*Harry*
Nikt nie informował mnie o niczym. Nie miałem pojęcia co się z Nią dzieje. Umierałem z przerażenia. Mama Ronnie co chwila podchodziła do recepcji, aczkolwiek za każdym razem odchodziła z coraz to bardziej zrozpaczoną miną, bo tak jak ja o niczym nie wiedziała. Ronnie po tym jak straciła przytomność prawie natychmiastowo została przewieziona do szpitala, ale przeze mnie, bo karetka nie była w stanie przyjechać dość szybko. Ciągle trzymałem ją za rękę, nie potrafiłem choć na sekundę jej opuścić. Odkąd już tu jesteśmy nie usłyszałem ani jednego słowa. Badają ją.. sam nie wiem. Do bólu strach krąży mi wraz z krwią po organizmie. Nie wiedziałem już jak się zachować. Nie wiedziałem tak na prawdę co jej grozi, nie miałem pojęcia czego się spodziewać, aczkolwiek po głowie błąkały mi się najczarniejsze scenariusze. Mimowolnie w oczach pojawiały mi się słone krople, nie potrafiłem opanować myśli, które były przyczyną płaczu. Mój niespokojny oddech był głośny, nie mogłem się uspokoić na myśl, że mógłbym ją tak szybko stracić. Nie chciałem tego. Choć był to egoistycznie zachowanie nie chciałem jej jeszcze tracić, za szybko, zdecydowanie za szybko. Po przewiezieniu jej na sale obserwowałem jej twarz jak spała. Była taka krucha, jeszcze bardziej delikatna niż zwykle, ale widać było również zmęczenie i smutek. Byłem ciekaw o czym śniła, czy sen pomagał jej walczyć z bólem, który zapewne owiną ja sobie w okół palca. Widząc ją kuło mnie serce, coraz to mocniej, zdawałem sobie sprawę jak bardzo ją kocham.
*Ronnie*
Wszyscy myśleli, że jeszcze śpię, a ja tylko nie miałam siły choćby otworzyć oczu. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło. Słyszałam szepty i odgłosy szurania butami przez pielęgniarki chodzące w tą i z powrotem. Czułam dłoń Harrego wplecioną w moje palce. Czułam się źle fizycznie i psychicznie. Bolał mnie fakt, iż byli tu wszyscy ukochani, bali się. Musiałam powoli próbować się przebudzić również cieleśnie, byłam jak zaczarowana w środku, tylko dla siebie, a przecież najważniejsze to żyć dla Nich.
Lekko uchylając powieki nie mogłam patrzeć jak cierpi. Siedział przy mnie cały czas i trzymał mocno moją rękę. Chciałam go stąd wywalić, żeby nie patrzył na mnie teraz, żeby zapamiętał mnie jako wesołą i radosną. Nie chciałam żeby cierpiał z mojego powodu. Już od dawna chciałam go przed tym wszystkim uchronić. Sama nie wiedziałam co ze mną będzie. Zawsze myślałam, że byłam przygotowana na wszystko, choćby na śmierć, ale od kiedy Harry pojawił się w moim życiu wszystko się zmieniło. Naprawił mnie, jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Powtarzałam się, moje myśli były ograniczone wokół jednej osoby. Moja mama również tu była. Miałam tylko nadzieję, że nie przyprowadziła młodej. Nie chciałam by widziała mnie w takim opłakanym stanie, nie chciałam żeby miała takie wspomnienia. Coraz bardziej byłam świadoma swojego kresu choć nie miałam pojęcia kiedy to nastąpi.
Powoli otwierałam oczy. Harry uroczo przysypiał na mej dłoni, nie miałam serca go budzić. Był pewnie zmęczony. Zobaczyłam przez uchylone drzwi mamę rozmawiającą ze znanym mi lekarzem. Przyuważył, że się przebudziłam. Mama obróciła się w moja stronę i posłała uśmiech. Byłam niestety jeszcze za słaba na odwzajemnienie jej ciepłego przywitania. Po chwili weszła do sali, ale znaczącym spojrzeniem na Harrego, a potem na Nią przekazałam jej, żebyśmy zachowały cisze. Nie chciałam go zbudzić. Mama usiadła po drugiej stronie łóżka i pocałowała mnie w lewą rękę. Patrzyła się na mnie z radością w oczach. Nie wiem czy była ona udawana, ale przepływała ona na mnie. Nie bałam się tak bardzo. Byli przy mnie. Ja natomiast bałam się bardziej o Nich, jak sobie z tym radzą. Nienawidziłam siebie za tę chorobę. tylko zwracałam na siebie dodatkową uwagę czego nie trawiłam. Tyle osób przeze mnie cierpiało. Te myśli rozpierały mi klatkę piersiową.
Harry zerwał się we lekkiego snu i z przerażeniem w oczach popatrzył w moją stronę po czym widać było, że odetchnął z ulgą. Puszczając jego dłoń poprawiłam mu włosy, które wpadały na jego smutna twarz. Uśmiechał się, tak czystko, tak głęboko patrzył mi w oczy, czułam jego wzrok na swojej duszy.
-Uśmiechnij się -powiedział do mnie tak, że nie miałam wyboru. Kąciki moich ust powędrowały w górę. Niezdarnie, bo niezdarnie, ale jednak. Rozpromienieni obydwoje uśmiechali się w moją stronę. Przez chwilę poczułam się jak w psychiatryku.
-No dobrze, już wystarczy -powiedziałam szybko, aczkolwiek pogodnie. -Kiedy wracamy do domu? -pytanie skierowałam w mamy kierunku, ale widziałam zaskoczenie na moje pytanie na twarzy Harrego, tak jakby chciał mnie tu zostawić na taki czas, aż będzie miał pewność, że nic mi nie będzie, ale ja wiedziałam, że takie powroty są drastyczne, ale nie długie. Niejednokrotnie już tak było. On spotkał się z tym dopiero pierwszy raz.
-Harry, mogę zostać z Ronnie sama? -uśmiechnęła się do Niego, a on z trudem puścił moją rękę i wyszedł.
-Mów mamo, przecież to nie pierwszy raz.. -byłam gotowa na wszelkie słowa.
-Potrzebny jest przeszczep. Co prawda czujesz się lepiej i już jutro po badaniach możemy zabrać Cię do domu, to mimo to przeszczep jest konieczny. Wiesz, słońce Ty moje, że jest mi mówić o tym trudno, ale ja wiem, że jesteś mądra, że rozumiesz. Musimy czekać. -rozpłakała się. Nie wiedziałam kogo mam pocieszać: siebie czy ją.
-Mamo, spokojnie. Tak już jest, ale może będzie dobrze. Jak nie ja to ktoś inny będzie miał drugie życie, a może jemu bardziej się przyda.. -sama nie do końca wierzyłam w te słowa. Tak strasznie nie chciałam rozpłakać się przy Niej, nie chciałam pokazywać tej słabości. Nie chce nikogo opuścić, nie chce ranić nikogo swoim istnieniem, ale wiem, że utrata życia może być jeszcze gorsza.
-Mam jakoś wdrążyć w to Harrego? Czy sama chcesz to zrobić? -zapytała się mama drżącym głosem.
-Sama, oczywiście, że sama.
Mama wychodząc z sali posłała mi spojrzenie smutnego dziecka, aczkolwiek miał to być chyba lekki grymas uśmiechu. Ja tym razem odwdzięczyłam się tym samym, starałam się by uwierzyła w to, że jestem mimo wszystko radosna.
-Tylko nie mów, że na prawdę Ci wypisują, przecież jesteś w.. -wszedł z impetem do sali i mówił tak obłąkanie, jednocześnie tak smutno. Przerwałam mu:
-Wcale nie jestem w opłakanym stanie Harry. Błagam Cię, nie martw się tak, dobrze? -chciałam żeby mu było lepiej. Może wyrzuty sumienia za jego zranione życie doskwierały mi już od dłuższego czasu i pewnie nigdy nie umknął. -Usiądź lepiej i mnie uważnie posłuchaj.. -mówiło się do Niego jak do małego dziecka, a on równie grzecznie się słuchał. -Jestem chora, to już wiemy, teraz tylko czas pokaże czy będzie lepiej czy gorzej. Po prostu potrzebuje przeszczep, a w tej chwili jest to niemożliwe, ale jestem w kolejce.. -opowiadałam mu o tym spokojnie, szkoda, że on nie potrafił równie spokojnie przyjąć.
-Ja to załatwię, Podzwonię gdzie trzeba. Pieniądze nie są problemem.. -mówił całkowicie bez sensu.
-Nie zgadzam się, jeżeli ja zdobędę to bez kolejki, ktoś dzięki temu umrze. Nie zniosę tych myśli, rozumiesz? Dlatego grzecznie będziemy czekać.. -powiedziałam mu to dosadnie i nie zamierzałam zmieniać zdania, nie potrafiłabym.
Milczał. Bolało to o wiele bardziej, wolałam żeby na mnie krzyczał.
-Powiedz coś. Doprowadzasz mnie do frustracji.. No błagam Cię. -cichym tonem zwracałam się do Niego. Po dłuższej chwili myślenia wreszcie się odezwał:
-Nie wiem co mam powiedzieć. Nie rozumiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza i chce dla Ciebie jak najlepiej? Po prostu. -z żalem w głosie dukał.
-Rozumiem i to za dobrze. Jestem zmęczona, daj mi chwilkę odpocząć. -musiałam to przemyśleć. Jego myślenie toczyło walkę z moimi zasadami moralności, ale za odkupienie jego cierpienia.. na prawdę mogłabym dać dużo.
-Wiedz, że jestem niedaleko -rzucił wychodząc.
-Kocham Cię! -podniesionym tonem wręcz krzyknęłam. Tylko uśmiechnął się smutnawo.
Po niespełna kwadransie odpłynęłam. Śniłam, ale pustkę. Przez cały czas jakbym była w próżni. Nic nie czułam. Nie było nic. Po obudzeniu czułam jakbym spędziła tam wieczność. To do dużo za dużo by być tam bez Harrego. Przejrzawszy na oczy zobaczyłam znów Harrego śpiącego przy moim łóżku. Spostrzegłam się, że spałam tak, aż do następnego dnia, a mojego zmęczenia nie było końca. Podniosłam się na łokciach cicho, aby nie zbudzić Harrego, aczkolwiek jego sen był bardzo płytki i szybko się poderwał.
-Jak się czujesz? -zapytał z marszu, po czym nachylił się nad moim łóżkiem i pocałował mnie znów tak samo jak zwykle.
-Coraz lepiej.. -odpowiedziałam, jeszcze zachrypniętym głosem. -Dziś wracam do domu, wiesz prawda?
-Tak, wszystko wiem.. -jego głos był przemęczony.
-Idź do domu! -rozkazałam mu szybko.
-Co Ty mówisz? -zapytał zdziwiony.
-To co słyszysz, nie chce Cię tu. Wyglądasz jak trup, musisz iść się przespać porządnie. Zobaczymy się w domu, dobrze? -to było zdecydowanie pytanie retoryczne.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale, powiedziałam i marsz, bo zaraz wstanę.. -zagroziłam mu, aczkolwiek było wiadome, że i tak by mi nie pozwolił. Zaczął się powoli zbierać. Cieszyłam się, że odpocznie, nie mogłam patrzeć na Niego w takim stanie, a to wszystko tylko i wyłącznie przeze mnie. Wszystko mnie bolało, tym razem na raz i fizycznie i psychicznie, jedno nie wykluczało drugiego. Wychodząc spojrzał na mnie jak każdy wychodzący ode mnie z sali. Pomachałam mu na do widzenia.
-Harry! -krzyknęłam.
-Tak? -błyskawicznie znów pojawił się u mnie.
-Przepraszam, zapomniałam tylko dodać, że wracasz taxi, a nie swoi samochodem.
-Już dobrze, całkiem mi mózgu nie zeżarło.. -uśmiechnął się i poszedł.
Znów zamknęłam oczy na dłużej, odpoczywałam. Niestety nie na długo. Przyszli lekarze.. obchód i te sprawy. Ale cieszyłam się na myśl, że jeszcze dziś będę w domu. To dawało mi siłę. Badanie nie należały do najprzyjemniejszych, ale już do tego powoli się uodparniałam. Wszystko szło w dobrym kierunku. W głowie miałam tylko myśl o spokojnym popołudniu we własnym łóżku. Po odprowadzeniu mnie do sali szybko zasnęłam, byłam umęczona. Obudził mnie telefon, który już rano wraz z innymi rzeczami był przygotowany do powrotu. Dzwonił Harry:
-Harry?
-Ronnie, gdzie jesteś? Jest już 17:00, a ja jestem pod Twoim pustym domem. -powiedział, a ja szybko zerwałam się patrząc na zegarek. Rzeczywiście. Już dawno powinnam być w domu.
-Nie wiem co się dzieje, spałam, a nikt nie nie obudził, ale nie denerwuj się, zaraz wszystko wyjaśnię.. -nawet nie dokończyłam zdanie kiedy usłyszałam jedno krótkie zdanie:
-Zaraz będę! -i szybko się rozłączył.
Wykręciłam numer do mamy:
-Gdzie jesteś mamo? Popatrz, która godzina? -zbulwersowana podniosłam nieuprzejmie głos.
-Ronnie, skarbie, spokojnie, zaraz u Ciebie będę. Jestem już w szpitalu. -powiedziała to niepoewnym głosem. Przestraszyłam się. Po chwili mama pojawiła się w drzwiach i z rozczarowaniem na twarzy zaczęła już mówić:
-Nie mogę Cię jeszcze wypuścić, jeszcze za wcześnie.
-Jak to za wcześnie!? Przecież jeszcze wczoraj normalnie i legalnie miałam wracać do domu.. -ze łzami w oczach mówiłam. Nie lubiłam spędzać czasu w szpitalu. Czułam wtedy jak tracę cenne minuty życia. -Mamo, błagam Cię..
-Gdyby to zależało ode mnie.. ale najwidoczniej tak jest najlepiej dla Ciebie, zrozum to. -obie się rozpłakałyśmy. -Pójdę jeszcze do lekarza, porozmawiam.. -mama w drzwiach minęła się z Harrym, który wyglądał znacznie lepiej.
-Dlaczego nie chcą Cię wypuścić? -zapytał zasmucony.
-Sama nie wiem, po prostu nie mogą.. -ocierałam łzy spływające mi po skroniach.
-W takim razie mam dla Ciebie niespodziankę. Nie długo będę. -wyszedł czym prędzej nie mówiąc mi o niczym, ale do tego już zdążyłam się całkowicie przyzwyczaić i nawet polubić.
Wrócił po nie dłuższym czasie. Miał ze sobą dwie torby na oko z jakiegoś z okolicznych spożywczaków i filmy, aczkolwiek nie wiem skąd je wytrzasnął.
-Nie możesz wrócić do domu to dom przyjdzie do Ciebie. Cofnął się do drzwi i wniósł torbę wypełnioną jak okazało się moja poduszką i innymi charakterystycznymi rzeczami. Wszystko przygotował, włączył film i usiadł obok mnie na krześle z głową podciągniętą do góry, by móc oglądać, choć duma również go rozpierała. Ściągnęłam go na mnie wzrokiem. Odkryłam kawałek pościeli i posunęłam się na kraniec łóżka po czym kiedy spojrzał dwa razy poklepałam dłonią po wolnym miejscu obok mnie. Uśmiechnął się i szybko ściągnął buty by móc usadowić się ku mojego boku. Byłam szczęśliwa, bo nie ważne gdzie jestem byle by być z Nim i to się liczyło. Wtuliłam się w Niego, brakowało mi jego ciepła i zapachu, mogłam tak trwać wiecznie. Ujrzałam głowę mamy w drzwiach, która puściła mi oczko i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie. Poczuł to:
-Z czego się śmiejesz? Ten film się nawet nie rozkręcił.. -radośnie spytał.
-Nie wiem, po prostu, chyba mogę być od tak szczęśliwa, prawda? -po moim pytaniu złapał mnie za dłoń i delikatnie ją całował, gdyż widział wplecionych we mnie miliony rurek i nie rurek..
***
przepraszam za pomyłki (literówki), mam nadzieję, że i tym razem się spodoba.. mam nadzieję. dziękuje, jeżeli ktoś przeczytał!
Piękne <3
OdpowiedzUsuńświetny czekam na nn ;D mam nadzieje że roni wyzdrowieje ;D
OdpowiedzUsuńTo wspaniale, że wciągnęłaś się w ich losy, pisz dla nas jak najwięcej. Uwielbiam tą historię. ta opiekuńczość Harr'ego jest taka słodka. Opiekuje się Ronnie. kocha ją, stara się by była szczęśliwa, mimo to, iż musiała zostać w szpitalu. Aż się uśmiechnęłam. Dziękuję Ci.
OdpowiedzUsuńjezu boskie ;D
OdpowiedzUsuńboskie ;D
OdpowiedzUsuńboskie
OdpowiedzUsuńświetny kochana <3
OdpowiedzUsuńJest megaaaa!! Pięknie piszesz :D
OdpowiedzUsuńMoże to banalne, ale chcę Harry-ego. Chcę i tyle.
OdpowiedzUsuń