliwa, bo nie ważne gdzie jestem byle by być z Nim i to się liczyło. Wtuliłam się w Niego, brakowało mi jego ciepła i zapachu, mogłam tak trwać wiecznie. Ujrzałam głowę mamy w drzwiach, która puściła mi oczko i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie. Poczuł to:
-Z czego się śmiejesz? Ten film się nawet nie rozkręcił.. -radośnie spytał.
-Nie wiem, po prostu, chyba mogę być od tak szczęśliwa, prawda? -po moim pytaniu złapał mnie za dłoń i delikatnie ją całował, gdyż widział wplecionych we mnie miliony rurek i nie rurek..


***
przepraszam za pomyłki (literówki), mam nadzieję, że i tym razem się spodoba.. mam nadzieję. dziękuje, jeżeli ktoś przeczytał!

niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 5


'Nie miałem serca by Cię budzić, tak słodko spałaś:) miłego dnia, niestety nie dam rady się wyrwać. Tęsknie, Harry'
Piękny dzień jednym zdaniem zaminił się w koszmar. Każda minuta bez Niego traciła jakikolwiek sens. Nie wiedziałam w co ręce włożę, nie pamiętałam również dni kiedy Harrego nie było w moim życiu, czym ono dla mnie było? Dzień zapowiadał się tragicznie, nawet nie wiedziałam gdzie jest Harry by móc go chociaż na chwilę odwiedzić, na chwilkę na Niego spojrzeć. Ubrałam się, bo co mogłam innego zrobić i bez jakiegokolwiek słowa udałam się na spacer.. jak kiedyś. Od zawsze lubiłam samotne spacery, były cudowne, tyle można było z nich wynieść, tyle głębokich przemyśleń, ale to, że pojawił się Harry było jeszcze większym szczęściem. Przy Nim wszystko jest banalne. Życie czy śmierć. Odciąga mnie od złego, za każdym razem. Jest moją podporą, nie mam pojęcia co by było gdyby jego nie było. Czasem wręcz czułam się żałośnie, że tak mogłam się rozkochać, bo przecież nigdy nie myślałam, że trafię na kogoś takiego, ale teraz wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam, otoczenie się zmieniło.
Idą ulicą i słuchając kojącej mnie muzyki natknęłam się na kolegę, jednego z nielicznych, z którym udało mi się nawiązać kontakt, po przeprowadzce do Londynu. Sam był bardzo w porządku, tak jakbym go znała bardzo długo, lubiliśmy się. Widząc go już z daleka zobaczyłam, że się zmienił, fizycznie, a przecież nie tak dawno widziałam go ostatni raz.
-Straszliwie dawno, żeśmy się nie widzieli! -już od czterech metrów zaczął mówić. -Co u Ciebie? Opowiadaj! -to prawda, był strasznie dosłowny i nigdy nie owijał w bawełnę, kompletna odwrotność mnie.
-Spokojnie, za dużo adrenaliny! Będziemy tak stać na ulicy i rozmawiać, mam rozumieć? -cieszyłam się, że go spotkałam, jego optymizm rzucał się od razu na mnie.
-Przepraszam, idziemy do Naszej knajpki? -zapytał i pociągnął mnie za sobą. Nie potrafiłam się nie zaśmiać.
-No, ale opowiadaj już co u Ciebie? -kontynuowałam. wolałam słuchac jego opowieści niż rozczulać się nad własną egzystencją.
-Ty się mnie pytasz? To Ty spotykasz się z Harrym Styles'em, nie ja! -miałam nadzieje, że żartuje fascynując się Naszym związkiem.
-Żartujesz sobie, prawda? To, że chodzę z Harrym nie robi ze mnie innej -uśmiechnęłam się i ponownie zapytałam -A więc co u Ciebie słychać?
-No dobrze.. u mnie nic nadzwyczajnego, korzystam z wakacji jak widać, łażąc samotnie po ulicy. Kiedyś sama to lubiłaś, pamiętasz?
-A czy widziałeś obok mnie jakiegoś człowieka? Przeciesz szłam sama głupku i tak, nadal lubię sama spacerować! -walnęłam go lekko w ramię. w tym samym czasie on walną mnie, ale w kompletnie innym znaczeniu. Wskazał wzrokiem na dziewczyny robiące Nam zdjęcia. Nie powiem, bo strasznie mnie zdziwiły i aż się skrępowałam, bo nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego.
-I Ty mi mówisz, że Twój związek nic za sobą nie pociąga? -zapytał podejrzliwie.
-Przestań, to tylko jakieś dziewczyny robiące Nam zdjęcia z niewiadomego powodu. Jestem Ronnie, ta sama co wcześniej, nie ma znaczenia czy ktoś mi robi zdjęcia czy nie. -stanowczo stwierdziałam, bo przecież tak było. Moja miłość do Harrego nie opierała się na mediach i tego typu rzeczach, kompletnie tego nie śledziłam.
-Rozumiem, okej -usmiechnął się i ciągnął dalej swoją wypowiedz.
W międzyczasie doszliśmy na miejsce. Dawno tu nie byłam, uwielbiam tą kafajnę, jest tu wszystko: moja ukochana mrożona kawa, pufy, które uwielbiam i do tego książki, które namiętnie czytam. Do tego znajomi, wiele z Nich właśnie tu przebywa, choć tym razem nie widziałam nikogo, prócz znajomej ekspedientki.
-Kogo ja tu widzę! Dawno Cię nie widziałam -powiedziała dziewczyna, po czym zapytała -Rozumiem, że to co zwykle?
-Tak, poproszę to co zawsze -uśmiechnęłam się do Niej ciepło by odwzajemnić jej entuzjazm, który także pałał we mnie.
-Dla mnie to samo -powiedział Sam. -No w takim razie teraz Ty mów co u Ciebie. -zwrócił się do mnie.
-Hmm.. o najważniejszym sam wiesz -uśmiechnęłam się do Niego trochę spod byka. -A tak to nic nowego. Jak już mówiłam, nie zmieniłam się aż tak, a Harry.. jestem moim życiem mimo wszystko, choć mam czas i na siebie. -nie chciałam się zagalopować z opowiadaniem o moim życiu, które tak na prawdę było monotonne, aczkolwiek na mnie pięknie monotonne.
-Czyli teraz przeżuciłaś się ze mna na Harrego.. -zaśmiał sie chłopak. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czułam się skrępowana. Miałam tylko nadzieję, że on nie.. nie lubił mnie jakoś szczególnie.
-Tak, oczywiście, z Ciebie przeżuciałam się na Niego, bo jesteś zbyt żałosny, bym mogła się z Tobą kolegować. -nie widziałam innego pomysłu jak obrócić to w żart. Nie darowałabym sobie jeżeli on czułby do mnie coś więcej niż zwykłe koleżeństwo. Zresztą.. to było chyba nie możliwe. -Wracając.. powiedz co u innych? Spotykacie się? Może kiedyś bym się dołączyła? -zapytałam, bo wręcz głupio mi było, że tak olałam ludzi, którzy są dla mnie również ważni.
-Wraz z chłopakiem? -zapytał, ale na to pytanie odpowiedziałam tylko ostrym spojrzeniem. Coraz bardziej mnie przerażał.
-Nie wiem, a chcielibyście? To zależy czy nie mielibyście przeciwskazań? Choć w głębi mam jednak nadzieję, że Harry nie jest dla nikogo problemem. -powiedziałam wierząc, że tak jest.
-Nie, no przestań, uwielbiam paparazzich. -skrytykował jakże subtelnie.
-Ej, to nie sprawiedliwe. Osądzasz wszystko to tak krótko, do tego z takim chamskim tonem. Sprawiasz mi tym przykrość, ale postaram się to jakoś zrozumieć. -nie wiedziałam co on może mieć do Harrego, kiedy ani razu go nie widział, ani nie znał jego zachowań i prób wymknięcie się z 'zoo'.
-Dobrze, już przestaje, nie chce się z Toba kłócić. Cieszę sie, że w ogóle znalazłaś czas. -odparł już swoim tonem.
-Mimo tego co sądzisz, zawsze znalzłambym dla Was czas, zawsze. -upewniałam go. Na szczęście po kilku chwilach emocje się rozluźniły i zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Brakowało mi jego i opowieści o znajomych, za którymi na prawdę tęskniłam.
Zagadaliśmy się na dobre 2 godziny, po czym zaczęłam się powoli zbierać.
-Dziękuje Ci za rozmowę, ale będę się zwijać. Trzeba wracać do domu, bez słowa wyszłam, nie chce żeby się martwili, nawet nie wzięłam komórki. -zpostrzegłam się, że nie mam nawet pieniędzy. -Emm.. Sam. Nawet nie wzięłam portfela, pożyczyłbyś na zapłacenie, a ja Ci oddam następnym razem, okej?
-Nie ma problemu. Odprowadzę Ci do domu jeżeli chcesz. -zaproponował.
-Nie, na prawdę dziękuje i tak dużo czasu na mnie dziś straciłeś, także wrócę sama, na pewno trafię. dziękuje jeszcze raz i do rychłego mam nadzieję zobaczenia -uśmiechnęłam się, wstałam, zgarnęłam za sobą dwie książki i resztę po drugiej kawie i udałam się ku wyjściu.
Do domu wróciałam szybciej niż myślałam. Nie obyło się niestety bez małej kłótni po powrocie.
-Gdzieś Ty była? Wiesz jak się martwiłam? -mama oczywiście od drzwi zaczęłam krzyczeć.
-Spokojnie, mamo, byłam tylko na spacerze, a przy okazji spotkałam Sama i się zagadaliśmy. Przepraszam. -skruszona zaczęłam się tłumaczyć. Nie chciałam, żeby mam się tak przejęła.
-Nawet nie wizęłaś komórki, więc zadzwoniłam do Harrego.. -te słowa mnie przestraszyły.
-Po co? Pewnie tylko go zdenerwowałaś! Nie rób tak więcej mamo, na prawdę. -dobrze, że przynajmniej nie przyjechał i nie zrezygnował z czegoś co dziś miał w planach. -Przepraszam jeszcze raz, a teraz pozwól, że pójdę już do siebie. -respekt w stosunku do mamy nie był taki od zawsze. Odkąd jestem chora zrobiła się inna, widać, że się przejmuję, nie potrafiłabym jeszcze bardziej zamęczać jej moją arogancją i buntowniczą postawą, dlatego też starałam się być na prawdę miła.
Weszłam do pokóju i rzuciłam się na łóżko. Podsunęłam się na łokciach ku poduszkom i usadziłam się wygodnie po czym zaczęłam czytać książkę, którą wynalazłam w kafejce. Po kwadransie ktoś zadzwonił do drzwi.
-Cholera! -powiedziałam głośno na głos, myślać, że Harry nie potrzebnie przyjechał sprawdzić co ze mną. Zeszłam na dół, ale głos, który usłyszałam nie należał do mojego lubego, ale do..
-Sam? Co ty tu robisz? -z zaskoczenia ledwo wyjąkałam te słowa.
-Przyszedłem, bo zostawiłas sweterek.. -podniósł rękę wraz z nim do gór.
-Ohh.. dziękuje, ale trzeba było zostawić tam, nie musiałeś się fatygować. -szybkim krokiem podeszłam do drzwi i przejęłam od Niego rzecz. -dziękuje.
-Powtarzasz się -uśmiechnął się szczerze.
-Najwyraźniej lubię, poza tym mam za co dziękować. -odwzajemniłam uśmiech, choć szybko zszedł mi z twarzy. Na podjeździe pojawiło się auto Harrego.
-Cholera! -kolejny razem wypowiedziałam to słowo, choć starałam się ciszej niż krzyczałam sobie w myślach.
-Ronnie, nic Ci nie jest? Twoja mama do mnie dzwoniła. -z dość przerażonym głosem mówił.
-Nie, spokojnie, byłam na spacerze, a potem spotkałam znajomego.. no właśnie to jest.. - nawet nie dokończyłam kiedy wszedł mi w słowo.
-Tak, wiem, byliście na kawie. -powiedział to złowrogim głosem.
-Skąd wiesz? -zapytałam zaskoczona, po czym popatrzyłam na Sama i wtedy zrozumiałam. -aaaaa.. te dziewczyny co robiły zdjęcia?
-Nie wiem kto, ale widziałem, krażą po internecie. -dalej ciągnął jakby był tym zniesmaczony.
-Em.. ja się będę zbierać, nie przeszkadzam. -powiedział Sam obracając się mijając Harrego.
-Dziękuje jeszcze i jeszcze raz. Do zobaczenia! -krzyknęłam za Nim. Obrócił lekko głowę i podniósł kąciki ust do góry.
-Mogę wejść do środka?
-Jeżeli się uspokoisz to tak. -podirytowana jego zachowaniem odparłam.
-Dobrze, możemy porozmawiać w środku? -sztucznie złagodzonym głosem zapytał, a ja odeszłam od drzwi, zostawiając je otwarte i udałam się do pokoju miając mame w przeprosinową miną.
-Możesz mi wyjaśnić o co Ci chodzi? -zapytałam Harrego kiedy zamknął drzwi pokoju. -Wyszłam z domu na spacer, spotkałam znajomego, a Ty wręcz zdenerwowany rzucasz się o to co zobaczyłeś na internecie.
-Nie dość, że się o Ciebie martwiłem to jeszcze ten chopak.. -nie dałam mu dokończyć.
-Mam przepraszać za to, że wyszłam z domu? Okej, przepraszam, że nie poinformowałam nikogo, ale nie rozumiem co masz do Sama..
-Po prostu mi się nie spodobał, może być? -mówł to niby obojętne, ale jakby to przeżywał.
-Czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosny? -z podejrzliwą miną przeradzającą się w uśmiech patrzyłam na Niego i czekałam na odpowiedź.
-No przecież już powiedziałem. -uciekał wzrokiem. Był taki uroczy. Podbiegłam do Niego, przytulając go z całej siły i powiedziałam:
-Przepraszam, nie chciałam Cię przestraszyć, rzeczywiście mogłam wziąć chociaż telefon, a co do Sama to przestań, to tylko kolega. -mocno zaakcentowałam słowo 'tylko', tak aby nie tylko on w to uwierzył, lecz i ja, by zniwelować myśli o jego uczuciach do mnie. -Tak w ogóle to nie powinieneś być teraz gdzie indziej? -odeszłam na krok.
-To nie ważne, dobrze, że z Tobą w porządku. -rozczulającym mnie głosem powiedział tuląc mnie mocno.
-Tak, tak, miło jest, ale nie chce, abyś przeze mnie rezygnował lub utrudniał pracę innym, także do widzenia. -choć słowa te ledwo co wypowiadałam, ponieważ zdecydowanie o wiele bardziej wolałam by został ze mną, nie chciałam by ciężarem.
-No dobrze, może powinniem wrócić, ale tutaj również dziś jeszcze wrócę, także nie myśl, że się mnie pozbędziesz. -uśmiechnął się, podszedł i pocałował. Zdecydowanie tak na do widzenia, aż przeszły mnie ciarki. Stanowczym ruchem wyjął mnie ze swoich objęć i wyszedł z pokoju. Nawet się nie spostrzegłam, a jego już nie było. Jeszcze przez chwile byłam w pięknym transie.. do czasu. Zrozumiałam, że jest kimś ważniejszym niż 'ważnym', jest dla mnie życiem i jeszcze trochę więcej. Poczułam się, aż słabo, straciłam świadomość..

***
nie wiem co napisać. dziś dla mnie szczególny dzień, więc mam także głęboko nadzieję, że Wam się spodoba rozdział, że będziecie chcieli dalej czytać moje słowa, dziękuje, na prawdę!

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 4

Przed domem było mnóstwo Directioners, które bardzo uniemożliwiały jakiekolwiek przejście. 
-Kolejna su*a, która przywłaszczyła sobie Harrego! -usłyszałam z ust jednej z dziewczyn. Poczułam się źle, nie przypuszczałam, że słowa jakiejś tam dziewczyny będą tak ranić. Posmutniałam, On to zauważył. 
-Nie przejmuj się -szepnął mi do ucha. Puścił mnie, podszedł do dziewczyny i coś jej powiedział, ale nie słyszałam. Wrócił, objął mnie w talii, a ja zerkając na Nią znów zobaczyłam jej zmieszany wyraz twarzy. 
-Co jej powiedziałeś? 
-Nie będzie obrażać kogoś dla mnie ważnego, nie są prawdziwymi fankami, a to, że teraz ma taką minę, to nie z tego co jej powiedziałem, ale z tego, że w ogóle do Niej powiedziałem. Moje słowa niestety przeleciały przez Nią, nie trafiając tam gdzie powinny. -odparł. Wzruszyłam lekko ramionami, również byłam zmieszana.. chyba powinnam przyzwyczaić się do takich sytuacji. 
Jechaliśmy autem może 20minut i byliśmy na miejscu. Harry drynknął do Liama, że są na dole, po czym ten zaczął machać już z okna. Wchodząc na górę zaczęły drżeć mi dręce, sama nie wiem dlaczego. Złapał mnie za jedną z Nich i pocałował w czoło. 
-Roooonie! -krzyknął Louis, unosząc mnie na ziemią, ściskając mnie, aż do łamania żeber. -Wreszcie mogę Cię poznać, Harry tak długo Cię przez wszystkimi ukrywał! 
-Czeeść! -wyjąkałam. -również cieszę się, że mogę Cię poznać.. Was poznać. -zza rogu pojawiła się reszta chłopaków i szczerzyli się niesłychanie. 
-No to uwaga: to jest Lou, który przed chwilą Cię prawie udusił, to Liam.. -Harry zaczał mi wymieniać ich pokolei. 
-tak, to Niall, a to Zayn -dokończyłam za Niego. co jak co, ale imiona ich to znałam doskonale. Widziałam na ich twarzach piękne uśmiechy, które rozgrzewały mi serce. Zwróciwszy się do Harrego zapytałam -A Ty jak masz na imię? -wszyscy zaczęli chichotać. 
-Harry prawie 24godziny na dobre o Tobie mówił, ale musimy Ci powiedzieć, że jesteś jeszcze piękniejsza i delikatniejsza niż mówił i powtarzał co 5minut, musisz przygotować się na stek odrażających słów ze strony ludzi. -powiedział Zayn, a ja wręcz automatycznie zarumieniłam się na twarzy, co skwitował Harry:
-I o tym własnie też mówiłem. -uśmiechnął sie przytulając mnie mocno. 
Spędziliśmy razem kilka godzin. Usłyszałam wiele opowieści i śmiesznych historyjek, że aż nie mogłam powstrzymać śmiechu. Byli cudowni, nigdy bym nie powiedziała, że są tak miłymi, pozytywnymi i kochanymi ludźmi. Są jak mała rodzina i czułam, że chcą bym do Niej wkroczyła. Poznałam również dziewczynę Louisa, która była tak urocza na jaką wyglądała i jak o Niej mówiono.Nie wierzyłam, że mogę być tak szczęśliwa, że wszystko mogło się tak diametralnie zmienić. Spojrzałam na Harrego, który był wsłuchany z śmieszny monolog jednego z chłopaków. Jego oczy były tak przejrzyste, tak pięknie błyszczały i ukazywały radość w jakiej się poruszał. Jego usta, króych kąciki ciągle się unosiły miały piękną, naturalną brawę, wzrok przyciągały również jego przecudowne dołeczki, w których zakochany był każdy. Nie jednokrotnie również łapałam samą siebie na delikatnym dotykaniu jego włosów, były tak aksamine w dotyku. Moje oczy nie przestawały go podziwiać, choc starałam się to robić dość subtelnie. Głos jego przenikał mnie po krańce ciała, krew moja, która niebieska nigdy nie była i nie będzie oczyszczała się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, choć głos mej sympatii mogłabym porównywać do najbardziej finezyjnych i znakomitych rzeczy. Mogłam tak trwać, co niestety przerwało pytanie:
-No to słyszę, że Harry poderwał Cię tym swoim urokiem, którego nikt z Nas nie widzi, a jednak wszyscy na Niego lecą? -zaśmiał się Liam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. mogłabym opowiedzieć jak strasznie go kocham, choć słów tyle na pewno bym nie znalazła. Kocham go na tyle ile to słowo może znaczyć, kocham na zabój. 
-Ja również go nie widzę, w ogóle nie wiem co mogę z Nim widzieć. -mówiąc te słowa patrzyłam się na lubego, czując jak z każdą sekundą miłość rozpiera mnie coraz bardziej. 
-My również nie wiemy.. -zatwierdził Li ze swoim słodkim uśmiechem na twarzy. 
Świetnie spędzając czas mimowolnie ziewnęłam, po czym usłyszałam szept:
-Chcesz już do domu?
-Jestem trochę zmęczona, ale jest bardzo miło! -zachrypniętym głosem odpowiedziałam Harremu, który najwidoczniej potrafił czytać między wierszami. Wstał, podał mi rękę i powiedział:
-Będziemy się zbierać, odwiozę Ronnie do domu, jest już dość późno -powiedział to, obejmując mnie w talii.
-Od kiedy Ty taki szarmancki i opiekuńczy jesteś, co? -zapytał się Lou
-On tylko tak udaje, żebyście na Niego nie krzyczeli, tak na prawdę to nawet lepiej nie mówić.. -uśmiechnęłam się do wszystkich, po czym powiedziałam -Mam nadzieję, że do zobaczenia! -podbiegł najpierw Niall, który silnie mnie przytulił, a zaraz po Nim wszyscy się na mnie żucili. Nie wyobrażałam sobie takiej reakcji na moją osobę. 
-Dobrze, dobrze, starczy, ona jest moja tak dla przypomnienia. -choć nie do końca podobało mi się stwierdzenie Harrego, że 'jestem jego' oddałam się temu całkowicie. 
Pomachałam im na koniec i udałam się za Harrym. Widziałam, że był zadowolony i nie mógł chyba powstrzymać pytań:
-Jak się podobało? Mówiłem Ci, że nie ma najmniejszej szansy, że im się nie spodobasz, a Ty się zamartwiałaś!
-Tak, wiem, było cudownie, jesteście wszyscy cudowni -rozentuzjazmowana odparłam. 
-Cieszę się, strasznie mi na tym zależało. 
-Wiem. -wiedziałam, że zależy mu na tym, aby obie strony się polubiły. 
-Prosto do domu? -uważał, że to pytanie retoryczne, ale ja chyba zmieniłam znaczenie. 
-Nie, nie do domu, jeżeli nie masz mnie jeszcze dosyć pojedźmy sobie nad Tamizę. -rozpierała mnie przerażająco wesoła aura, którą chciałam jeszcze spożytkować. 
-Nie jesteś zmęczona? ten dzień już jest długi -oponował. 
-Rozumiem, że już na dziś Ci się znudziłam? -podejrzliwym głosem zapytałam w lekkim uśmiechem na twarzy, po czym bez słowa otworzył mi drzwi od samochodu i ruszyliśmy. 
-Dziękuje -pocałowałam go w policzek.
-Po pierwsze wcale nie wygrałaś, po drugi chcesz spowodować wypadek samochodowy? -mimo, że było to z jego strony śmieszne pytanie, przeszły mnie ciarki. Przeszły mnie ciarki na myśl o jego stracie, choć po chwili zdałam sobie sprawę, że to ja pierwsza odejdę, że to on będzie musiał to jakoś przeżyć. Zabolało 
mnie serce, jak nigdy wcześniej. Z takimi myślami miałam ochotę zostawić go w cholerę, by nie musiał tak drastycznie przeżywać tego jak mnie straci, po prostu chciałam dla Niego jak najlepiej, ale nie poruszałam tematu, bo przecież już o tym rozmawialiśmy. 
-Jak to nie wygrałam? ej, Ty ze mną nie pogrywaj! -rzuciłam szybko słowa w jego kierunku. 
-Jesteś taka słodka jak się tak denerwujesz -powiedział to w sposób najbardziej urokliwy jaki można sobie wyobrazić. 
-Przestań, tylko powiedz kiedy jedziemy, mam nadzieję, że nie do domu, bo w tę stronę jedziemy. -nie byłam zdenerwowana, ale nie chciałam wracać już od domu, gdyby było to możliwe nie spałabym, byłabym przy Nim w każdej sekundzie życia. 
-Nie powiem Ci i nawet nie proś -chyba sam nie wierzył w te słowa.
-Proszę, chyba nie będziesz mi odmawiać.. 
-Lubisz niespodzianki, a więc będziesz je miała -powiedział to tak, jakby chciał sprowadzić dla mnie gwiazdkę z nieba. 
-Dojeżdżamy, więc spokojnie, zaraz zobaczysz. 
Po chwili byliśmy na miejscu. Dookoła były wieżowce, a ja nie wiedziałam co tu robimy. 
-Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości. -zapytał.
-Nie wiem, zresztą przy Tobie i tak niczego się nie boję. -delikatnie i dość nieśmiało odpowiedziałam. Popatrzył na mnie, a po chwili pocałował. Każdy Nasz pocałunek odbierałam jako ten pierwszy i ostatni, wyciągałam z niego tyle rozkoszy ile tylko mogłam. 
-Choć za mną -powiedział. weszliśmy na budynku, po czym jechaliśmy windą długie sekundy na sam szczyt. Już wtedy zdawałam sobie sprawę z tego co on kombinuje, a moje słowa 'jakby chciał sprowadzić dla mnie gwiazdkę z nieba' były tak blisko. 
-Zamknij oczy -rozkazał Harry i spojrzał na mnie nieufnie, po czym przymknęłam oczy, a on dodatkowo zakrył je swoimi dłońmi. Doszliśmy na miejsce.. 
-Jeszcze nie otwieraj oczu, jeszcze chwilkę. -czułam zimny wiatr i to, że chłopak pojawił się teraz z przodu mnie i prowadził do przodu. 
-Otwórz! -subtelnym głosem oznajmił. 
Otworzywszy oczy niemal umarłam z wrażenia. Rozciągała się przede mną przejrzysta panorama Londynu. Było już ciemno, więc miasto wyglądało ogniście jedynie dzięki ulicznym lampom. Rzuciłam mu się na szyje, po czym pocałowałam go krótko w usta. Chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. 
-Nie wyobrażałam sobie czegoś tak cudownego -powiedziałam zafascynowanym głosem. 
-To jeszcze nie wszystko!
Siedzieliśmy tak z 2 kwadranse i rozmawialiśmy o bzdurach. Śmieliśmy się wzajemnie jakby nic nigdy nie miało by Nam przeszkodzić. Próbowałam zapomnieć, aczkolwiek nadal myśl o chorobie tkwiła gdzieś głęboko, choć u boku Harrego stawała się ona o wiele lżejsza i cichsza. Kiedy zrobiło się na prawdę zimno,zebraliśmy się, a On odwiózł mnie do domu, choć o własnych nogach nie doszłam do pokoju, bo wcześniej w drodze powrotnej zasnęłam, a On z samochodu przeniósł mnie wprost do łóżka, a ja nawet się nie przebudziłam.. 

***
mam nadzieję, że będzie się choć trochę podobać! dziękuje każdej osobie za przeczytanie moich wypocin, na prawdę! :)

niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 3


04:23, za oknem robiło się coraz jaśniej. Sen nie chciał mnie najść, adrenalina krążąca po moim ciele nie pozwalała mi usnąć. Nadal żyłam wczorajszym wieczorem, moje wargi nadal drżały, nadal uśmiechałam się sama do siebie. Zamknąwszy oczy nadal wspominałam:
-Mam nadzieję, że niczego nie będziesz żałować. -szeptem odparł. 
-'Czy musisz teraz to wszystko psuć?' -zacytowałam którąś z jego wypowiedzi i uśmiechnęłam sie błogo. -Niech będzie teraz jak jest i.. co ma być. 
-Jak tylko sobie życzysz.
Milimetry dzieliły Nas od siebie. Nie myślałam, czułam tylko piekielnie moce uczucie buzujące we mnie. Po chwili stało się to czego nawet się nie opierałam. Pocałował mnie tak subtelnie, aczkolwiek jedocześnie tak namiętnie. W głowie trwało to wieczność i mogłoby się nie kończyć. Czułam się tak bezpiecznie, a to wszystko dzięki jednej osobie, która działa na mnie jak nikt i nic innego. 
-Zdajesz sobie sprawę, że jesteś dla mnie bardzo ważna? -te słowa były niczym miód na moje serce. Nie pomyślałam, że trafię na swoją druga połowę. 
-Teraz już wiem. -cmoknęłam go szybko w usta. Teraz mogło być już tylko lepiej, przynajmniej tak mi się wydawało. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie. Końca tego dnia nie było widać, ale piękne spotkanie dobiegało końca. W drodze powrotniej opierałam swoją głowe o jego ramię, próbował mnie namówić, aby wraz z Nim śpiewała i tak też było, choć większość piosenek i tak śpiewałam sama.
8:56, nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Wszystko było jeszcze takie świeże, to wszystko miałam jeszcze tak głęboko w głowie. Wstałam i usiadłam przy toaletce. Zaczęłam płakać. Wszystko wróciło. Niespodziewanie mama przyszła do mnie wraz ze śniadaniem. Podeszła, przytuliła i zapytała:
-Zamierzasz mu powiedzieć?
Kiwnęłam znacząco głową. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Bardzo rzadko płaczę przy kimś, ale to było silniejsze ode mnie, nie potrafiłam sobie z tym sama poradzić. Serce mnie boli, gdy o tym myślę, od początku wiedziałam, że nie powinnam, ale to wszystko tak się rozwinęło, ja nad tym nie zapanowałam.

Minęły kolejne dwa dni. Nie potrafiłam się z Nim spotkać, widzieć go i kolejny raz ominąć temat. Tak bardzo nie chce go zranić, tak bardzo nie chce zakończyć tego pięknego okresu, aczkolwiek wiem, że nie ma innego wyjścia. Któryś z kolei raz odrzuciałam połączenie od Harrego, wiedziałam, że prędzej czy później spotkać się będzie trzeba, że on będzie się tego domagał. Po takim dniu, po takim wieczorze jaki ostatnio przeżyliśmy, dziwną sytuacją jest ta, którą wprowadziłam. Wzięłam za telefon, ale dzwonek do drzwi mnie wyprzedził. Przestraszyłam się, bo wiedziałam, że to on, czułam to. Miałam zaledwie może piętnaście sekund na ogarnięcie swojej osoby.. psychicznie. Nie miałam pomysłu jak go na to przygotować, nie wiedziałam jak przekazać mu to najprościej, jak go nie zranić. Usłyszałam z dołu:
-Dzień dobry, jest Ronnie?
-Tak Harry.. jest u siebie, ale nie wiem..
-Spokojnie mamo. Cześc Harry, choć na górę.. -stanęłam na schodach ze sztucznym grymasem uśmiechu po czym zaczęłam iść ku pokojowi.
-Dlaczego się nie odzywasz? Zacząłem się martwić! Możesz mi powiedziec o co chodzi? Chyba nie o tamten wieczór, przecież.. -ze smutkiem w głosie mówił, ale przerwałam mu to jak najszybciej.
-Cicho.. nie, nie chodzi o tamten wieczór, to znaczy nie do końca. Chodzi o wszystko.. -nadal nie wiedziałam jak mu to powiedzieć.
-Ale ja Cię nie zranię, choć wyjeżdżam, nie wiem dokładnie kiedy, ale to nie zmieni niczego, przyrzekam..
-Posłuchaj mnie, nie przerywaj. Wiem, że mnie nie zranisz, tu nie chodzi o to.. chodzi.. chodzi o mnie.
-Znudziłem Ci się, cokolwiek? Rozumiem, przecież nie musisz mi się..
-Przestań, błagam Cię.. muszę Ci coś powiedzieć, ale nie mam pojęcia jak.. -póściły mi nerwy, myślałam, że wybuchnę płaczem, ale tak bardzo gryzłam się w język, nie mogłam.. nie mogłam ukazać tej cholernej słabości. Na mojej twarzy gościł już tylko smutek, było to widoczne gołym okiem. Tak strasznie ciążyło mi to w głowie. Dzięki Niemu tak strasznie poczułam się szczęśliwa, kochana.. poczułam, że na prawdę mam po co żyć.. nie wiedziałam jak ukrócić to wszystko, nie chciałam tego, nie chciałam.
-Jestem chora. -wyplułam te słowa. Cisza zmiotła mnie z powierzchni ziemi. W myślach już dawno topiłam się w oceanie łez, już dawno leżałam na podłodze zwinięta w kłębek, taka sama. Wiem, że muszę go zdystansować, póki ma jeszcze wybór, nie jest tak zakochany, jeszcze może się ode mnie uwolnić. Cisza była tak okrutna. On nie wiedział co powiedzieć.
-Tak.. -rozpaczliwa łza spłynęłam mi szybko po policzku. -Jestem poważnie chora. Tak bardzo nie chce wymawiać tego słowa, nie każ mi, powiedz, że wiesz o czym mówię. -błagalnym tonem wypuszczałam słowa z ust. On stał jak słup soli. Domyślał się co mi jest, ale chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.. zresztą tak jak ja. Delikatnie przejechałam dłonią po twarzy, rozpraszając mokre ślady. Bałam się, bałam się, że wyjdzie, że nie wróci, ale z dugiej strony.. życzyłam mu tego, żeby żył beze mnie, lepiej. Skurczona stałam tak w bezruchu. Spojrzawszy na Niego ukradkiem na jego twarzy malowało się przerażenie. Po chwili zrobił dwa stanowcze kroki w stronę drzwi i wyszedł. Nie umiałam opanować łez. Stałam. Patrzyłam w stronę uchylonych drzwi. Wrócił i konkretnie szedł w moją stronę, po czym zamknął mnie w swoich ramionach. Z oczu poleciało mi tysiąc łez, drżałam, nie wiedziałam co robić.
-Czy Ty myślałaś, że kiedykolwiek mógłbym Cię opuścić? Czy Ty choć przez chwilę tak pomyślałaś? -poczułam jego łze na mojej głowie. Tego się bałam, że będzie cierpieć.. nie wytrzymywałam tego. Osunęłam się po jego ciele. Na ułemek sekundy straciłam panowanie nad ciałem. Przeniósł mnie na łóżko. Jeszcze bardziej go przestraszyłam.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? nie ufasz mi, na prawdę? -rozgoryczony, cięglę mnie tuląc zapytał.
-Ja po prostu nie chciałam by to wszystko było uzależnione od choroby, nie chciałam by i Tobie i mi ciążyło ciągle w głowie, a tak.. bawiliśmy się beztrosko. Nawet mi udało się przy Tobie zapomnieć. -łzy nadal leciały. -Dlatego też na początku tak strasznie się dystansowałam. Bałam się, nie chciałam nikogo do mnie przyzwyczajać, ale.. niestety mi się nie udało.
-Nie mów tak. Ty to najlepsze co mi się w życiu przytrafiło. Chce być przy Tobie na zawsze, do samego końca Twojego życia, chce być jednością.
-Wiesz, że jesteś kwintasencją mojego szczęścia? Dzięki Tobie czuła się radosna. Wyrwałam się z objęć czterech ścian, z bycia zazdrosną o każdą minutę. Rozjaśniłeś mi życie, ulepszyłeś mnie.
-Pamiętaj, że to Ty trzymasz mnie przy ziemi.. Kocham Cię. -powiedział to, a ja poczułam się jeszcze gorzej. Nie wiedziałam czy chce żeby mnie kochał, za bardzo przez to cierpi.
-Co mogę powiedzieć.. chciałabym Cię uchronić przed tym, nie chce Cię ranić, ale.. ja również Cię kocham, tak strasznie boję się Cię odrzucić.. -ledwo mówiłam dodatkowo się jąkając.
-Dlaczego nawet o tym myślisz? Nawet gdybyś mnie odrzuciła, nigdy, ale to przenigdy bym nie odszedł. Walczyłbym do końca. -wbijał mi to do głowy, zaczynałam się uspokajać.
-Nie chce Cię ranić.
-Zranisz odrzucając mnie, także nie rób tego.. -słysząc te słowa i wtulając się w Niego czułam się bezpiecznie, jakby wszystko było normalne, ale nie mogłam zapomnieć. Pewnie oczekiwał jakiś słów, ale ja nie wiedziałam co mówić.
-O czym myślisz? -zapytałam, martwiąc się o to co przeżywa.
-O tym jakim jestem szczęściarzem i o tym jak sobie poradzimy i o tym..
-..jak długo mamy czasu? -wiedziałam. Cisza tylko to potwierdziła.
-Nie wiem, póki co jest dobrze, więc nie chce krakać. Harry, popatrz na mnie: obiecaj mi, że dziś ostatni dzień smutków. Nie chce żeby było tak od dziś ciągle, nie chce by to, o czym się dowiedziałeś grało główną rolę w życiu, dobrze? Żyjmy tak jakby nigdy nic, bo nie ma sensu w tym trwać.. trzeba zapominać jak się da, omijać temat. -kiwnął jako znak rozumienia co mówię, ale zdaję sobie sprawę, że może być troche inaczej.
-Przepraszam, że Wam przeszkadzam, ale może zeszlibyście na obiad? Na pewno jesteście głodni. -mama wbiła głowę w uchylone drzwi i z uśmiechem zapytała się, po czym On wstał, wziął mnie za rękę i powiedział:
-Tak, ja już zadbam o to by wszystko zjadła -powiedział to tak uprzejmie, że aż się uśmiechnęłam.
Chyba właśnie spełniłam mamy prośbę: Harry był u Nas na obiedzie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy, było miło. Udawałam, niestety wiele uśmiechów było sztucznych, ale muszę kłamać, nie mogę przecież się załamywać, przecież mam dla kogo żyć, mam z czego się cieszyć. Owymi słowami staram się sama siebie przekonać, co i tak graniczy z cudem. Po obiedzie poszłam umyć naczynia, w czym chłopak również mi pomógł, widziałam w jego oczach zaangażowanie, taki spokojny wyraz twarzy, ale oczy były przeszklone. Próbował mnie rozbawiać, co kilka razy mu się udało. Rozmawialiśmy:
-Może chcesz gdzieś dziś ze mną iść? Może chcesz poznać chłopaków z zespołu?
-Musimy im mówić? Nie chce, żeby na wstępie się o tym dowiedzieli. -nie chce po prostu od samego początku wzbudzać w Nich litość i współczucia, nie na tym mi zależy.
-Oczywiście, powiemy kiedy tylko będziesz chciała.. -uśmiechnął się. -To jak?
-Myślę, że to dobry pomysł.. chociaż nie wiem czy mnie polubią. Nie wiem czy przypadnę im do gustu. -trochę się tego bałam, bo jednak to taka mała rodzina i głupio, żeby nie mógł o mnie przy Nich rozmawiać, bo oni nie chcieliby słuchać. Dla mnie to jeszcze nic, ale Harremu byłoby smutno.
-Oni już Cię lubią, a Lou.. Lou, aż nie może się doczekać, gdy Cię pozna. Zresztą jak wszyscy. -przekonywał mnie, choć nie do końca wierzyłam.
-Chodźmy, czemu nie.. -lekko parsknęłam uśmiechając się sama do siebie. Wytarłam ręce po czym rzuciłam w jego stronę ręcznik. Zebraliśmy się, pożegnaliśmy mamę i wyszliśmy..


***

przepraszam, że taki smutny, ale.. sama jestem smutna. w każdym razie marzę by się spodobał.
piszcie jeżeli chcecie by rozdziały były częściej, bo nie wiem czy mam dla kogo pisać:(
jak się podoba nowy wygląd?